Archiwa tagu: Krzysztof

photo-1461770354136-8f58567b617a

Prawo nienawiści do pracy

Jak tylko przeszedłem na wolny zawód, czy też Freelancing jak kto woli, zacząłem zmagać się z problemami charakterystycznymi dla tej grupy zawodowej. Największym problemem okazuje się jednak to, że… lubię swoją pracę.

Nie cierpisz… nie pracujesz

W Polsce etyka zawodowa leży i kwiczy. Nigdy nie usłyszałem od współpracowników w jakiejkolwiek firmie nie pracowałem, że naprawdę lubią swoją pracę. Wieczne narzekanie… szef niedobry, pensja niska, godziny złe, obowiązków dużo, no ale co zrobisz… nic nie zrobisz…

W Polsce działa to jednak jak bardzo dobry PR. Skoro narzekam, znaczy to, że naprawdę ciężko pracuję. No bo przecież praca nie sprawia przyjemności, bo wtedy musiałaby być naszą pasją, a przynajmniej musielibyśmy ją lubić. Tfu!

Nie lubimy pracy, nie wolno nam wręcz jej lubić. Możemy żądać wtedy dużych pieniędzy za wykonywaną robotę, mamy na to społeczne przyzwolenie, bo nie dość, że robimy coś dobrze, to jeszcze katujemy się robiąc to. Jako dziennikarz widziałem wielu operatorów kamer wyglądających jakby kręcili za karę (nie mówcie tylko „kamerowali” ) a przecież nikt nad nimi z batem nie stoi. Dobrych operatorów-pasjonatów też spotkałem, ale wiecie o co mi chodzi.

Czas pracy = Czas pasji

W tym jest największy problem higieny pracy, bo jeżeli praca sprawia nam przyjemność to jak liczyć jej czas? Jeśli jest to jednocześnie nasza pasja, to nic dziwnego, że prawdziwi pasjonaci potrafią „pracować” po 12 godzin dziennie. Trzeba naprawdę kochać swoje zajęcie lub szczerze nienawidzić własnego życia by dopuścić do takiej sytuacji.

Osobiście potrafię „pracować” w niedzielę, w środku nocy, przez długie godziny, zapominając o posiłkach i przerwach. Dlaczego?

Bo kocham to co robię. I chyba w tym jest sekret pracy

By przetrwać, nie by żyć

Zauważyłem, że bardzo wiele młodych osób patrzy na życie właśnie w takich kategoriach. Zarobić wystarczająco by przetrwać. By jeździć dobrym samochodem, mieć dom i masę innych rzeczy. Ich marzenie nie polega na „być” i „robić” lecz posiadać i to właśnie dlatego zamykają się w ciasnych, szarych biurach, z dożywotnim wyrokiem dla własnych pasji.

Jak strasznie potrafi wyglądać życie w takim momencie? Śpimy 8 godziny, pracujemy 8 (wielu z nas o wiele więcej ale przyjmijmy 8) to już mamy 16 prawda? Ale przecież nie idziemy do pracy minutę po obudzeniu. Przynajmniej godzinę zajmuje nam przygotowanie i godzinę powrót. Mamy już 18. Jakiekolwiek obowiązki? Zakupy? Telefon od znajomego? Sprzątanie? Urzędy? Kolejne 2 godziny, uczciwie rzecz ujmując. Zostają nam 4 godzinny dziennie na zrobienie czegokolwiek, na co mamy ochotę.

Nie chodzi mi tu o coachingowy bełkot w stylu „wykorzystaj te 4 godziny jak tylko możesz” nie o to chodzi. Wydzierżawiamy codziennie 10 godzin swojego życia, by zdobyć pieniądze na 4 godziny życia po swojemu. Nawet kredyt we frankach nie ma takiego procentu.

Polski Gniew

Dlatego jesteśmy tak sfrustrowani, tak wściekli na cały wszechświat. Pracujemy w miejscu którego nie cierpimy tylko po to by przeżyć kilka godzin w taki sposób jaki chcemy. Jest to u nas nagminne. BA! W taki sposób przygotowujemy już młode pokolenia do pracy. Znajdź pracę dobrze płatną, która pozwoli Ci spełniać swoje marzenia. Brzmi znajomo?

Pytanie drodzy dorośli i nauczyciele… Kto wam powiedział, że praca naszych marzeń nie może być dobrze płatna?

Ci wszyscy artyści, aktorzy, reżyserzy, dziennikarze, pasjonaci życia robią to wszystko do portfolio, tylko dlatego, że LUBIĄ to co robią? Nigdy w życiu! Kasują za to grube pieniądze, dlatego, że są dobrzy w tym co robią, a są w tym dobrzy, dlatego że jest to ich pasją.

W życiu tak nie jest

To chyba najczęstsze co się słyszy. W życiu wcale tak nie jest. Tylko nieliczni pracują w swoim wymarzonym zawodzie i robią to co lubią. Jest to absolutna prawda, zgadzam się z tym w stu procentach. Jest to piekielne wyzwanie, ale ludzie naprawdę to robią. Przemierzają pół świata za swoją pracą. Nie śpią całymi dniami, by po wielu próbach i porażkach inni mogli powiedzieć „takiemu to dobrze, ma fajną pracę i jeszcze mu za to płacą”

Życie stawia przed nami różne wyzwania i weryfikuje nasze marzenia, ale szczerze powiedziawszy… czy sensem życia nie powinno być właśnie zrealizowanie tych marzeń? Czy nie do tego przygotowujemy się przez ponad 18 lat edukacji szkolnej, rodzinnej i osobistej? By żyć tak jak to sobie zaplanowaliśmy?

IMG_20160510_200731

Po co mi modelarstwo

Ostatnio przy (prawie) zakończonym projekcie zacząłem się zastanawiać czemu właściwie zajmuję się modelarstwem i co ono mi dało.

Absolutny brak talentu

Na wstępie muszę jednak powiedzieć, że nigdy nie przejawiałem żadnego zamiłowania do farb pędzli i szeroko pojętej sztuki. Na plastyce nie wybijałem się, nie rzeźbiłem, nie malowałem. Kiedyś rysowałem komiksy, ale powiedzmy, że to było bardzo dawno temu i… nie, rysować też nie potrafię. Po części dlatego wybrałem beletrystykę. Wydawało mi się, że przekazanie swojej opowieści za pomocą pióra będzie prostsze niż ołówkiem.

Jakież więc było więc zaskoczenie, gdy kupiłem sobie zestaw 10-ciu figurek i kilka farbek.

Tybetańska cierpliwość

Modelarze to ludzie bardzo trudni do wyprowadzenia z równowagi. Spędzamy kilka godzin w jednej pozycji nad jednym modelem. Z punktu widzenia widza jest to szalenie nudne. Z naszej, jest ciekawe, choć skoków adrenaliny nie ma (chyba, że rozlejesz farbę na biurko)

Jako dzieciak z niespożytą energią nauczyłem się panować nad nią, wyciszać się i skupiać na jednej czynności. Malowanie jednego modelu potrafi zabrać dziesiątki godzin, dlatego był to niesamowity sprawdzian dla owej cierpliwości. Oczywiście nie wyglądało to tak, że z jedną paczką modeli stałem się mnichem Shao-Lin, ale z czasem potrafiłem malować coraz dłużej.

Zegarmistrzowska Precyzja

Oczywisty punkt. Spróbuj namalować źrenice figurce, która ma może 6 cm wysokości. Przez wiele lat jest to dla człowieka praktycznie niemożliwe, ale ręce nabywają nowych umiejętności, podobnie jak oczy. Za szczególnie nigdy w życiu mi się to nie przydało, no chyba, że będę musiał nawlec nitkę na igłę. Nie mniej jednak umiejętność jest.

Bibliotekarskie Wyciszenie

Emocje, zwłaszcza te gwałtowne napędzają nas do działania. Zdarza się jednak, że potrzebujemy wyciszyć się, pozbierać myśli. Nigdy nic mnie tak nie uspokajało, jak praca przy biurku nad modelem z muzyką lecącą w tle. Myślę, że można porównać to do wędkarstwa, gdy nawet gdy nic nie złapiemy… i tak miło spędzamy czas.

Artystycznie planowanie

Jest taka dziwna magia w tym hobby. Widzimy jakiś nowy ciekawy model i zaczynamy myśleć „ale bym go pomalował” Jesteśmy ciekawi samego wyzwania, bo modele są skonstruowane w najróżniejszy sposób. Jedne są proste i łatwe, inne mają wybite ornamenty milimetrowej szerokości. Niejednokrotnie łapię się na myśleniu „tu bym położył taką warstwę a tu zrobił taki efekt” Nie każde hobby niesie to za sobą.

Absolutna Satysfakcja

Trudno uznać samo ślęczenie nad modelem za ciekawą czynność. Siedzisz w tej samej pozycji przez kilka godzin, z pędzelkiem grubości zapałki i smarujesz kolejne cienkie warstwy farby. Nie jest to najciekawsze zajęcie na świecie, to prawda i bardzo wiele razy zastanawiałem się, dlaczego właściwie to robię. Bolą palce, oczy, czasami kręgosłup i kark, w pokoju śmierdzi chemią, nieraz przeciąłem się skalpelem, poparzyłem klejem i poplamiłem spodnie niezmywalną farbą.

W czym tkwi tajemnica tego hobby? W samym modelu. Kiedy po kilkudziesięciu godzinach pracy patrzę na model, mogę powiedzieć „ja to zrobiłem” i muszę powiedzieć, że jestem piekielnie dumny z każdej kolejnej pracy. Każdy taki model jest manifestacją pracy cierpliwości i artyzmu.

Do tego można pojechać na zawody modelarskie (będę w ten weekend w Olsztynie, życzcie mi szczęścia) i wygrać medal za najlepszy model w odpowiedniej kategorii. Nie ma naprawdę lepszego uczucia jak moment w którym doceniają naszą pasję. Dla tej chwili przy modelu warto spędzić każdą sekundę.