Pay to win

photo-1439337153520-7082a56a81f4

Istnieje wiele powodów dla których unikam gier internetowych, jednak w ostatnim czasie poziom rankingowego absurdu sięgnął w niektórych tytułach cyfrowego piekła

Jak było kiedyś

Kiedyś podział gier był dość prosty. Pomimo wszelakich typów, rodzajów rozgrywki i zależności fabularnych, gry komputerowe można było podzielić na dwie duże rodziny: Płatne i bezpłatne. Te pierwsze wypuszczały duże studia. Te drugie studia dopiero raczkujące, lub takie, których celem było tworzenie bezpłatnej rozrywki.

Ostatnio gry podzieliły się na nowe dwie grupy. Wielkość studia przestała mieć znaczenie, podobnie jak cena gry. Istnieją gry bezpłatne, zrzeszające milionowe społeczności i wielkie studia upadające po wtopionej inwestycji.

Obecny trend mówi nam bardzo dużo o psychologii gracza, gdyż dotyczy on jedynie wygrywania. Gry bowiem możemy obecnie podzielić na play to win oraz pay to win.

Jak jest teraz

Gracze są nastawieni na wygrywanie. Nawet w grach nie wykorzystujących internetu pojawił sie zgubny trend tak zwanych „achiwmentów” czyli osiągniąć z rozgrywki. Ile razy trafiliśmy przeciwnika w głowę, ile ukrytych lokacji odkryliśmy. Jak długo graliśmy bez porażki. Wszystko jest notowane, dzięki czemu, a może raczej przez co jesteśmy porównywani z innymi graczami, nawet pozostając off-line. Dlatego też ranking zaczyna dotykać coraz szerszą grupę graczy.

Pay to win, to prawdziwy majstersztyk ekonomiczny, dla wszystkich uzależnionych graczy i po korzystaniu z niego możemy faktycznie poznać tzw. Nerdów, którzy szukają w cyfrowej rozrywce jakiegoś nadnaturalnego spełnienia.

Na czym polega pay to win?

Z angielskiego „płać, by wygrać” znaczy dokładnie to… ni mniej ni więcej. Załóżmy, że kupiliśmy już grę i zaczynamy rozgrywkę z innymi graczami. Im dłużej gramy, tym zdobywamy więcej punktów doświadczenia i możemy wyposażyć się w lepsze przedmioty. W ten sposób doświadczony gracz zawsze rozwala nowicjusza. Nie jest tu ważna umiejętność lecz procent zmarnowanego życia na potrzeby budowania swojego internetowego jestestwa.

Tu jednak pojawia się opcja pay to win. Twórcy gier proponują nowicjuszowi bazar z ekwipunkiem, wcześniej dla niego niedostępnym. Podczas, gdy inni gracze biegają z procą na kamienie, za kilka dolarów możemy sobie kupić międzykontynentalny pocisk balistyczny. Skala porównawcza jest tu dokładnie odwzorowana.

Co się mianowicie wtedy dzieje? Gracz nie-płacący za ulepszenia, nie ma szans z graczem płacącym. W ten sposób narodziło się też pojęcie „wallet warrior” czyli „wojownik portfela”.

Trudno sprzeczać się z ekonomiczna słusznością tworzenia takiego systemu. To podręcznikowy przykład maszynki do robienia pieniędzy, a wszystko za sprawą psychologii gracza.

Do tej pory zachodzę w głowę, o czym myśli wojownik portfela. Jaki jest cel płacenia za to, by być dobrym w jakiejś grze? Przecież to nie ma żadnego logicznego sensu.

Jeżeli gramy dla przyjemności, a za sprawą wojowników portfela, gra przestaje nam ową przyjemność sprawiać, po prostu musimy przesiąść się na inny tytuł. Sorry, taki mamy klimat.

Jeżeli gramy dla zwycięstwa… ale zwycięstwa czego? Cyfrowego medalu? Rozegramy dodatkowe setki godzin, po to sprostać tygodniowym wojownikom portfela, tylko po to by powiedzieć „pokonałem Cię, chociaż nie dołożyłem do tej gry ani złotówki więcej”? Rzeczywiście jest to powód do dumy…

Dziwią mnie sami wojownicy portfela. Załóżmy, że wydamy grube pieniądze, kupimy sobie wszystko, czego dusza zapragnie i będziemy najlepsi na serwerze. Wspaniałe uczucie prawda? Sukces zawdzięczamy tutaj pieniądzom, nie własnym umiejętnościom, więc nie ma nawet mowy o szacunku, którego wielu graczy tak rozpaczliwie szuka w rozgrywkach internetowych.

Po co więc płacić za wygrywanie?

Stąd moja rada na dzisiaj:

Graczu – Daj sobie spokój z pay to win. Nie bądź frajerem.

Rodzicu – Pilnuj karty kredytowej i hasła do internetowego konta.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *