Archiwa kategorii: Tak sobie myślę

znncra

„Ograniczenia rodzą się tylko w naszych głowach” – Rozmowa z Pawłem Szramką

Na swoim blogu będę zamieszczał wywiady z ludźmi,  którzy w moim odczuciu odnieśli duży sukces.

Nasz cykl rozpoczyna Paweł Szramka. Kiedyś żołnierz zawodowy, obecnie poseł na sejm z ugrupowania Kukiz 15, który ma 26 lat i osiągnął sukces, na jaki wielu działaczy społecznych pracuje całymi latami.

Pomijając preferencje partyjne i politykę, uważam coś takiego za wielki sukces. Polityka jest domeną starszego pokolenia i wieloletnich partii, a przynajmniej taka panuje opinia. Jakie więc szanse miał młody działacz w dopiero powstającym ugrupowaniu założonym przez muzyka?

Zapraszam do lektury.

– Młody polityk startujący ze świeżo powstałego ruchu obywatelskiego prowadzonego przez muzyka. Czułeś takie głosy na sobie?

Oczywiście, że tak, jednak najczęściej były to głosy osób, które po prostu od lat głosowały cały czas na tych samych ludzi i nie wierzyły, że można w tym kraju cokolwiek zmienić. Znałem Pawła Kukiza już od kilku lat i widziałem jak wiele poświęcił dla dobra sprawy. Wiele osób twierdziło, że Kukiz „idzie do władzy dla kasy”. Jest to irracjonalne, ponieważ obecną pensję potrafił zarobić w jeden wieczór dając koncert. Ponadto po tym jak zaczął walczyć z systemem, ten system zaczął Go niszczyć. W prasie pojawiały się dziwne, nieprawdziwe artykuły szkalujące Jego osobę, odwoływano z Nim koncerty, nawet w Radio ciężko było doczekać się utworów muzyka. Tak dzieje się z wieloma osobami, które przestały być konformistami i zaczęły dostrzegać wady systemu.

– Wcześniej byłeś żołnierzem zawodowym. Kiedy narodziła się myśl o karierze politycznej?

Kariera polityczna to za dużo powiedziane. Tak naprawdę mój start w wyborach był konsekwencją wcześniejszych działań jako społecznika. Nigdy nie myślałem o karierze politycznej, angażowałem się w działania obywatelskie, a konkretnie w ruch, który miał na celu zmianę systemu wyborczego oraz edukację obywateli w tym zakresie.

maxresdefault

– Jak koledzy wojskowi zareagowali na Twoją kandydaturę?

Większość kolegów namawiała mnie do startu już przed tym, zanim sam podjąłem taką decyzję. Korpus szeregowych nigdy nie miał swojego przedstawiciela w Sejmie. Dlatego mój „sukces” był sukcesem całego tego środowiska, gdyż zyskali w parlamencie człowieka, który doskonale rozumie Ich problemy. Mój start wywołał w środowisku wojskowym spore poruszenie a wygrana w wyborach odbiła się dużym echem w wielu jednostkach wojskowych.

– Jako startujący w wyborach miałeś przeciwników o wiele dłuższym stażu wyborczym. Obawiałeś się konkurencji?

Nie obawiałem się, ponieważ miałem „czystą kartę” a dla wielu głosujących to był właśnie największy atut. Nie byłem powiązany żadnymi układami z osobami dotychczas sprawującymi funkcje publiczne. Ponadto młodość, bezpartyjność oraz zaangażowanie w sprawy zwykłych ludzi, pozwoliły mi na przedstawienie swojej osoby nie jako wyrachowanego polityka, ale człowieka, który będzie godnie reprezentował społeczeństwo w Sejmie.

– Jakie szanse dawali Ci znajomi?

Większość chyba tak naprawdę nie zdawała sobie sprawy z tego jaką szansę otrzymałem. Ciężko bowiem wyobrazić sobie sytuację, że kolega z pracy, szkolnej ławki czy po prostu sąsiad za chwilę może znaleźć się w Sejmie i mieć wpływ na sprawy wagi państwowej. Głosy były podzielone, niektórzy wierzyli w wygraną i pomagali angażując się w kampanię a inni mówili, że szkoda na to czasu. Pojawiały się też głosy, abym sobie odpuścił i nie pakował się w to „bagno”, jednak to nie zniechęciło mnie do dalszych działań.

– Pojawili się „życzliwi przyjaciele, którzy zawsze wierzyli w Twój sukces” ?

Pojawienie się takich osób jest chyba nieuniknione. Kłamstwo ma krótkie nogi, jeśli ktoś nie ma szczerych intencji, to wcześniej czy później okaże swoje prawdziwe oblicze. Miałem już wiele sytuacji, w których zawiodłem się na ludziach. Dlatego nauczyłem się tego, że obdarzam swoim zaufaniem konkretną osobę, dopiero gdy na to zasłuży.

hqdefault

– Jak zmieniło się Twoje życie po uzyskaniu mandatu?

Mentalnie jestem tym samym człowiekiem. Czuję jednak ciążący na mnie ogromny bagaż odpowiedzialności. Wyborcy obdarzyli mnie kredytem zaufania, który trzeba spłacić. Swoją postawą, zaangażowaniem oraz realnymi działaniami mam zamiar odpracować ten dług. Dlatego staram się wypełniać swoje obowiązki jak najlepiej, często kosztem braku czasu dla rodziny i znajomych. Znają mnie jednak na tyle dobrze, iż wiedzą, że jak w coś się angażuję to na całego, dlatego przymykają oko na moją częstą nieobecność i wspierają mnie w tym co robię.

– Praca posła to nie jest chodzenie na imprezy i uśmiechanie się, jak wielu sądzi. To sporo ciężkiej pracy?

To w dużej mierze zależy od osobowości posła. Są tacy, którzy angażują się tylko w medialne tematy, aby zawsze być na świeczniku, podczas gdy inni wykonują kawał dobrej roboty po cichu, bez udziału mediów. Pracy jest naprawdę masa, często jestem w sytuacji, w której muszę wybierać między jednym czy drugim wydarzeniem, ponieważ odbywają się równocześnie w innych miejscach. Wtedy ważną rolę odgrywają asystenci, na których również spoczywa wiele obowiązków.

– Czy po uzyskaniu mandatu przechodziłeś szkolenie z sejmowej etykiety, czy wszystkiego uczyłeś się sam?

Zanim zaczęliśmy pracę parlamentarną, wszyscy posłowie odbyli „próbne posiedzenie”, na którym poznawaliśmy zasady funkcjonowania w Sejmie. To była pigułka wiedzy, którą otrzymałem na początek. Następnie zyskiwałem doświadczenie „w praniu” w kolejnych wystąpieniach, posiedzeniach sejmu oraz pracy w terenie.

– Planujesz kandydować w przyszłych wyborach?

Do przyszłych wyborów wiele może się wydarzyć, dlatego nie wybiegam tak daleko w przyszłość. Jestem natomiast pewny, że dalej będę angażował się w różne przedsięwzięcia. Jestem typem społecznika, któremu ciężko odwrócić głowę w drugą stronę, gdy widzę, że trzeba wziąć sprawy w swoje ręce.

2015-10-29_1446129741

– Wiele osób uważa, że w małym mieście nic się nie da zrobić. Jakie jest Twoje zdanie na ten temat?

To nieprawda, czasem właśnie w mniejszej miejscowości, łatwiej znaleźć osoby, które są gotowe do działania. Wszystkie ograniczenia rodzą się tylko w naszych głowach, jeśli się ich wyzbędziemy to możemy zrobić naprawdę wiele. Nie każdy od razu odkryje w sobie żyłkę społecznika, ale wystarczy mały impuls, jedna osoba, która wyciągnie inne z szarej rzeczywistości i wspólnie zaczną robić rzeczy, które dla reszty społeczeństwa wydają się być niemożliwe.

– Czy młodzi ludzie mogą realizować swoje marzenia?

Polska to trudny kraj dla młodych ludzi. Często problemy dnia codziennego, sytuacja rodzinna sprawiają, że trzeba te marzenia odłożyć na bok. Tylko od nas samych zależy, czy będziemy w stanie powrócić do nich, gdy pojawi się szansa, aby je zrealizować. Należy jednak uważać, żeby nie przegapić tego momentu i nie odkładać realizacji marzeń w nieskończoność.

– Twoja rada dla młodych, którzy stawiają przed sobą wielkie cele?

Musimy przede wszystkim pamiętać, że nikt nie wyręczy nas w realizacji postawionych sobie celów, sami musimy dostatecznie pracować, by je osiągnąć. Nic w życiu nie przychodzi samo, czasem jest ciężko, ale nie należy się poddawać. Musimy pamiętać, że im trudniej przyszło nam osiągnięcie pewnego celu, tym większa będzie satysfakcja, gdy już go zrealizujemy.

Z Pawłem Szramką możecie jeszcze porozmawiać na facebooku: https://www.facebook.com/profile.php?id=100001868113295&fref=ts

Oraz na stronie internetowej: http://pawelszramka.pl/

photo-1433878455169-4698e60005b1

Apel Wakacyjny

Rozpoczęły się wakacje. Uczniowie szkół mają mnóstwo wolnego czasu, co jest ich wielkim przywilejem i… zmorą.

Jak patrzę na edukację na przestrzeni lat, to właśnie te dwa miesiące wakacyjne stanowią największe wyzwanie dla młodzieży. To właśnie wtedy szkoła nie funkcjonuje, koła zainteresowań są zawieszone, nawet domy kultury, biblioteki a nawet całe miasta obniżają swoją działalność do niezbędnego minimum. Są oczywiście organizowane różnego rodzaju imprezy wakacyjne, ale określenie „Sezon Ogórkowy” znikąd się nie wzięło.

I co tu robić?

Wcale się nie dziwię młodszym, że spędzają całe wakacje przed komputerem, skoro wielu „dorosłych” nie potrafi sensownie zaplanować dwutygodniowego urlopu… a co tu mówić o dwóch miesiącach.

Młodzi są w o tyle gorszej sytuacji, że nie planują remontów, obrządzania działki, najczęściej są skazani na komunikację międzymiastową i mają o wiele bardziej ograniczony budżet. Paradoksalnie pracujący dorośli mają lepiej. W końcu dorosłym nikt nie zabroni spędzić urlopu na biwaku w lesie. Dzieciak może usłyszeć nie: bo kleszcze, lisy, żule, sekta i Czupakabra.

Trudno więc zdecydować się na inną opcję niż ten komputer. Tani, dostępny o każdej porze dnia i nocy, bez względu na pogodę i terminy urlopowe kolegów.

Wyzwanie

Zobacz co masz przed sobą. Dwa miesiące… niczego. Żadnej szkoły trajkoczącej o zadaniach domowych i klasówkach. Żadnych korepetycji podnoszących twoje stopnie z przedmiotów których nie cierpisz. Posprzątać pokój, nakarmić psa, zrobić zakupy, to najczęstsze nastoletnie obowiązki na wakacje.

To teraz uważaj. Możesz w tym czasie zrobić cokolwiek chcesz. Ba! Możesz osiągnąć w te 2 miesiące więcej niż przez ostatnie 10 i to w tym kierunku którym tylko chcesz.

Pożycz gitarę i zacznij uczyć się grać na niej. Grając codziennie przez godzinę, pod koniec wakacji będziesz potrafił zagrać kilka szlagierów, nie tylko „Nothing Else Matter”. Vloging? Możesz poświęcić długie godziny na planowanie kontentu, treści programów i w końcu nagrywanie. Nikogo nie ma w domu, nikt Ci nie będzie przeszkadzać, a jeśli tak… idź w plener z kamerą! Chcesz pisać książki? Może w dwa miesiące nie napiszesz całej powieści, ale to dość czasu na ładnych kilka rozdziałów.

Zrób krótką listę rzeczy, które chcesz osiągnąć w wakacje. Nawet niech to będzie tylko jeden punkt. Dzień po dniu wypełniaj wpis co zrobiłeś w tym kierunku, a jeżeli nie zrobiłeś nic to dlaczego.

To się nie powtórzy

Spytaj dorosłych co można zrobić w wakacje. 60 dni bez pracy z zapewnionym wiktem i opierunkiem. Większość odpowie zwięźle: Wszystko. Pokolenie naszych rodziców patrzy z nostalgią na ten miniony czas, ponieważ obecnie muszą kombinować by uszczknąć chociażby godzinę tylko dla siebie w ciągu tygodnia, a młodzież otrzymuje w prezencie całe 60 dni i brak instrukcji co z tym czasem zrobić.

Nie pozwól więc by wakacyjny czas był więzieniem monotonii. Działaj. Cokolwiek chcesz zrobić, działaj. Masz mnóstwo czasu, wykorzystaj go. Na kolejną szansę, będziesz czekać 10 miesięcy.

photo-1461770354136-8f58567b617a

Prawo nienawiści do pracy

Jak tylko przeszedłem na wolny zawód, czy też Freelancing jak kto woli, zacząłem zmagać się z problemami charakterystycznymi dla tej grupy zawodowej. Największym problemem okazuje się jednak to, że… lubię swoją pracę.

Nie cierpisz… nie pracujesz

W Polsce etyka zawodowa leży i kwiczy. Nigdy nie usłyszałem od współpracowników w jakiejkolwiek firmie nie pracowałem, że naprawdę lubią swoją pracę. Wieczne narzekanie… szef niedobry, pensja niska, godziny złe, obowiązków dużo, no ale co zrobisz… nic nie zrobisz…

W Polsce działa to jednak jak bardzo dobry PR. Skoro narzekam, znaczy to, że naprawdę ciężko pracuję. No bo przecież praca nie sprawia przyjemności, bo wtedy musiałaby być naszą pasją, a przynajmniej musielibyśmy ją lubić. Tfu!

Nie lubimy pracy, nie wolno nam wręcz jej lubić. Możemy żądać wtedy dużych pieniędzy za wykonywaną robotę, mamy na to społeczne przyzwolenie, bo nie dość, że robimy coś dobrze, to jeszcze katujemy się robiąc to. Jako dziennikarz widziałem wielu operatorów kamer wyglądających jakby kręcili za karę (nie mówcie tylko „kamerowali” ) a przecież nikt nad nimi z batem nie stoi. Dobrych operatorów-pasjonatów też spotkałem, ale wiecie o co mi chodzi.

Czas pracy = Czas pasji

W tym jest największy problem higieny pracy, bo jeżeli praca sprawia nam przyjemność to jak liczyć jej czas? Jeśli jest to jednocześnie nasza pasja, to nic dziwnego, że prawdziwi pasjonaci potrafią „pracować” po 12 godzin dziennie. Trzeba naprawdę kochać swoje zajęcie lub szczerze nienawidzić własnego życia by dopuścić do takiej sytuacji.

Osobiście potrafię „pracować” w niedzielę, w środku nocy, przez długie godziny, zapominając o posiłkach i przerwach. Dlaczego?

Bo kocham to co robię. I chyba w tym jest sekret pracy

By przetrwać, nie by żyć

Zauważyłem, że bardzo wiele młodych osób patrzy na życie właśnie w takich kategoriach. Zarobić wystarczająco by przetrwać. By jeździć dobrym samochodem, mieć dom i masę innych rzeczy. Ich marzenie nie polega na „być” i „robić” lecz posiadać i to właśnie dlatego zamykają się w ciasnych, szarych biurach, z dożywotnim wyrokiem dla własnych pasji.

Jak strasznie potrafi wyglądać życie w takim momencie? Śpimy 8 godziny, pracujemy 8 (wielu z nas o wiele więcej ale przyjmijmy 8) to już mamy 16 prawda? Ale przecież nie idziemy do pracy minutę po obudzeniu. Przynajmniej godzinę zajmuje nam przygotowanie i godzinę powrót. Mamy już 18. Jakiekolwiek obowiązki? Zakupy? Telefon od znajomego? Sprzątanie? Urzędy? Kolejne 2 godziny, uczciwie rzecz ujmując. Zostają nam 4 godzinny dziennie na zrobienie czegokolwiek, na co mamy ochotę.

Nie chodzi mi tu o coachingowy bełkot w stylu „wykorzystaj te 4 godziny jak tylko możesz” nie o to chodzi. Wydzierżawiamy codziennie 10 godzin swojego życia, by zdobyć pieniądze na 4 godziny życia po swojemu. Nawet kredyt we frankach nie ma takiego procentu.

Polski Gniew

Dlatego jesteśmy tak sfrustrowani, tak wściekli na cały wszechświat. Pracujemy w miejscu którego nie cierpimy tylko po to by przeżyć kilka godzin w taki sposób jaki chcemy. Jest to u nas nagminne. BA! W taki sposób przygotowujemy już młode pokolenia do pracy. Znajdź pracę dobrze płatną, która pozwoli Ci spełniać swoje marzenia. Brzmi znajomo?

Pytanie drodzy dorośli i nauczyciele… Kto wam powiedział, że praca naszych marzeń nie może być dobrze płatna?

Ci wszyscy artyści, aktorzy, reżyserzy, dziennikarze, pasjonaci życia robią to wszystko do portfolio, tylko dlatego, że LUBIĄ to co robią? Nigdy w życiu! Kasują za to grube pieniądze, dlatego, że są dobrzy w tym co robią, a są w tym dobrzy, dlatego że jest to ich pasją.

W życiu tak nie jest

To chyba najczęstsze co się słyszy. W życiu wcale tak nie jest. Tylko nieliczni pracują w swoim wymarzonym zawodzie i robią to co lubią. Jest to absolutna prawda, zgadzam się z tym w stu procentach. Jest to piekielne wyzwanie, ale ludzie naprawdę to robią. Przemierzają pół świata za swoją pracą. Nie śpią całymi dniami, by po wielu próbach i porażkach inni mogli powiedzieć „takiemu to dobrze, ma fajną pracę i jeszcze mu za to płacą”

Życie stawia przed nami różne wyzwania i weryfikuje nasze marzenia, ale szczerze powiedziawszy… czy sensem życia nie powinno być właśnie zrealizowanie tych marzeń? Czy nie do tego przygotowujemy się przez ponad 18 lat edukacji szkolnej, rodzinnej i osobistej? By żyć tak jak to sobie zaplanowaliśmy?

13339483_263451274009273_2445855217942735158_n

96 %

Wielokrotnie powtarzałem na wykładach, że pokonanie nałogu grania pozwoliło mi zrealizować znaczną większość życiowych marzeń. Ostatnio posunąłem się jeszcze krok do przodu.

Najtrudniejszy procent

Od ładnych kilku miesięcy prowadzę własną działalność gospodarczą. Wydawać by się mogło, że będzie to spełnienie, ale w moim własnym rozumowaniu nie było to jeszcze „TO”. Uporczywie dążyłem do czegoś innego co mogłem nazwać wolnym zawodem, czy nawet „Życiem ze swojej pasji”

Tak więc słowo czynem się stało.

Marzenie które określałem „życiem ze swoich marzeń” stało się faktem. Latam dronem, jestem dziennikarzem, zajmuję się coachingiem i spotkaniami autorskimi. Piszę kolejne książki, jeżdżę po całej Polsce, odwiedzam fascynujące miejsca, poznaję jeszcze bardziej fascynujących ludzi.

Przez wiele lat myślałem, że tego nie da się zrobić, że książki – Jasne. Dron – Oczywiście, jednak to wszystko w znaczeniu hobbystycznym, ewentualnie dorobkowym.

Nie chodzi tu jednak o pieniądze. Chodzi przede wszystkim o czas.

Etyka Pracy

Dopiero teraz pojąłem jak niezwykłym uczuciem jest życie ze swojej pasji i ze swoją pasją za pan brat. Wstaję rano i myślę o tym, o rozwoju, obowiązkach i planach.

Wróciłem ostatnio z trzydniowej wycieczki w Radzyniu Podlaskim, o czym z resztą meldowałem na facebooku. Każdego dnia spałem po 6 godzin (w gruncie rzeczy z własnej winy) rozmawiałem, prowadziłem spotkania, jechałem dziesiątki kilometrów… i ani na chwilę nie pomyślałem, że jestem w pracy! Czułem się wręcz jak na wakacjach!

W Polsce mamy problem z uznaniem czegoś za pracę, jeśli sprawia nam to przyjemność. Jeśli po 8 godzinach mam chęć robić jeszcze cokolwiek innego – nie pracuję. Praca bowiem ma za zadanie doprowadzić mnie do stanu kompletnego wycieńczenia fizycznego i psychicznego. Nie spotkałem jeszcze człowieka, który nie narzekałby na swoją pracę, no chyba, że sam sobie jest szefem. Chodzi jednak o to, że ten szef czerpie przyjemność i pasję ze swojej pracy a nie „siedzi na kierowniczym stanowisku”. Taki też będzie narzekał.

Każdym oddechem czuję nowy przypływ energii. Piszę, jeżdżę, rozmawiam… Naprawdę myślałem, że jest to niemożliwe! Tym bardziej cieszę się, że mogę dodać kolejną jedynkę do swojego bilansu.

IMG_20160510_200731

Po co mi modelarstwo

Ostatnio przy (prawie) zakończonym projekcie zacząłem się zastanawiać czemu właściwie zajmuję się modelarstwem i co ono mi dało.

Absolutny brak talentu

Na wstępie muszę jednak powiedzieć, że nigdy nie przejawiałem żadnego zamiłowania do farb pędzli i szeroko pojętej sztuki. Na plastyce nie wybijałem się, nie rzeźbiłem, nie malowałem. Kiedyś rysowałem komiksy, ale powiedzmy, że to było bardzo dawno temu i… nie, rysować też nie potrafię. Po części dlatego wybrałem beletrystykę. Wydawało mi się, że przekazanie swojej opowieści za pomocą pióra będzie prostsze niż ołówkiem.

Jakież więc było więc zaskoczenie, gdy kupiłem sobie zestaw 10-ciu figurek i kilka farbek.

Tybetańska cierpliwość

Modelarze to ludzie bardzo trudni do wyprowadzenia z równowagi. Spędzamy kilka godzin w jednej pozycji nad jednym modelem. Z punktu widzenia widza jest to szalenie nudne. Z naszej, jest ciekawe, choć skoków adrenaliny nie ma (chyba, że rozlejesz farbę na biurko)

Jako dzieciak z niespożytą energią nauczyłem się panować nad nią, wyciszać się i skupiać na jednej czynności. Malowanie jednego modelu potrafi zabrać dziesiątki godzin, dlatego był to niesamowity sprawdzian dla owej cierpliwości. Oczywiście nie wyglądało to tak, że z jedną paczką modeli stałem się mnichem Shao-Lin, ale z czasem potrafiłem malować coraz dłużej.

Zegarmistrzowska Precyzja

Oczywisty punkt. Spróbuj namalować źrenice figurce, która ma może 6 cm wysokości. Przez wiele lat jest to dla człowieka praktycznie niemożliwe, ale ręce nabywają nowych umiejętności, podobnie jak oczy. Za szczególnie nigdy w życiu mi się to nie przydało, no chyba, że będę musiał nawlec nitkę na igłę. Nie mniej jednak umiejętność jest.

Bibliotekarskie Wyciszenie

Emocje, zwłaszcza te gwałtowne napędzają nas do działania. Zdarza się jednak, że potrzebujemy wyciszyć się, pozbierać myśli. Nigdy nic mnie tak nie uspokajało, jak praca przy biurku nad modelem z muzyką lecącą w tle. Myślę, że można porównać to do wędkarstwa, gdy nawet gdy nic nie złapiemy… i tak miło spędzamy czas.

Artystycznie planowanie

Jest taka dziwna magia w tym hobby. Widzimy jakiś nowy ciekawy model i zaczynamy myśleć „ale bym go pomalował” Jesteśmy ciekawi samego wyzwania, bo modele są skonstruowane w najróżniejszy sposób. Jedne są proste i łatwe, inne mają wybite ornamenty milimetrowej szerokości. Niejednokrotnie łapię się na myśleniu „tu bym położył taką warstwę a tu zrobił taki efekt” Nie każde hobby niesie to za sobą.

Absolutna Satysfakcja

Trudno uznać samo ślęczenie nad modelem za ciekawą czynność. Siedzisz w tej samej pozycji przez kilka godzin, z pędzelkiem grubości zapałki i smarujesz kolejne cienkie warstwy farby. Nie jest to najciekawsze zajęcie na świecie, to prawda i bardzo wiele razy zastanawiałem się, dlaczego właściwie to robię. Bolą palce, oczy, czasami kręgosłup i kark, w pokoju śmierdzi chemią, nieraz przeciąłem się skalpelem, poparzyłem klejem i poplamiłem spodnie niezmywalną farbą.

W czym tkwi tajemnica tego hobby? W samym modelu. Kiedy po kilkudziesięciu godzinach pracy patrzę na model, mogę powiedzieć „ja to zrobiłem” i muszę powiedzieć, że jestem piekielnie dumny z każdej kolejnej pracy. Każdy taki model jest manifestacją pracy cierpliwości i artyzmu.

Do tego można pojechać na zawody modelarskie (będę w ten weekend w Olsztynie, życzcie mi szczęścia) i wygrać medal za najlepszy model w odpowiedniej kategorii. Nie ma naprawdę lepszego uczucia jak moment w którym doceniają naszą pasję. Dla tej chwili przy modelu warto spędzić każdą sekundę.

photo-1417551047620-471daaad5a65

Życie jest ciężkie

To okrzyk bojowy większości „dorosłych” motywujących młodzież szkolną i studencką do działania. Życie dorosłe jest ciężkie, po prostu okropne! Jak dorośniesz to dopiero zobaczysz co to są problemy. Słuchając tego niczym mantry… szukam tej potworności

Powszechne niezrozumienie

Właściwie to trudno zrozumieć motywację dorosłych opowiadających młodym, że „ciesz się życiem teraz bo PÓŹNIEJ to już jest życie dorosłe”. Nasuwa się też wniosek, że pozostałe nam 60-70 lat życia to marazm, żałość niedola i halucynacje z niedożywienia. Nic dziwnego, że młodzi nie widzą dla siebie miejsca na świecie…

Ostatnio popytałem dorosłych (nie ludzi po 18 roku życia, ale ludzi nie będących na utrzymaniu rodziców) dlaczego to życie jest takie ciężkie. Postaram się troszeczkę obalić ich argumenty.

…bo musisz sam zarabiać na siebie

Rzeczywiście jest to dość spore zaskoczenie, że rodzice po hodowaniu jednostki społecznej przez niemal ćwierć wieku, nie chcą tego robić przez pozostałe trzy ćwiartki i cóż… musimy zakasać rękawy.

Nie wiem co ludzie chcieliby robić gdyby nie pracowali? Leżeć na kanapie przez cały dzień? Z zarabianiem pieniędzy wiążą się też pozytywy. To przede wszystkim możliwość kupienia sobie tych wszystkich drogich i absurdalnych rzeczy na które mieliśmy kiedyś ochotę. Jeżeli będę chciał kupić sobie model Smauga do pomalowania, którego koszt wynosi najniższą krajową i choć jest mi absolutnie niepotrzebny do życia, mogę zaoszczędzić trochę grosza i go sobie kupić. A potem przekonywać sam siebie, że był to dobry zakup. Ale mogę to zrobić!

…bo musisz pracować

No bo skąd indziej wziąć pieniądze, prawda? Można co prawda wyłudzać od krewnych i przyjaciół, ale oni też nie są studnią bez dna. Trzeba więc udać się do zakładu pracy i zrobić wymianę „moje 8 godzin życia za twoje pieniądze, sześć razy w tygodniu”.

Jest to argument ludzi, którzy niestety nie lubią swojej pracy. Jest to powiem szczerze dramat, bo można się coachingowo tłumaczyć, że „zawsze jest wyjście z sytuacji”, ale prawda jest taka, że jak masz kredyt, dziecko i zobowiązania finansowe na 3000 zł a Twoja wymarzona praca da Ci 1500… kalkulacja na 12-godzinną taśmę jest dość prosta.

Myślę jednak, że choć jest to poważny problem, weźmy pod uwagę, że do wejścia w dorosłość przygotowujemy się dobre 18 lat. To całkiem sporo czasu, żeby zastanowić się co chcemy robić w życiu i zacząć to robić odpowiednio wcześnie.

…bo wszystko jest na Twojej głowie

Wiecie co jest na głowie dorosłego? Płacenie rachunków, które wykonujemy obecnie mailowo za pomocą trzech kliknięć raz w miesiącu. Płacenie rat, abonamentów i podatków, które działają praktycznie w ten sam sposób. Rozliczanie PIT-u raz na rok Kupowania jedzenia, żebyśmy nie umarli z głodu, pamiętanie o tym, żeby raz w czas po pracy zajechać jeszcze do sklepu po bułki i mleko. Posprzątać, gdy kołdra kurzu przykryje wszystko w mieszkaniu, pozmywać naczynia, poodkurzać, wstawić pranie.

Zasadniczo są to obowiązki, które najczęściej wykonują za nas matki. Wieloletnie wygodnictwo daje nam o sobie znać i zamiast powiedzieć „potrzebuję praczko-kucharko-sprzątaczki” lepiej powiedzieć, że „życie jest ciężkie”

Jednak i tu nie można bagatelizować. Zdarzają się problemy naprawdę duże i trudne, z którymi niestety musimy się wziąć za bary. Popsuty samochód, wypadek, utrata pracy, awaria w domu, choroba a nawet śmierć bliskiej osoby. Istnieją tragedie w tym życiu, ale nie definiują one życia dorosłego jako ciężkie, dlatego że mogą zdarzyć się tak samo w życiu młodzieńczym. Nie uciekniemy od nich, nie ważne ile lat mamy.

…bo nie możesz się rozwijać

Największa bzdura jaką słyszałem w całym swoim życiu. Wielu dorosłych uważa, że rozwój osobisty jest możliwy tylko w momencie życia na cudzym garnuszku, a życie samo w sobie jest tak absorbujące, że nie ma w nim miejsca na rozwój.

Jak strasznie musi wyglądać wtedy życie? Budzę się po to, by zarobić pieniądze, po to, żeby przeżyć kolejny dzień. To jest cel na 50 lat? Przeżyć aż do emerytury?

Nie zawsze jest czas na rozwój. Czasami są takie dni, tygodnie a nawet miesiące kiedy faktycznie trudno o wolną chwilę, ale jeżeli mamy czas na internet i telewizję – mamy czas na rozwój. Jeżeli chcemy przeczytać książkę, nie musimy wciągnąć jej jednego dnia. Można to zrobić małymi kroczkami, prawda?

Kowal swojego losu

Przede wszystkim naprawdę jesteśmy swoim własnym sterem i żaglem. Możemy zrobić wszystko co chcemy, ukierunkować swoją energię, czas, pieniądze i umiejętności w kierunku jaki tylko sobie wymarzymy. To się tak mówi, ale jeżeli nawet kończę pracę, odrobię wszystkie prace domowe i zostaną mi jakieś 2 godziny to mogę wykorzystać ten czas jak tylko chcę. Malować, pisać, śpiewać, tańczyć, pić, palić, oglądać telewizję… Nikt na siłę mnie nie przywiąże, ani nie da mi po łapach

Dlatego też uważam, że życie może i bywa ciężkie, ale jak pasjonujące przy tym potrafi się stać.

Krytyczny Trener

photo-1441986380878-c4248f5b8b5b

W swojej dziennikarskiej pracy na co dzień spotykam się z trenerami wszelakiej klasy i dyscypliny. Od trenerów sportowych, po nauczycieli. Bardzo często zauważam problem na gruncie motywacyjnym.

Zawsze Źle

Nie dotyczy to oczywiście wszystkich trenerów, ale zauważyłem, że duża ich część (tak 8/10) po rozegranym turnieju, czy też konkursie negatywnie wypowiada się o swojej drużynie, nawet jeśli wygrają wynikiem w stylu 3:1 bo przecież wpadł ten jeden.

Trenerzy w trakcie zwycięstw i porażek krytykują zawodników. Niejednokrotnie usłyszałem, że „mecz mógł się podobać widzom” co znaczyło „mnie to nie wystarczy”

Wszystko fajnie, tylko tego słuchają też zawodnicy. Dążenie do perfekcji jest bardzo ważne, ale stała krytyka, naprawdę nikomu jeszcze nie pomogła. Ilu ludzi zrezygnowało ze swoich pasji, bo nie mogli zadowolić swojgo mentora? To przykre, lecz niestety prawdziwe.

Nie tylko sport

Sytuacja ta powtarza się nie tylko na zawodach. Dzieciaki niejednokrotnie przynosząc wywalczoną w bólach dobrą ocenę słyszą „dlaczego nie celującą”. Jako wystarczająco młody, żeby pamiętać i odpowiednio stary, żeby komentować – to NAPRAWDĘ nikomu jeszcze nie pomogło. Młody człowiek, który poświęci wiele godzin na sprawdzian i dostanie z niego 4 nie zmotywuje się do pracy słysząc „stać Cię na więcej”. On dobrze o tym wie. Pamięta, że istnieje jeszcze 5 i 6, ale jeśli do tej pory dostawał 2…

Nie głaszcz, ale doceń

Czasami mam wrażenie, że dorośli, zapomnieli nie tylko jak to było w szkole, ale również, jak funkcjonuje życie. Jeżeli szef w pracy na każde nasze staranie odpowie „Mogłoby być lepiej” prędzej czy później odpuścimy temat lub zmienimy pracę.

Młody człowiek nie ma możliwości zmiany szkoły więc po prostu zrezygnuje. Nie chodzi oczywiście o chwalenie najmniejszego sukcesu, zagłaskanie na śmierć, ale ta pochwała naprawdę dużo znaczy… właściwie dla wszystkich.

Właściwie to nie ubędzie nam jak kogoś pochwalimy. Co się stanie? Ktoś poczuje się lepiej? Może poczuje się lepszy, niż był do tej pory? Uwierzy w siebie? Zacznie robić coś jeszcze większego?

Oczywiście to niełatwe, bo mamy głęboko zakorzenione pokłady zawiści i zazdrości, które co jakiś czas lubią o sobie przypominać, zwłaszcza w obliczu cudzego sukcesu.

Nie zabijaj marzeń

Jeżeli masz kogoś skrytykować: rada ode mnie – nie rób tego. Mówienie „nie dokazuj, nie dokazuj, nie jest z Ciebie znowu taki cud” nie pomaga. Nic z tego nie masz, poza pewnością, że ta osoba zmaleje, lub zostawi swoje marzenia, tylko po co Ci to? Jaki możesz mieć w tym cel?

Absolutnie nie krytykuj wysiłków ludzi młodych. Daj im odczuć, że robią coś ciekawego, coś pasjonującego. W pewnym momencie mózg im podpowie „starasz się = krytyka = cierpienie = odpuść”

W szkołach brakuje coacha

download

Świat się coraz bardziej zmienia, więc niewykluczone, że w przyszłości obok szkolnego pedagoga usiądzie trener osobowości, zachęcający do realizacji marzeń.

Skąd mnie to wzięło?

Oglądałem ostatnio zabawy taneczne w miejskim domu kultury. Oczywiste było to, że młodsze dzieci skakały i wydurniały się, a starsze były bardziej z dystansowane. Powiemy: no starszy się wstydzi. Oczywista oczywistość, ale dlaczego się wstydzi?

Co zmienia się w życiu dziecka, że w wieku 5-6 lat tańczy i występuje bez większych krępacji, a w wieku 7-8 trudno niejednokrotnie wyciągnąć takiego na scenę. Jedyne co odróżnia dwójkę z przykładu to szkoła. Jedno już ją poznało, a drugie jeszcze nie.

Czemu tak psioczę?

Mam wrażenie, że z powodu szkoły znaczna część młodzieży zostawia swoje starania w ciemnym koncie. Czasami z powodu nauczycieli. Sam doświadczyłem takich, którzy za szczególnie nie wierzyli w mój dryg do literatury. Dzisiaj jestem dziennikarzem, piszę kilka stron dziennie. Ktoś tu się chyba pomylił…

Dodatkowo mamy uczniów, którzy potrafią zdeptać próby drugiej osoby, a w przypadku niepowodzenia np. Kiepskiego występu na scenie, wręcz ztraumatyzować w nas to przeżycie.

Nie mówię, że szkoła jest złem wcielonym, nawet jeżeli sam najlepiej jej nie wspominam. Wiem, że wiele osób świetnie się w niej bawi i korzysta z furtek tworzonych przez oświatę pełnymi garściami. Czasami jest jednak potrzebny ktoś kto powie dobre słowo, doceni czy… wesprze.

Tu pojawia się Pan Coach

O ile słowa „trener osobisty” i „rozwój personalny” nadal budzą w Polakach rozbawienie, to jednak ich praca a ogół osiąga zamierzony cel. Ludzie znajdujący się pod opieką trenerów, choć płacą za to grube pieniądze, znajdują mentalne zapewnienie w możliwość realizacji swoich marzeń. Zapewnienie, które najczęściej tracą za czasów szkolnych.

Nieprzychylni nauczyciele, koledzy nabijający się z marzeń, rodzice widzący w marzeniu „trudną i ryzykowną inwestycję”

A co jeśli możemy uniknąć tej niepewności, a wręcz możemy zaszczepić choćby szczyptę dodatkowej wiary we własne siły? Taki coach pracujący w szkole, rozmawiający z uczniami na godzinach wychowawczych, którego drzwi od gabinetu są otwarte jak te u Pani pedagog.

Zrozumiała niepewność

Wiem, że część uczniów, a nawet nauczycieli uznałaby to za niedorzeczność, może nawet 2/3 powiedziałyby, że to głupota, ale kogoś z pewnością by się przekonało.

To tak jak ze szkolnymi projektami o dopalaczach, na które zaprasza się uczniów. Część śpi, część śmieje się ze wszystkiego co powie prowadzący, ale jest też mała część, którą ruszą słowa zaproszonego gościa? Może dla nich warto się postarać?

Ostatnio rozmawiałem z pedagogiem prowadzącym podobne zajęcia odnośnie uzależnień. Powiedział: Nigdy nie dowiesz się ilu osobom pomogłeś dzięki takiemu wystąpień, a ilu uratowałeś życie.

Może jednak warto?

Kiedy Kończy się uzależnienie

 

photo-1431578500526-4d9613015464Ostatnio byłem na spotkaniu Olsztyńskiego Techklubu i padło pytanie, czy ja sam nadal gram w gry komputerowe. Bez zastanowienia odpowiedziałem, że tak na co padło pytanie „więc nadal jesteś uzależniony?”

Trudno wyobrazić sobie alkoholika który znajduje równowagę w swoim uzależnieniu. Zasadniczo staje się on abstynentem do końca życia unikając każdego drinka jak ognia. Jak więc jest z uzależnieniem od gier? Czy faktycznie uwolniłem się od negatywnego wpływu i nauczyłem się przestrzegać pewnych norm?

Myślę, że w pewnym sensie tak. Do dzisiaj jednak unikam wielu gier. Unikam MMO. Boję się, że mógłbym wejść w nie „zbyt głęboko”. To może być dziwne, ale po tylu latach nie ufam sobie jednak na tyle by wystawić się na działanie wszystkich gier. Gdzieś tam zapala mi się lampka bezpieczeństwa.

W wiele gier nie gram też, dlatego, że ich rozgrywka nie pozwala się wyszaleć. Wiele gier bazuje na powolnej eksploracji świata, zdobywaniu kolejnych elementów układanki, życie bohaterem gry. Nie mam jednak czasu na takie życie. W moim osobistym, rzeczywistym dzieje się tyle, że nie mam potrzeby, nie czuję przynajmniej chęci powolnego zwiedzania świata. Szukam gier które rozgrywką wgniotą mnie w fotel jak film wysokobudżetowy. Nie szukam 1000-odcinkowego tasiemca.

Nie mniej jednak byłem uzależniony, więc dalsze granie to może kuszenie losu, albo oszukiwanie się, że rozwiązałem swój problem, a tak naprawdę dostarczam sobie minimalną dawkę.

Pamiętam, że z sali padły słowa „Może dojrzałeś?”. Myślę, że właśnie to może być rozwiązaniem. Nauczyłem się dystansu, równowagi której nie miałem przez lata. Różnica pomiędzy alkoholem, narkotykami, papierosami a graniem jest taka, że granie samo z siebie nie przynosi nam szkody. Mam tu na myśli, że nie każdy gracz odczuwa negatywne skutki grania. W przypadku papierosów, każdy palacz będzie cierpiał na te same symptomy odstawienia i każdy bez wyjątku poczuje skutki palenia w swoim organizmie. Podobnie jest z narkotykami. Czy tak samo jest z grami? Puki co nie.

Do równowagi trzeba dorosnąć i nie jest to wcale najprostsza sprawa do osiągnięcia. Potrafi to zająć wiele lat, jednak na przestrzeni własnego doświadczenia, mogę powiedzieć tyle, że warto nad nią pracować.

Noworoczny apel na siłowni

photo-1428471598907-e50b401c07b4

Mamy już nowy rok. Czas wewnętrznych i zewnętrznych przemian. To okres największego, przynajmniej chwilowego oblężenia na siłowniach. Trenerzy i sklepy sportowe już teraz zacierają ręce.

Sam uczęszczam na siłownię od ładnych paru lat. Chciałem zostać nawet trenerem personalnym. Dlatego, korzystając ze swojego bloga chciałbym przestrzec wszystkich amatorów sportów sylwetkowych przed siłownianymi wojażami.

 

Nie wiesz: spytaj trenera

Spotkałem dziesiątki, jeśli nie setki amatorów (sam do nich z resztą długo należałem) którzy wiedzę teoretyczną czerpią ze stron internetowych, lub od kolegów o niewiele dłuższym sylwetkowym stażu. Naprawdę warto spytać trenera o poradę, jaki trening jest dla nas odpowiedni, żeby osiągnąć zamierzony efekt. Za 50 zł możemy dostać dokładnie rozpisany program ćwiczeń. Warto na początek wziąć sobie kilka lekcji poglądowych, żeby nauczyć się odpowiedniej postawy. W przeciwnym wypadku możemy nabawić się poważnych kontuzji.

 

Dieta

Kurczak ryż i kreatyna to jeszcze nie jest „zbilansowana dieta”. Suplementacja pomaga (sam z niej korzystam) ale nie można opierać w niej całej nadziei na idealną sylwetkę. Jest bardzo wiele czynników które wpływają na naszą dietę, jak choćby szybkość przemiany materii. Nawet na zrzucaniu tkanki tłuszczowej odpowiednia dieta to podstawa. Głodzenie się to żadne rozwiązanie.

 

Uwaga licealiści

Spotykam na siłowniach coraz więcej osób niepełnoletnich. Nie ma nic złego w dbaniu o sylwetkę w młodym wieku, ale w momencie gdy nasz kościec nadal się rozwija możemy poważnie upośledzić swój organizm. Do pewnego wieku nie należy dźwigać dużych ciężarów. Uradzimy je jasne, ale będzie to miało konsekwencje w przyszłości. Zwyrodniałe mięśnie, niski wzrost, a nawet zmiany metaboliczne i hormonalne. Zwykle wyznacza się granicę rozwoju na 19-21 lat i naprawdę proponuję trzymać się tego przy intensywnym treningu.

Nikt nie broni licealiście ćwiczyć, ale wrzuć sobie na sztangę 10 kilogramów a nie 50.

 

Konsultuj się z doświadczonymi trenerami i dietetykami

Kiedyś gość na siłowni (trener samozwaniec) proponował mi zastrzyki z testosteronu na rozrost. Słyszałem też 17-latków rozmawiających o sterydach dzięki którym w 3 miesiące tyjesz 15 kilogramów. Naprawdę nie warto szprycować swojego organizmu, a „daje siłę” nie jest medyczną oceną skutków zażywania. Nie bójmy się skonsultować z ludźmi doświadczonymi w tej branży. Widziałem niesamowite metamorfozy ludzi bez żadnych wspomagaczy, oparte na dobrej diecie, dokładnych ćwiczeniach i determinacji.

 

Cel siłowni

Jeden z trenerów kiedyś mi powiedział „na siłownię nie chodzimy, żeby mieć górę mięśni. Przychodzimy żeby stać się silniejsi. Fizycznie i psychicznie”

Dla mnie osobiście siłownia, to rodzaj psychoanalityka. Trening pozwala mi zebrać myśli i stać się lepszym. To poczucie zmiany, płynącej z konsekwencji jest najlepsze, gdy po długim treningu, biegamy szybciej, podnosimy więcej i stajemy się mocniejsi. Nie chodzi o same mięśnie. Czujemy się silniejsi, bo osiągamy coś, co do tej pory było poza naszym zasięgiem. Wcześniej nie mieliśmy dobrej sylwetki, a potem ją mamy i doskonale wiemy, że to za sprawą długich, wyczerpujących treningów, rygorystycznej diety i wyrzeczeń. Efekt cieszy nas ponad wszystko i daje nam motywacyjnego kopa do działania także poza salą gimnastyczną. I o to w tym chodzi J

 

Wszystkim fanom sportów sylwetkowych, na cały rok 2016 życzę wytrwałości w realizacji swoich postanowień.