Archiwa kategorii: Komputerowy Ćpun

Agresja wśród graczy

photo-1431440869543-efaf3388c585

Wiele się mówi o agresji wywoływanej przez gry komputerowe. Dość często słyszę od rodziców o agresywnym zachowaniu gracza, nie tylko przy komputerze, ale również poza nim. Skąd się to bierze i jak na to reagować?

Nie popadajmy w skrajność

Na początku warto wyjaśnić, że fakt bycia agresywnym NIE musi pochodzić z gier komputerowych. Nie każdy kto gra w gry musi stać się żądnym krwi maniakiem. Wiele osób ma w sobie głęboko skrywane frustracje, które uzewnętrznia w różny sposób i niekiedy gry są jedynie wentylem bezpieczeństwa. Jeżeli ktoś się robi agresywny w trakcie gry, lub po zostawieniu komputera, warto najpierw dowiedzieć się, czy ta osoba miała wcześniej problemy z takim zachowaniem.

Czasami jesteśmy po prostu źli

Znamy to uczucie, kiedy Polski piłkarz nie trafi w bramkę a wszędzie dookoła nas sfrustrowani kibice (czasem z nami włącznie) wykrzykują retoryczne pytania zabarwione przekleństwami w stylu „Jak grasz k****wa”? No więc gracze mają podobnie. Czasami smok nas zabije, przeciwnik strzeli nam prosto w głowę (a przecież byliśmy perfekcyjnie schowani) albo rozłączy nas połączenie internetowe. To typowa złość i wydaje mi się całkowicie normalna. Jest to dziecinne, fakt, bo złościmy się na cyfrową rozrywkę, ale kto z nas nie ma w sobie odrobiny z dziecka?

Nieodpowiedni wiek

Czasami jednak winne są gry i wiek gracza. Jeżeli 9 latek będzie grał w tytuł przeznaczony dla 16-latka, może być potem agresywny. I nic dziwnego! Kto nie miał żalu do Rosjan po obejrzeniu Rocky’ego 4? młody gracz będzie reagował tak samo, tym bardziej, że w grze oglądamy film z pierwszej osoby. To my zadajemy ciosy. To my bronimy słabszych, lub przesłuchujemy złodziejaszków wcześniej obijając ich twarze. Jak ma to nie wpłynąć na młodszych użytkowników?

Wzorujemy się na starszych

Problemem są często gracze w rozgrywce sieciowej. Jeżeli starszy gracz wyzywa i przeklina w trakcie meczu, młody gracz będzie robił to samo. Chce się przypodobać otoczeniu, tak jak gimnazjalista pali i pluje ze starszymi kolegami. Agresywni gracze to najczęściej pokolenie właśnie tych młodych internautów pozostawionych samym sobie, którzy na potkali na swojej drodze innych, agresywnych graczy. Cóż, jeżeli idziesz między wrony… Starsi gracze walczą z niekulturalnym zachowaniem jak tylko mogą, ale niestety znajdzie się co jakiś czas taki głupek, który nie wie, że na słuchawkach siedzą też niepełnoletni.

Głód uzależnienia

Bywa i tak, że gracz jest już po prostu uzależniony od gry, a jego wściekłośc wynika z odstawienia używki. Nie czarujmy się, jak ktoś pali i nie ma fajek, to najspokojniejszy nie jest. Gracz tak samo. To po prostu uzależnienie. Gracz przyzwyczaił się do tego typu rozrywki. Przy komputerze się uspokaja, nieraz czuje się tam bezpieczny, potrzebny i spełniony, a zostawiając wirtualny świat musi zderzyć się z tym prawdziwym i nieraz to boli. To kiepska sytuacja i może się okazać, że gracz w tym momencie potrzebuje już fachowej pomocy.

Kto może pomóc

Z agresją wśród graczy możemy walczyć na różne sposoby. Przede wszystkim, nie możemy jej ignorować. Każde złe zachowanie powinno być napiętnowane. Jeżeli dziecko krzyczy, warczy, uderza w biurko w trakcie gry to już powinien być sygnał dla rodziców, że coś jest nie tak. Czasami wystarczy zainteresować się, porozmawiać „czemu tak się zachowujesz”.

Gracze sami powinni też karcić takie zachowania. Blizzard wyszedł z bardzo fajną inicjatywą w grze „Heroes of the storm”. Kto przeklina – dostaje bana (przymusowa wakacje od gry). Nie wszystkie studia podchodzą jednak tak wychowawczo do graczy, dlatego też oni sami powinni ukracać złe zachowania wśród młodszego pokolenia. Pamiętajmy, że takie złe zachowanie, kładzie negatywny wydźwięk na całej społeczności.

No i oczywiście sam player one, może zwrócić uwagę na swoje złe zachowanie. Jesteśmy kowalami swojego losu, prawda? Zauważyłeś, że wyzywasz innych graczy? Przeklinasz w trakcie grania, albo wkurzasz się rozgrywką? Czy tak ma wyglądać odpoczynek? Weź trochę na wstrzymanie. To, że powyzywasz innych, nie wpłynie zbawczo na ich umiejętności grania, a tobie też humoru nie poprawi. W końcu masz się odprężyć dzięki grom, co nie?

Uzależnienie od gier komputerowych a terapeuci

download9

Dostaję sygnały od czytelników, pytających mnie o psychologów, pedagogów, terapeutów i innych specjalistów do spraw uzależnień. Z tego co czytam w mailach, rodzice boją się kontaktu z taką osobą.

Z czego to wynika?

Terapeuta kojarzy nam się z ostatnią deską ratunku i sytuacją podbramkową. Jeżeli ktoś musi chodzić do psychologa, to musi mieć naprawdę poważne problemy w głowie, tak przynajmniej mówi opinia publiczna.

Nie jest tak do końca. Do specjalistów zgłaszamy się z poważnymi problemami, ale nie muszą to być skrajnie patologiczne sytuacje. Rozwód, śmierć bliskiej osoby, porażka zawodowa, to najczęstsze powody naszych wizyt. Każdy przeżywa podobne problemy, uzależnienie, jakiekolwiek by ono nie było, nie stanowi tu wyjątku.

Problemem są jednak same gry komputerowe. To zupełnie nowe uzależnienie i terapeuci nie zawsze wiedzą jak z nim walczyć. Często wrzucają je do jednego worka z pozostałymi używkami, alkoholem, narkotykami i stosują podobną drogę wychodzenia na prostą jak w pozostałych przypadkach.

W teorii to dobrze, bo z uzależnienia od komputera wychodzi się tak samo jak z każdego innego. Ostatnio skonsultowałem mój „sposób” z psychologiem i dowiedziałem się, że postępowałem kropka w kropkę jak przy pracy z terapeutą. Dobrze wiedzieć.

W praktyce jednak bywa różnie, bo jeżeli gracz dowie się, że terapeuta nie wie nic o grach, automatycznie zamknie się na kontakt z nim w myśl zasady „nie znasz, nie wypowiadaj się”. Po części rozumiem tych graczy, ale nie może być przecież tak, że terapeuta sam gra w gry. Terapeutami nie zostają tylko narkomanii i alkoholicy, choć prawdą jest, że ta grupa o wiele lepiej i szybciej zrozumie uzależnionego.

Nie neguję pracy terapeutów. To wspaniali ludzie, którzy znają się na swoim fachu. Warto jednak wypytać, czy znają uzależnienie od gier komputerowych, czy mieli już z nim do czynienia i czy wiedzą jak się do niego zabrać. Z tego co wiem terapeuci specjalizują się w konkretnych uzależnieniach. Człowiek pracujący z anonimowymi alkoholikami nie pomaga zakupoholiczce prawda? Przynajmniej nie w taki sam sposób.

Jeżeli psychologowi, czy też terapeucie brakuje specjalistycznej wiedzy, to obawiam się, że marnujemy zarówno swój czas jak i swoje pieniądze. Polecam jednak sprawdzonych, dobrych terapeutów, którzy są faktycznie obeznani w swoim fachu.

Dlaczego o tym piszę? Sam nie jestem terapeutą. Najbliżej mi do coacha (jeśli w ogóle), ale to terapeuta pracuje z najcięższymi przypadkami. Znajomi, rodzina, przyjaciele, coache, to osoby pomagające w lżejszych przypadkach, zwłaszcza gdy człowiek sam chce sobie pomóc. Sam należę do tych osób. Kiedy jednak jest już bardzo źle, na scenę wkracza terapeuta z całym arsenałem specjalistycznej wiedzy, którą zdobył na wieloletnich studiach. Mam tylko nadzieję, że odrobi lekcje nim przystąpi do zadania.

Złote zasady z gier komputerowych

download

 

Pomimo, że staram się uświadamiać i walczyć z uzależnieniem od gier, nie będę negował ich pozytywnego wpływu, który również staram się pokazywać. Gry nauczyły mnie kilku zasad, którymi rządzi się również świat rzeczywisty. Oto niektóre z nich.

Jeżeli spotykam na swojej drodze coraz więcej przeciwników, to znaczy, że idę w dobrym kierunku.

Standardowa zasada rozgrywki elektronicznej im dalej tym ciężej. W życiu jest podobnie. Skoro chcemy osiągnąć pewien cel, z pewnością pojawią się na naszej drodze osoby, którym nie w smak będą nasze sukcesy. Im więcej takich osób się znajdzie, tym możemy być pewniejsi, że cel jest tuż, tuż. Wrogowie i przeciwnicy nie odciągają nas od zadań pobocznych, utrudniają nam jedynie te główne cele i marzenia do których dążymy.

Jeżeli mamy czas na odzyskanie życia i uzupełnienie amunicji, za chwilę zacznie się jatka.

Można by powiedzieć „cisza przed burzą”. Nie wiem, czy wy też tak macie, ale kiedy w moim życiu robi się za spokojnie, spinam się i wyszukuję zagrożeń. Prędzej czy później życie zagra jakąś mocną kartą i lepiej być na to przygotowanym, dlatego zbieram amunicję, uzupełniam życie. Bring it!

Główny cel zwykle nie jest tym ostatecznym.

Z grami jest podobnie jak z filmami. Próbują nas zaskoczyć, zwłaszcza jeśli zbliżamy się zakończeniu. Staram się być na to gotowy, ponieważ marzenia, których mam w głowie obraz, mogą realizować się w zupełnie inny sposób. W grze mogło nam się wydawać, że szukamy ojca, a w konsekwencji jesteśmy zobligowani do ocalenia świata. Bierzmy to pod uwagę również w życiu. Tam dalej zawsze czekają kolejne marzenia, kolejne cele do realizacji, które zobaczymy, dopiero wtedy, gdy osiągniemy te cele wcześniejsze.

W miarę jak nabywamy skilla, jesteśmy w tym lepsi

Nie wiedzieć czemu, w grach jest to dla nas oczywiste, ale w życiu już nie do końca. Im dłużej robimy jakąś rzeczy tym lepiej nam wychodzi. Na początku jako kowal zrobimy zwykły skórzany pancerz, ale z czasem wychodzi nam smocza zbroja z modyfikacjami do obrony. W życiu jest dokładnie tak samo i naprawdę nie rozumiem, dlaczego ludzie rezygnują z wielu zajęć jeśli nie wychodzi im to na początku. Przecież na tym polegają początki. Z czasem, z każdym treningiem i każdą godziną, nasze umiejętności będą rosły i rosły aż zrobimy własną smoczą zbroję!

Oszustwo nie daje satysfakcji

Nie wiem jak wy, ale przechodząc grę za pomocą kodów, nie czułem takiej satysfakcji jak w trakcie „uczciwej” rozgrywki. Jasne, zdarzały się etapy piekielnie trudne, a nawet zepsute, kiedy musieliśmy nagiąć zasady, żeby w ogóle je przejść. Kiedy jednak jesteśmy u celu będziemy pamiętać każdy fragment przechodzonej drogi. Również kody i ułatwienia z których korzystaliśmy.

Jesteś Chosen One

Czyż nie o to chodzi w grach i w życiu? Jesteśmy głównym bohaterem naszej indywidualnej historii, naszej własnej przygody. Możemy też osiągnąć niezwykłe rzeczy, właśnie dlatego, że jesteśmy Wybrańcem. Wielu osobom dookoła nasze marzenia mogą się wydawać nierealne, ale na pierwszych poziomach rzadko cokolwiek jest wyraźne. Dopiero blisko zakończenia zbiera się masa ludzi twierdząca, że „tylko on może to zrobić”.

A jakie są Twoje złote zasady z gier? Może coś pominąłem?

Fallout Shelter – przykład pochłaniacza czasu

Fallout-Shelter-android-970-80

Jestem wielkim fanem post-apokaliptycznej serii gier Fallout, więc gdy tylko wyszła gra komórkowa w jej klimacie musiałem ściągnąć ją na swój telefon.

 

Chciałbym zrecenzować tą grę zarówno jako grę dla graczy, jak i dla kibiców, pokazać podejście do gier zdrowe i obiektywne. Zobaczymy co z tego wyjdzie.

Seria Fallout jest bardzo znaną częścią historii gier. Najpierw w latach 2000 za sprawą studia Interplay, (Fallout 1,2 i Fallout Tactics) a później za sprawą studia Bethesda zmartwychwstała dość niedawno (Fallout 3, Fallout New Vegas i Fallout 4) Seria cieszy się niesłabnącą, wręcz rosnącą popularnością przedstawiającą świat wiele lat po wojnie nuklearnej, gdzie człowiek, musi radzić sobie na zgliszczach dawnej cywilizacji.

W międzyczasie jako promocja Fallouta 4 wyszła gra na urządzenia przenośne, czyli smartfony i tablety – Fallout Shelter, w którym zarządzamy podziemną kryptą.

Gra jest bardzo przyjemna, intuicyjnie wykonana i… szalenie uzależniająca. Uwielbiam świat Fallouta i stykanie się z nim zawsze sprawiało mi dużo frajdy. Samą grę jako gracz ceniłbym przynajmniej na 5+. Dostarcza masę frajdy, jest ładnie wykonana, ma dość spore wymagania sprzętowe (działa płynnie na telefonie 2 GB Ram. Na starym Iphonie 4.0 miałem trudności z samym odpaleniem aplikacji) a grafika w stylu vault-boy’a cieszy oko.

Jak to wygląda ze względu na jakość dostarczanej rozrywki, wiedzy i poziom uzależnienia?

Wiedza – gram w tą grę już trzeci dzień i nie nauczyłem się z niej zasadniczo niczego. W dalszym ciągu nie wiem w jaki sposób zarządzać post-nuklearną kryptą. Nie wiem jak przetrwać w nieprzyjaznych Pustkowiach, poza dość oczywistą radą „ruszasz w teren – weź broń, pancerz i jakieś leki” aspekt zdobywania wiedzy dzięki grze możemy więc pominąć. Jedynym wyjątkiem jest planowanie i konsekwentna strategia rozwoju krypty, za którą później odpowiadamy. Jeżeli nie wyprodukujemy dość energii elektrycznej światło zgaśnie i pozostałe pokoje nie będą miały energii. Trzeba o tym pamiętać.

Rozrywka – Trudno mówić tu o jakiejś szerokiej definicji frajdy, choć jak na gry komórkowe, jest nieźle. Klikamy w kolejne ikony. Najpierw budujemy miejsca mieszkalne, elektrownie, oczyszczalnie ścieków, zdobywamy ekwipunek i wysyłamy mieszkańców krypty na Pustkowia w poszukiwaniu skarbów. Na tym kończy się jednak ta lepsza cześć rozrywki, przypominająca popularnego Settlers. Później jednak gra zaczyna się sprowadzać do klikania kolejnych pomieszczeń. Zbieramy wodę z oczyszczalni, prąd z elektrowni, jedzenie z jadłodajni. W międzyczasie budujemy nowe pokoje, a nawet piętra, lecz dalej sprowadza się to do tego samego. Gdybym miał porównać godzinę gdy w Fallout Shelter, nawet do wydanego w tej samej firmie Fallout 3, różnica jest diametralna. Różnica jest jednak taka, że zabawę w krypcie możemy odpalić w pracy, autobusie, w kolejce u lekarza – słowem – wszędzie, gdzie nie mamy dostępu do komputera stacjonarnego. Idealny pożeracz czasu.

Poziom uzależnienia – Bardzo wysoki. Strasznie trudno utrzymać wystarczająco wysoki poziom pożywienia i wody, żeby cały schron sprawnie funkcjonował. Co 5-7 minut musimy się zalogować by zebrać surowce, w przeciwnym wypadku wydobycie stoi w miejscu. Nasza rozrywka sprowadza się więc do nadzorowania (bo gramy Nadzorcą krypty) działania wszystkiego w schronie. Gra w ten sposób mobilizuje nas do stałego doglądania. Jest też bardzo dobrze rozwinięty motyw rozwoju krypty. Posiadając odpowiednią liczbę mieszkańców, możemy budować kolejne, najróżniejsze budynki, od radiostacji po strzelnicę.

Podsumowując

Fallout Shelter to bardzo fajna gra, na wolną chwilę w kolejce, ale i idealny przykład komórkowego pożeracza czasu na które trzeba uważać. Jeżeli możemy zrobić w tym czasie coś innego produktywnego, proponowałbym jednak jakiekolwiek inne zajęcie.

Przeciwnicy gier i ich kiepskie podejście

download

Hejterzy gier, praworządni rodzice, psycholodzy, nauczyciele… wszyscy krytykują gry komputerowe, choć upatrują swój niepokój w zupełnie niewłaściwym miejscu.

Gry komputerowe szkodzą. Potrafią szkodzić, jeżeli ma się do nich złe podejście. Wyjaśnienie to jest proste jak każdego innego uzależnienia. Jeżeli źle dawkujemy substancję możemy uzależnić się od kofeiny, alkoholu, tytoniu, telewizji i wielu innych rzeczy. Jeżeli będziemy grać non-stop uzależnimy się również od gier komputerowych.

Armia grona pedagogicznego zwraca jednak uwagę na zupełnie inny aspekt. Otóż treścią gier jest przemoc.

Oczywiście, że tak! Przemoc towarzyszy kulturze człowieka od początków jego historii. Była motorem napędzającym rozwój i natchnieniem dla twórców kultury. Była częścią teatru, dyscyplin sportowych, powieści. Jest częścią współczesnej muzyki, seriali i filmów. Dlaczego miałaby ominąć gry komputerowe?

Ludzie uważają, że gry komputerowe powodują wzmożoną przemoc, ponieważ oglądamy ją na ekranie komputera. Jako uzależniony gracz, który siedział w grach, aż zbyt głęboko, mogę z pełną świadomością powiedzieć – przemoc w grach komputerowych nie jest ich problemem.

Problemem jest wiek odbiorcy.

Wielokrotnie słyszałem o dzieciach grających w Call of Duty, czy też GTA, które były potem agresywne. Moje pytanie jednak brzmi: kto dał 10-latkowi dostęp do produktu powyżej 18? To nie jest wina produktu dla dorosłych, że odbije się piętnem na dziecku. Jeżeli dziecko obejrzy w telewizji horror, potrafi moczyć się w łóżko przez kilka kolejnych tygodni. Czy jest to jednak wina horroru? Być może został źle nakręcony, skoro 10-latek, który nie jest jego odbiorcą docelowym bał się po nim.

Taka argumentacja jest irracjonalna. Nie można narzekać na szkodliwe działanie produktu który nie jest do mnie skierowany, jeśli go używam.

Zupełnie inną kwestią jest dostępność. Dzieciaki mają zbyt łatwy dostęp do treści niedozwolonych i nie dotyczy to tylko gier, ale i filmów dla dorosłych. Nie trzeba wiele wysiłku by znaleźć w internecie film pornograficzny w jakości HD. Podobnie jest z pełnymi wersjami gier. Piractwo zwyczajnie się szerzy, ale nie jest to wina producentów gier. Oni nie zarabiają na piractwie.

Rodzice mogą pilnować dzieci. Sprawdzać co mają na komputerach i w co grają. O jakich grach rozmawiają i czego szukają w internecie. Nie proponuję tu inwigilacji, ale pozostawienie dziecka z szeroko otwartym Internetem jest jak wręczenie mu naładowanego pistoletu.

Problemem gier jest uzależnienie od nich, spowodowane wciągającą rozgrywką i marketingową manipulacją, połączoną z dogłębnym przeanalizowaniem potrzeb graczy. Firmy tworzące gry doskonale wiedza jak przykuć gracza do krzesła na długie godziny.

Z drugiej jednak strony, każdy ma swój rozum. Nie każdy z nas jest przecież nałogowym alkoholikiem rozbijającym się w samochodzie, ale spora większość z nas lubi wypić w trakcie imprezy. Wielu też graczy ma zdrowe podejście do gier, to prawda, jednak są jeszcze ci drudzy, patologiczni, którzy nie potrafią odnaleźć równowagi.

Obwinianie gier za przemoc w nich występującą możemy zrzucić jedynie na naturę człowieka. Jest popyt, jest podaż. Prawdziwym problemem jest odcięcie się od rzeczywistości na rzecz fikcyjnie przeżywanych przygód w trybie non-stop. To w tym leży problem gier.

Strefa Kibica #1 Zapoznanie się z wariactwem to nie taka prosta sprawa

download 2

W związku z tym, że moja książka „Ćpun Komputerowy” skierowana jest zarówno do graczy jak i ich otoczenia, czyli kibiców. Dlatego będę też kierował artykuły właśnie do tej części: rodziców, rodzeństwa, partnerów.

Osób związanych z graniem przez graczy.

Będąc ostatnio na Olsztyńskich Dniach Fantastyki spotkałem młodego chłopaka (na oko 8-9 lat) który miał nieprawdopodobną wiedzę o komiksach. Sam się nimi interesuję, ale ten on zaginał wszystkich swoją wiedzą. Żadnego Iron Mana i Hulka! Kim jest Ultraman? Jakie serie komiksowe już się pojawiły? O czym jest seria Ziemia Jeden? Kto jest kanonicznym synem Batmana?

Zdałem sobie sprawę, że trudno mi ogarnąć pasję tego chłopaka i wtedy pomyślałem: Skoro mnie, fanowi komiksów jest trudno zrozumieć takie zagadnienia, jak ma je pojąć rodzic, który się nimi w ogóle nie interesuje? Pierwszy raz byłem w stanie usprawiedliwić rodziców za ich niewiedzę w dziedzinie zainteresowań ich dzieci.

Załóżmy, że ojciec lubi piłkę nożną, zna drużyny piłkarskie i rozkładówkę tabeli ligowej. Dla niego będzie karkołomnym zadaniem poznanie samych podstaw komiksowych, nie mówiąc już o szczegółach. Ultraman? Lobo? To nie są postacie znane z kinowych super-produkcji. Każdy ma z resztą swoje życie, trudno wymagać od rodzica, żeby czytał komiksy jeśli w ogóle go nie interesują.

A jednak, widziałem błysk w oku chłopaka, gdy mógł porozmawiać o swojej pasji, wykazać się wiedzą i znaleźć wspólny język. Mógł skonfrontować swoje pomysły z innymi pasjonatami. Słowem: zaprosił ich do swojego świata.

Myślę, że to dość niewdzięczne i niesprawiedliwe, ale jeżeli rodzic będzie chciał mieć dobry kontakt ze swoim dzieckiem, musi przynajmniej słuchać wariactw którymi zajmuje się ich pociecha. Może nam się to nie podobać, ale są w takiej sytuacji dwa wyjścia: Albo dziecko, czy nastolatek rozmawia z nami o swojej pasji, albo rozmawia z kimś innym. Kumplami ze szkoły, kumplami z Internetu, albo nie rozmawia wcale

Oczywiście jedno nie wyklucza drugiego. To, że syn, czy córka będzie rozmawiać z przyjaciółmi w szkole o swoich pasjach i marzeniach, nie znaczy, że nie może o nich porozmawiać także z nami.

A warto pamiętać, że zarówno komiksiarz, fantasta, czy gracz komputerowy ma wielką potrzebę wygadania się komukolwiek o swojej pasji, bo niewiele jest osób zajmujących się tą samą tematyką.

Myślę, że jest to jedna z tych ról rodzica, która jest bardzo trudna, ale nagroda „być częścią jej/jego świata” również jest coś warta, prawda?