Miesięczne archiwum: Maj 2016

IMG_20160510_200731

Po co mi modelarstwo

Ostatnio przy (prawie) zakończonym projekcie zacząłem się zastanawiać czemu właściwie zajmuję się modelarstwem i co ono mi dało.

Absolutny brak talentu

Na wstępie muszę jednak powiedzieć, że nigdy nie przejawiałem żadnego zamiłowania do farb pędzli i szeroko pojętej sztuki. Na plastyce nie wybijałem się, nie rzeźbiłem, nie malowałem. Kiedyś rysowałem komiksy, ale powiedzmy, że to było bardzo dawno temu i… nie, rysować też nie potrafię. Po części dlatego wybrałem beletrystykę. Wydawało mi się, że przekazanie swojej opowieści za pomocą pióra będzie prostsze niż ołówkiem.

Jakież więc było więc zaskoczenie, gdy kupiłem sobie zestaw 10-ciu figurek i kilka farbek.

Tybetańska cierpliwość

Modelarze to ludzie bardzo trudni do wyprowadzenia z równowagi. Spędzamy kilka godzin w jednej pozycji nad jednym modelem. Z punktu widzenia widza jest to szalenie nudne. Z naszej, jest ciekawe, choć skoków adrenaliny nie ma (chyba, że rozlejesz farbę na biurko)

Jako dzieciak z niespożytą energią nauczyłem się panować nad nią, wyciszać się i skupiać na jednej czynności. Malowanie jednego modelu potrafi zabrać dziesiątki godzin, dlatego był to niesamowity sprawdzian dla owej cierpliwości. Oczywiście nie wyglądało to tak, że z jedną paczką modeli stałem się mnichem Shao-Lin, ale z czasem potrafiłem malować coraz dłużej.

Zegarmistrzowska Precyzja

Oczywisty punkt. Spróbuj namalować źrenice figurce, która ma może 6 cm wysokości. Przez wiele lat jest to dla człowieka praktycznie niemożliwe, ale ręce nabywają nowych umiejętności, podobnie jak oczy. Za szczególnie nigdy w życiu mi się to nie przydało, no chyba, że będę musiał nawlec nitkę na igłę. Nie mniej jednak umiejętność jest.

Bibliotekarskie Wyciszenie

Emocje, zwłaszcza te gwałtowne napędzają nas do działania. Zdarza się jednak, że potrzebujemy wyciszyć się, pozbierać myśli. Nigdy nic mnie tak nie uspokajało, jak praca przy biurku nad modelem z muzyką lecącą w tle. Myślę, że można porównać to do wędkarstwa, gdy nawet gdy nic nie złapiemy… i tak miło spędzamy czas.

Artystycznie planowanie

Jest taka dziwna magia w tym hobby. Widzimy jakiś nowy ciekawy model i zaczynamy myśleć „ale bym go pomalował” Jesteśmy ciekawi samego wyzwania, bo modele są skonstruowane w najróżniejszy sposób. Jedne są proste i łatwe, inne mają wybite ornamenty milimetrowej szerokości. Niejednokrotnie łapię się na myśleniu „tu bym położył taką warstwę a tu zrobił taki efekt” Nie każde hobby niesie to za sobą.

Absolutna Satysfakcja

Trudno uznać samo ślęczenie nad modelem za ciekawą czynność. Siedzisz w tej samej pozycji przez kilka godzin, z pędzelkiem grubości zapałki i smarujesz kolejne cienkie warstwy farby. Nie jest to najciekawsze zajęcie na świecie, to prawda i bardzo wiele razy zastanawiałem się, dlaczego właściwie to robię. Bolą palce, oczy, czasami kręgosłup i kark, w pokoju śmierdzi chemią, nieraz przeciąłem się skalpelem, poparzyłem klejem i poplamiłem spodnie niezmywalną farbą.

W czym tkwi tajemnica tego hobby? W samym modelu. Kiedy po kilkudziesięciu godzinach pracy patrzę na model, mogę powiedzieć „ja to zrobiłem” i muszę powiedzieć, że jestem piekielnie dumny z każdej kolejnej pracy. Każdy taki model jest manifestacją pracy cierpliwości i artyzmu.

Do tego można pojechać na zawody modelarskie (będę w ten weekend w Olsztynie, życzcie mi szczęścia) i wygrać medal za najlepszy model w odpowiedniej kategorii. Nie ma naprawdę lepszego uczucia jak moment w którym doceniają naszą pasję. Dla tej chwili przy modelu warto spędzić każdą sekundę.

photo-1417551047620-471daaad5a65

Życie jest ciężkie

To okrzyk bojowy większości „dorosłych” motywujących młodzież szkolną i studencką do działania. Życie dorosłe jest ciężkie, po prostu okropne! Jak dorośniesz to dopiero zobaczysz co to są problemy. Słuchając tego niczym mantry… szukam tej potworności

Powszechne niezrozumienie

Właściwie to trudno zrozumieć motywację dorosłych opowiadających młodym, że „ciesz się życiem teraz bo PÓŹNIEJ to już jest życie dorosłe”. Nasuwa się też wniosek, że pozostałe nam 60-70 lat życia to marazm, żałość niedola i halucynacje z niedożywienia. Nic dziwnego, że młodzi nie widzą dla siebie miejsca na świecie…

Ostatnio popytałem dorosłych (nie ludzi po 18 roku życia, ale ludzi nie będących na utrzymaniu rodziców) dlaczego to życie jest takie ciężkie. Postaram się troszeczkę obalić ich argumenty.

…bo musisz sam zarabiać na siebie

Rzeczywiście jest to dość spore zaskoczenie, że rodzice po hodowaniu jednostki społecznej przez niemal ćwierć wieku, nie chcą tego robić przez pozostałe trzy ćwiartki i cóż… musimy zakasać rękawy.

Nie wiem co ludzie chcieliby robić gdyby nie pracowali? Leżeć na kanapie przez cały dzień? Z zarabianiem pieniędzy wiążą się też pozytywy. To przede wszystkim możliwość kupienia sobie tych wszystkich drogich i absurdalnych rzeczy na które mieliśmy kiedyś ochotę. Jeżeli będę chciał kupić sobie model Smauga do pomalowania, którego koszt wynosi najniższą krajową i choć jest mi absolutnie niepotrzebny do życia, mogę zaoszczędzić trochę grosza i go sobie kupić. A potem przekonywać sam siebie, że był to dobry zakup. Ale mogę to zrobić!

…bo musisz pracować

No bo skąd indziej wziąć pieniądze, prawda? Można co prawda wyłudzać od krewnych i przyjaciół, ale oni też nie są studnią bez dna. Trzeba więc udać się do zakładu pracy i zrobić wymianę „moje 8 godzin życia za twoje pieniądze, sześć razy w tygodniu”.

Jest to argument ludzi, którzy niestety nie lubią swojej pracy. Jest to powiem szczerze dramat, bo można się coachingowo tłumaczyć, że „zawsze jest wyjście z sytuacji”, ale prawda jest taka, że jak masz kredyt, dziecko i zobowiązania finansowe na 3000 zł a Twoja wymarzona praca da Ci 1500… kalkulacja na 12-godzinną taśmę jest dość prosta.

Myślę jednak, że choć jest to poważny problem, weźmy pod uwagę, że do wejścia w dorosłość przygotowujemy się dobre 18 lat. To całkiem sporo czasu, żeby zastanowić się co chcemy robić w życiu i zacząć to robić odpowiednio wcześnie.

…bo wszystko jest na Twojej głowie

Wiecie co jest na głowie dorosłego? Płacenie rachunków, które wykonujemy obecnie mailowo za pomocą trzech kliknięć raz w miesiącu. Płacenie rat, abonamentów i podatków, które działają praktycznie w ten sam sposób. Rozliczanie PIT-u raz na rok Kupowania jedzenia, żebyśmy nie umarli z głodu, pamiętanie o tym, żeby raz w czas po pracy zajechać jeszcze do sklepu po bułki i mleko. Posprzątać, gdy kołdra kurzu przykryje wszystko w mieszkaniu, pozmywać naczynia, poodkurzać, wstawić pranie.

Zasadniczo są to obowiązki, które najczęściej wykonują za nas matki. Wieloletnie wygodnictwo daje nam o sobie znać i zamiast powiedzieć „potrzebuję praczko-kucharko-sprzątaczki” lepiej powiedzieć, że „życie jest ciężkie”

Jednak i tu nie można bagatelizować. Zdarzają się problemy naprawdę duże i trudne, z którymi niestety musimy się wziąć za bary. Popsuty samochód, wypadek, utrata pracy, awaria w domu, choroba a nawet śmierć bliskiej osoby. Istnieją tragedie w tym życiu, ale nie definiują one życia dorosłego jako ciężkie, dlatego że mogą zdarzyć się tak samo w życiu młodzieńczym. Nie uciekniemy od nich, nie ważne ile lat mamy.

…bo nie możesz się rozwijać

Największa bzdura jaką słyszałem w całym swoim życiu. Wielu dorosłych uważa, że rozwój osobisty jest możliwy tylko w momencie życia na cudzym garnuszku, a życie samo w sobie jest tak absorbujące, że nie ma w nim miejsca na rozwój.

Jak strasznie musi wyglądać wtedy życie? Budzę się po to, by zarobić pieniądze, po to, żeby przeżyć kolejny dzień. To jest cel na 50 lat? Przeżyć aż do emerytury?

Nie zawsze jest czas na rozwój. Czasami są takie dni, tygodnie a nawet miesiące kiedy faktycznie trudno o wolną chwilę, ale jeżeli mamy czas na internet i telewizję – mamy czas na rozwój. Jeżeli chcemy przeczytać książkę, nie musimy wciągnąć jej jednego dnia. Można to zrobić małymi kroczkami, prawda?

Kowal swojego losu

Przede wszystkim naprawdę jesteśmy swoim własnym sterem i żaglem. Możemy zrobić wszystko co chcemy, ukierunkować swoją energię, czas, pieniądze i umiejętności w kierunku jaki tylko sobie wymarzymy. To się tak mówi, ale jeżeli nawet kończę pracę, odrobię wszystkie prace domowe i zostaną mi jakieś 2 godziny to mogę wykorzystać ten czas jak tylko chcę. Malować, pisać, śpiewać, tańczyć, pić, palić, oglądać telewizję… Nikt na siłę mnie nie przywiąże, ani nie da mi po łapach

Dlatego też uważam, że życie może i bywa ciężkie, ale jak pasjonujące przy tym potrafi się stać.

overwatch

Erotyka w grach komputerowych

Seks wylewa się z filmów i seriali. Mamy go coraz więcej nawet w książkach. Gry komputerowe nie stanowią tu wyjątku, choć o nich najwięcej się mówi.

Niezrozumiały dekolt

Bezmiernie głupim argumentem jest to, że gry są napakowane golizną i przez to deprawują młodzież. Co drugi film w kinie posiada podtekst seksualny, roznegliżowane aktorki i wybicepsowanych aktorów. Obecnie jednym z najlepiej sprzedających się działów literatury jest erotyka. Praworządni tego świata upatrzyli sobie na cel gry komputerowe.

Wygląda to tak. Erotyka w grach to rzeczywisty problem, ale nie udawajmy jednocześnie, że nie ma go w telewizji i innych mediach.

Overwatch

Niewielką aferą internetową odbiła się zapowiedź gry Overwatch, studia Blizzard. Gracze uważają, że ubrania przylegające do ciała uwydatniające pośladki są przesadzone. Mówię niewielką, ponieważ daleko jeszcze do skandalu GTA: San Andreas, ale zawsze to jakiś hejt na gry, prawda?

Ciekawe jest to, że to właśnie gracze opowiedzieli się przeciwko przeseksualizowanym postaciom. Oznacza to pewną ewolucję w stronę dojrzałości graczy, co niezmiernie cieszy. Nie piersiami a rozgrywką przekonujcie graczy szanowne studia…

Ciekawi mnie jednak, że uwydatniony tyłek z Overwatch zebrał tak wielki rozgłos, podczas gdy grafiki kobiet w Legue of Legends nie należą do najgrzeczniejszych, a gra posiada PEGI 12. Zmianom zaczęły ulegać obrazki przedstawiające postacie, robią się coraz mniej wyzywające, choć młodzi erotomani nadal będą mieli na czym zawiesić oko.

Co powoduje Erotyka w grach

Najprościej? Radość wizualną. Jako faceci (a większość graczy w dalszym ciągu stanowią faceci) lubimy sobie popatrzyć na ładne panie, najlepiej jeszcze skąpo ubrane. To tani chwyt na naszą prymitywną naturę… nie mniej jednak bardzo skuteczny.

Gorzej, że potrafi doprowadzić to do wypaczeń. 18-latego po prostu pogapi się na cyfrowy biust. Ale co z 9-latkiem, który ogląda tylko taki typ kobiet? Zaczyna myśleć, że tylko takie istnieją, lub co gorsza, tylko takie go interesują.

To nie jest wina gier

Chciałoby się prawda, kochani rodzice? Nie… to nie jest wina gier komputerowych, tylko nastawienia społecznego. Jeżeli 9-ciolatek będzie oglądać roznegliżowane panie, to go to wypaczy bez względu na to, czy zobaczy je przed telewizorem, komputerem, komiksem czy… w książce.

Wiele książek, na przykład Wiedźmin Sapkowskiego, bujnie opisuje erotykę. Upatruję w tym po części sukces historii o zabójcy potworów.

Kontrola

Tak jak zasłaniamy dzieciom oczy na brzydkich scenach w telewizji, tak powinniśmy zasłonić oczy kiedy grają. Po prostu musimy być uważni na poziom erotyki dostający się do młodych ludzi. Problemem medium gier nie jest to, że wpływają w większym stopniu, lecz znikomy brak kontroli rodzicielskiej.

Gracze reagują

Cieszą reakcje graczy (normalnych graczy, nie nerdów) którzy atakują przesadną erotykę w grach. Wiedzą czym to grozi, bo sami przez to przeszli. Być może dzięki temu za kilka lat będziemy mieć wyrobione standardy podobnie jak w przypadku telewizji, choć nie rozpoczynając drugiego wątku… tam wysokiego standardu też nie ma…