Miesięczne archiwum: Czerwiec 2016

photo-1433878455169-4698e60005b1

Apel Wakacyjny

Rozpoczęły się wakacje. Uczniowie szkół mają mnóstwo wolnego czasu, co jest ich wielkim przywilejem i… zmorą.

Jak patrzę na edukację na przestrzeni lat, to właśnie te dwa miesiące wakacyjne stanowią największe wyzwanie dla młodzieży. To właśnie wtedy szkoła nie funkcjonuje, koła zainteresowań są zawieszone, nawet domy kultury, biblioteki a nawet całe miasta obniżają swoją działalność do niezbędnego minimum. Są oczywiście organizowane różnego rodzaju imprezy wakacyjne, ale określenie „Sezon Ogórkowy” znikąd się nie wzięło.

I co tu robić?

Wcale się nie dziwię młodszym, że spędzają całe wakacje przed komputerem, skoro wielu „dorosłych” nie potrafi sensownie zaplanować dwutygodniowego urlopu… a co tu mówić o dwóch miesiącach.

Młodzi są w o tyle gorszej sytuacji, że nie planują remontów, obrządzania działki, najczęściej są skazani na komunikację międzymiastową i mają o wiele bardziej ograniczony budżet. Paradoksalnie pracujący dorośli mają lepiej. W końcu dorosłym nikt nie zabroni spędzić urlopu na biwaku w lesie. Dzieciak może usłyszeć nie: bo kleszcze, lisy, żule, sekta i Czupakabra.

Trudno więc zdecydować się na inną opcję niż ten komputer. Tani, dostępny o każdej porze dnia i nocy, bez względu na pogodę i terminy urlopowe kolegów.

Wyzwanie

Zobacz co masz przed sobą. Dwa miesiące… niczego. Żadnej szkoły trajkoczącej o zadaniach domowych i klasówkach. Żadnych korepetycji podnoszących twoje stopnie z przedmiotów których nie cierpisz. Posprzątać pokój, nakarmić psa, zrobić zakupy, to najczęstsze nastoletnie obowiązki na wakacje.

To teraz uważaj. Możesz w tym czasie zrobić cokolwiek chcesz. Ba! Możesz osiągnąć w te 2 miesiące więcej niż przez ostatnie 10 i to w tym kierunku którym tylko chcesz.

Pożycz gitarę i zacznij uczyć się grać na niej. Grając codziennie przez godzinę, pod koniec wakacji będziesz potrafił zagrać kilka szlagierów, nie tylko „Nothing Else Matter”. Vloging? Możesz poświęcić długie godziny na planowanie kontentu, treści programów i w końcu nagrywanie. Nikogo nie ma w domu, nikt Ci nie będzie przeszkadzać, a jeśli tak… idź w plener z kamerą! Chcesz pisać książki? Może w dwa miesiące nie napiszesz całej powieści, ale to dość czasu na ładnych kilka rozdziałów.

Zrób krótką listę rzeczy, które chcesz osiągnąć w wakacje. Nawet niech to będzie tylko jeden punkt. Dzień po dniu wypełniaj wpis co zrobiłeś w tym kierunku, a jeżeli nie zrobiłeś nic to dlaczego.

To się nie powtórzy

Spytaj dorosłych co można zrobić w wakacje. 60 dni bez pracy z zapewnionym wiktem i opierunkiem. Większość odpowie zwięźle: Wszystko. Pokolenie naszych rodziców patrzy z nostalgią na ten miniony czas, ponieważ obecnie muszą kombinować by uszczknąć chociażby godzinę tylko dla siebie w ciągu tygodnia, a młodzież otrzymuje w prezencie całe 60 dni i brak instrukcji co z tym czasem zrobić.

Nie pozwól więc by wakacyjny czas był więzieniem monotonii. Działaj. Cokolwiek chcesz zrobić, działaj. Masz mnóstwo czasu, wykorzystaj go. Na kolejną szansę, będziesz czekać 10 miesięcy.

photo-1457305237443-44c3d5a30b89

Cyfrowa kultura

Gry komputerowe to nie tylko wielki uzależniasz i pochłaniacz czasu. To również nośnik wspaniałej historii, śmiało konkurujący z filmem i książką.

Fabuła

Oczywiście gry komputerowe potrafią być proste jak budowa rosyjskiego czołgu, ale nie należy wrzucać wszystkich do tego samego worka. Są bowiem tytuły, które z powodzeniem wycisną łzy u każdego. Jako fanboy Mass Effecta nie mogę nie powołać się na tę serię, przy której kulminacyjnym punkcie płakałem jak bóbr, kapiąc na klawiaturę, grożąc zwarciem laptopa. Dawno nie oglądałem filmu który poruszyłby mnie w podobnym stopniu.

Wynika to z tego, że gry komputerowe pozwalają nam wcielić się w postać przez co emocje są bliższe tym prawdziwym, niż w telewizorze, czy książce. Tam mamy głównego bohatera. W grze to my nim jesteśmy. To nasi przyjaciele poświęcają życia, to my walczymy za sprawę z góry skazaną na porażkę, przeżywamy rozterki i konflikty wewnętrzne.

Nie-kopiowalna emocja

Twórcy gier nauczyli się tworzyć fabułę na zasadzie smaczków, które są niemożliwe do skopiowania w jakimkolwiek innym medium. Tutaj za dobry przykład może posłużyć kultowy już Portal. Latamy po planszach bawimy się portal-gunem, miły komputer obiecał nam nawet ciastko. Wszystko jest fajnie, puki nie natrafiamy na fragment mapy, gdzie wyryty krwią napis brzmi „Ciastko to kłamstwo”. Każdy kto grał w Portal potwierdzi, że moment ten resetuje mózg.

Ale gra nie skupia się wokół tego tematu. Dalej bawimy się portal-gunem, przechodząc kolejne plansze, co rusz odkrywając podobne „wiadomości” które zaczynają tworzyć linię fabularną. Jest to historia, która jest absolutnie nie do opowiedzenia za pomocą książki czy filmu… no bo jak?

cakeisalie

Poziom wyżej niż konkurencja

Nasza ulubiona cyfrowa rozrywka w wielu aspektach okazuje się być lepsza, choć jeszcze nie tak popularna. Kolejnym przykładem na warsztacie będzie Heavy Rain, gra kryminalna, będąca interaktywnym filmem. Czytałem kilka kryminałów (nawet tych Norweskich) i nie wciągnęły mnie one tak jak dramat przeżywany przez Nathana, głównego bohatera wyżej wspomnianej historii.

Zabieg jest tu podobny jak w przypadku Mass Effecta, gdzie przeżywamy historię z pierwszej osoby, ale nie tylko dlatego. Heavy Rain jak i wiele obecnych gier proponuje nam tak zwaną „nieliniową fabułę” co oznacza, że zakończenie gry jest bezpośrednio powiązane z wyborami gracza. W konsekwencji… kręcimy swój własny film. Nathan może rozwikłać zagadkę i uratować syna, albo… zostać oskarżonym o jego śmierć. A są to dwie z naprawdę wielu opcji!

Kierunek Rozwoju gier

Mam szczerą nadzieję, że gry zaczną coraz lepiej rozwijać się właśnie w stronę fabularnego rozwoju, ponieważ są w stanie przekazać fabułę odmienną do tej znanej z filmów i książek. W ten sposób udowadniamy też, że gry komputerowe to nie tylko krew na ekranie i uzależnienie. To też wspaniała historia

photo-1461770354136-8f58567b617a

Prawo nienawiści do pracy

Jak tylko przeszedłem na wolny zawód, czy też Freelancing jak kto woli, zacząłem zmagać się z problemami charakterystycznymi dla tej grupy zawodowej. Największym problemem okazuje się jednak to, że… lubię swoją pracę.

Nie cierpisz… nie pracujesz

W Polsce etyka zawodowa leży i kwiczy. Nigdy nie usłyszałem od współpracowników w jakiejkolwiek firmie nie pracowałem, że naprawdę lubią swoją pracę. Wieczne narzekanie… szef niedobry, pensja niska, godziny złe, obowiązków dużo, no ale co zrobisz… nic nie zrobisz…

W Polsce działa to jednak jak bardzo dobry PR. Skoro narzekam, znaczy to, że naprawdę ciężko pracuję. No bo przecież praca nie sprawia przyjemności, bo wtedy musiałaby być naszą pasją, a przynajmniej musielibyśmy ją lubić. Tfu!

Nie lubimy pracy, nie wolno nam wręcz jej lubić. Możemy żądać wtedy dużych pieniędzy za wykonywaną robotę, mamy na to społeczne przyzwolenie, bo nie dość, że robimy coś dobrze, to jeszcze katujemy się robiąc to. Jako dziennikarz widziałem wielu operatorów kamer wyglądających jakby kręcili za karę (nie mówcie tylko „kamerowali” ) a przecież nikt nad nimi z batem nie stoi. Dobrych operatorów-pasjonatów też spotkałem, ale wiecie o co mi chodzi.

Czas pracy = Czas pasji

W tym jest największy problem higieny pracy, bo jeżeli praca sprawia nam przyjemność to jak liczyć jej czas? Jeśli jest to jednocześnie nasza pasja, to nic dziwnego, że prawdziwi pasjonaci potrafią „pracować” po 12 godzin dziennie. Trzeba naprawdę kochać swoje zajęcie lub szczerze nienawidzić własnego życia by dopuścić do takiej sytuacji.

Osobiście potrafię „pracować” w niedzielę, w środku nocy, przez długie godziny, zapominając o posiłkach i przerwach. Dlaczego?

Bo kocham to co robię. I chyba w tym jest sekret pracy

By przetrwać, nie by żyć

Zauważyłem, że bardzo wiele młodych osób patrzy na życie właśnie w takich kategoriach. Zarobić wystarczająco by przetrwać. By jeździć dobrym samochodem, mieć dom i masę innych rzeczy. Ich marzenie nie polega na „być” i „robić” lecz posiadać i to właśnie dlatego zamykają się w ciasnych, szarych biurach, z dożywotnim wyrokiem dla własnych pasji.

Jak strasznie potrafi wyglądać życie w takim momencie? Śpimy 8 godziny, pracujemy 8 (wielu z nas o wiele więcej ale przyjmijmy 8) to już mamy 16 prawda? Ale przecież nie idziemy do pracy minutę po obudzeniu. Przynajmniej godzinę zajmuje nam przygotowanie i godzinę powrót. Mamy już 18. Jakiekolwiek obowiązki? Zakupy? Telefon od znajomego? Sprzątanie? Urzędy? Kolejne 2 godziny, uczciwie rzecz ujmując. Zostają nam 4 godzinny dziennie na zrobienie czegokolwiek, na co mamy ochotę.

Nie chodzi mi tu o coachingowy bełkot w stylu „wykorzystaj te 4 godziny jak tylko możesz” nie o to chodzi. Wydzierżawiamy codziennie 10 godzin swojego życia, by zdobyć pieniądze na 4 godziny życia po swojemu. Nawet kredyt we frankach nie ma takiego procentu.

Polski Gniew

Dlatego jesteśmy tak sfrustrowani, tak wściekli na cały wszechświat. Pracujemy w miejscu którego nie cierpimy tylko po to by przeżyć kilka godzin w taki sposób jaki chcemy. Jest to u nas nagminne. BA! W taki sposób przygotowujemy już młode pokolenia do pracy. Znajdź pracę dobrze płatną, która pozwoli Ci spełniać swoje marzenia. Brzmi znajomo?

Pytanie drodzy dorośli i nauczyciele… Kto wam powiedział, że praca naszych marzeń nie może być dobrze płatna?

Ci wszyscy artyści, aktorzy, reżyserzy, dziennikarze, pasjonaci życia robią to wszystko do portfolio, tylko dlatego, że LUBIĄ to co robią? Nigdy w życiu! Kasują za to grube pieniądze, dlatego, że są dobrzy w tym co robią, a są w tym dobrzy, dlatego że jest to ich pasją.

W życiu tak nie jest

To chyba najczęstsze co się słyszy. W życiu wcale tak nie jest. Tylko nieliczni pracują w swoim wymarzonym zawodzie i robią to co lubią. Jest to absolutna prawda, zgadzam się z tym w stu procentach. Jest to piekielne wyzwanie, ale ludzie naprawdę to robią. Przemierzają pół świata za swoją pracą. Nie śpią całymi dniami, by po wielu próbach i porażkach inni mogli powiedzieć „takiemu to dobrze, ma fajną pracę i jeszcze mu za to płacą”

Życie stawia przed nami różne wyzwania i weryfikuje nasze marzenia, ale szczerze powiedziawszy… czy sensem życia nie powinno być właśnie zrealizowanie tych marzeń? Czy nie do tego przygotowujemy się przez ponad 18 lat edukacji szkolnej, rodzinnej i osobistej? By żyć tak jak to sobie zaplanowaliśmy?

13339483_263451274009273_2445855217942735158_n

96 %

Wielokrotnie powtarzałem na wykładach, że pokonanie nałogu grania pozwoliło mi zrealizować znaczną większość życiowych marzeń. Ostatnio posunąłem się jeszcze krok do przodu.

Najtrudniejszy procent

Od ładnych kilku miesięcy prowadzę własną działalność gospodarczą. Wydawać by się mogło, że będzie to spełnienie, ale w moim własnym rozumowaniu nie było to jeszcze „TO”. Uporczywie dążyłem do czegoś innego co mogłem nazwać wolnym zawodem, czy nawet „Życiem ze swojej pasji”

Tak więc słowo czynem się stało.

Marzenie które określałem „życiem ze swoich marzeń” stało się faktem. Latam dronem, jestem dziennikarzem, zajmuję się coachingiem i spotkaniami autorskimi. Piszę kolejne książki, jeżdżę po całej Polsce, odwiedzam fascynujące miejsca, poznaję jeszcze bardziej fascynujących ludzi.

Przez wiele lat myślałem, że tego nie da się zrobić, że książki – Jasne. Dron – Oczywiście, jednak to wszystko w znaczeniu hobbystycznym, ewentualnie dorobkowym.

Nie chodzi tu jednak o pieniądze. Chodzi przede wszystkim o czas.

Etyka Pracy

Dopiero teraz pojąłem jak niezwykłym uczuciem jest życie ze swojej pasji i ze swoją pasją za pan brat. Wstaję rano i myślę o tym, o rozwoju, obowiązkach i planach.

Wróciłem ostatnio z trzydniowej wycieczki w Radzyniu Podlaskim, o czym z resztą meldowałem na facebooku. Każdego dnia spałem po 6 godzin (w gruncie rzeczy z własnej winy) rozmawiałem, prowadziłem spotkania, jechałem dziesiątki kilometrów… i ani na chwilę nie pomyślałem, że jestem w pracy! Czułem się wręcz jak na wakacjach!

W Polsce mamy problem z uznaniem czegoś za pracę, jeśli sprawia nam to przyjemność. Jeśli po 8 godzinach mam chęć robić jeszcze cokolwiek innego – nie pracuję. Praca bowiem ma za zadanie doprowadzić mnie do stanu kompletnego wycieńczenia fizycznego i psychicznego. Nie spotkałem jeszcze człowieka, który nie narzekałby na swoją pracę, no chyba, że sam sobie jest szefem. Chodzi jednak o to, że ten szef czerpie przyjemność i pasję ze swojej pracy a nie „siedzi na kierowniczym stanowisku”. Taki też będzie narzekał.

Każdym oddechem czuję nowy przypływ energii. Piszę, jeżdżę, rozmawiam… Naprawdę myślałem, że jest to niemożliwe! Tym bardziej cieszę się, że mogę dodać kolejną jedynkę do swojego bilansu.