Miesięczne archiwum: Październik 2015

13 – Wiek Upadłych Marzeń

download7

Długo zastanawiałem się kiedy przestajemy marzyć. Kiedy z pisarzy, aktorów i piosenkarzy, stajemy się sprzedawcami i operatorami wózków widłowych.

 

W ostatnio dość dużo czasu poświęcam w różnego rodzaju placówkach oświatowych. Wyraźnie widać, że dzieci w szkołach podstawowych mają marzenia i nie boją się dzielić nimi ze światem. Chcą być astronautami, piosenkarzami, burmistrzami i biznesmenami. Co innego jest w liceum, gdzie potrzeba dużo czasu, żeby nastolatek powiedział nam coś więcej o swoich zainteresowaniach. Są to jednak już plany w o wiele większym stopniu skonfrontowane z rzeczywistością. Operator wózka widłowego, albo planowana przeprowadzka na brytyjski zmywak.

Ostatnio usłyszałem w gimnazjum od nauczycieli, że „w pierwszych klasach uczniowie mają jeszcze ambitne marzenia, ale pod koniec szkoły, kiedy skonfrontują je z rzeczywistością, wielu je zmienia”

Myślę, że to odpowiedni moment na apel do rodziców. Wspierajcie swoich młodych nastolatków, bo w tym wieku, w tej magicznie pechowej trzynastce potrzebują waszego wsparcia jak nigdy.

To właśnie wtedy umierają marzenia, przy konfrontacji z bezwzględną społecznością gimnazjum, gdzie każdy uczeń próbuje nie utonąć, a jedyną możliwością, żeby to zrobić jest stanąć na głowach innych.

Nauczyciele też nie próżnują. Jesteśmy cały czas pouczani jak wpasować się w klucz, jakie wykształcenie ma większe szanse na rynku pracy. Wszystko fajnie, ale życie weryfikuje, jak to mówią.

Ale przecież ktoś zostaje tym piosenkarzem, aktorem i astronautą. Nie rodzą się oni w probówkach, ani nie przylatują z kosmosu. Wydaje mi się, że to te dzieciaki, które jakimś cudem przetrwały marzeniowy holokaust gimnazjum i trzymały się swoich planów, bez względu na nic.

Niestety często te osoby nie są zbyt lubiane. Czasami są dziwne, to fakt. Są odszczepieńcami, zadufanymi w sobie bubkami, szczycącymi się tym, że „interesują ich inne rzeczy” (cóż, sam taki byłem). Czasami są to jednak dzieciaki, które mają po prostu inne zainteresowania. Żyją w zgodzie z klasą i kolegami, ale mają inne pasje. Ale czy znajdują wtedy posłuch w szkole?

W szkole dowodzą sportowcy i prymusi przedmiotów szkolnych. Nie spotkałem nigdy osoby stojącej na szkolnym piedestale, która interesowałaby się np. sztuką filmową. Fakt, były takie osoby, ale trzymały się na uboczu. Wielu rezygnuje z marzeń, ponieważ właśnie nie chce stać na tym uboczu. Chcemy mieć znajomych, śmiać się i usłyszeć komplement od czasu do czasu. Mając malutkie grono znajomych prędzej czy później poczujemy się jako „ci na uboczu”

Dlatego, rodzicu wspieraj swojego nastolatka. Niech nie rezygnuje z marzeń, choćby nie wiem jak nierealne by one nie były. Nieważne jak nieopłacalne i czasochłonne będą. Nie ma nic gorszego, jak gasnące aspiracje zastępowane przez szarą codzienność, bo gdy nastolatek nie zwątpi w siebie i przez kolejne lata nadal będzie celebrować swoją pasję, z czasem osiągnie w niej prawdziwe mistrzostwo, a każda dziedzina, choćby nie wiem jak mało popularna i niecodzienna, będzie powodem do dumy gdy osiągnie się w niej mistrzostwo, zwłaszcza gdy będziecie mogli powiedzieć „to mój dzieciak”.

Talent nie istnieje?

download8

Odkąd jestem dziennikarzem rozmawiałem z bardzo wieloma sportowcami, pisarzami i artystami. Byli to ludzie najróżniejsi. Od bucowatych egocentryków, po zamkniętych w sobie i nieśmiałych mruków. Jedni wierzyli w siebie inni uważali swoje sukcesy za jeden wielki fart. Całą tę menażerię łączyło jedno wspólne zdanie.

 

Żaden nie upatrywał swojego sukcesu w talencie.

 

Talent tak stale powtarzany, niczym mantra, przez wszystkich towarzyszących wielkim tego świata. Każdy z nich go ma i nikt nie chce się do niego przyznać. Czy w twojej pracy jest talent? A twojej? Może w twojej?

 

Nikt nigdy nie przyznał mi się nawet do znikomej zasługi wrodzonych predyspozycji, nieraz całkiem oczywistych, którym zawdzięczałby sukces. Rozumiem, że są ludzie skromni i wycofani, ale są też tacy z ego wielkości hangaru Airbusa. I co? Też nic?

Są na to dwa wyjaśnienia:

A)  Istnieje ugrupowanie ludzi, którzy osiągają w życiu jakikolwiek sukces i podpisują zmowę milczenia, że nigdy nie będą upatrywać czegokolwiek w talencie

B) Talent nie istnieje

Osobiście przychylam się do tego drugiego. Słyszałem o utalentowanych pianistach i malarzach, ale czy ktoś widzi jeszcze to, że gość gra na pianinie od 4 roku życia? Pytanie brzmi: czy grając od czwartego roku życia grałbym teraz na konkursie Chopinowskim? Niestety nie sprawdzę tego, bo dopiero uczę się grać na keyboardzie, ale za 20 lat dam wam znać co mi z tego wyszło.

 

Może w tym tkwi talent? W poświęceniu i cierpliwości. Konsekwentnym dążeniu do celu? Ale czy nie jest to synonimem ciężkiej pracy?

Zauważyłem, że ludzie często mówią o talencie z wyrzutem, jako o wymówce do własnej prokrastynacji.

„Zobacz jak on pięknie gra, musi mieć wielki talent”

A jak brzmi:

„Zobacz jak on pięknie gra, musiał poświęcić tysiące godzin, żeby osiągnąć taki poziom”

W tym pierwszym doceniamy genetyczną loterię życia, a w drugim – czyjąś ciężką pracę.

Jesteśmy jednak ludźmi zawistnymi i nie doceniamy czyjejś pracy, dlatego łatwiej wszystko zrzucić na talent. W ten sposób możemy usprawiedliwić też samych siebie. To że nie gram tak jak ten pianista, to dlatego, że nie mam jego talentu, a nie dlatego, że nie siedziałem przed pianinem.

 

Trudno jednak nie zwrócić uwagi na fizyczne predyspozycje. Ktoś wysoki wyżej skacze, a cięższy mocniej uderza. Istnieją predyspozycje psychiczne, o których wspominałem we wpisie o Stephenie Hawkingu. Trudno to zignorować.

Sam w sobie nigdy w niczym nie widziałem talentu. Czy potrafimy w ogóle powiedzieć „mam w tym talent. To mi zawsze wychodziło” ?

Ostatnio zacząłem zdobywać medale na konkursach modelarskich. Po 12 latach w hobby to raczej normalne, znam wielu artystów z o wiele mniejszym stażem, a jeżdżących na konkursy zagraniczne.

Całkiem nieźle piszę, ale tym też zajmuję się odkąd tylko pamiętam. Trudno poświęcając czemuś 20 lat nie być w tym przynajmniej dobrym.

Może talent to coś co pcha nas do tego zajęcia. Że chce nam się ćwiczyć, pisać, czy śpiewać? Też nie, bo to jest przecież determinacja.

 

Czym jest ten talent?

Olsztyńskie Dni Fantastyki

12144821_1680409025526512_1606746356108365287_n

W pierwszy weekend października zawitałem w stolicy Warmii i Mazur na Olsztyńskim konwencie. Jak było?

Mam wrażenie, że organizatorzy ODF bardzo chcą wszystkim udowodnić nie tylko, że „Olsztyn fantastyką stoi” ale również, że są profesjonalistami w swoim fachu. W tym roku była to już czwarta impreza spod tej samej bandery, choć nie największa.

W maju ODF zorganizował konwent na 500 osób z całą rzeszą autorów zaproszonych jako goście specjalni. Był Grzędowicz, Filipiuk, Kossakowska, Gołkowski, Adamiak (ten Adamiak!) i wielu innych. Obecna edycja na etapie planowania była znacznie mniejsza.

Starają się

Trudno nie zauważyć zaangażowania organizatorów konwenu. Były koszulki, sala gier planszowych, sklepiki, przy których uwielbiam tracić gotówkę na każdej tego typu imprezie i sprawnie przebiegająca akredytacja. Sam dostałem plastikowy emblemat z dumnie brzmiącym „Twórca Atrakcji” więc nie narzekam.

 

Sporą cześć konwentu spędziłem na salach wygłaszając własne prelekcje (delikatnie wspominając o mojej książce – spodobała się), ale znalazłem również czas na pochodzenie po konwencie, wcielając się w rolę zwykłego odwiedzającego.

I jak było?

Pograłem w planszówki z totalnie randomowymi ludźmi, wziąłem udział w sesji RPG, wcielając się w postać Kapitana Ameryki, (prawie) wygrałem konkurs wiedzy o komiksach (czy ktoś wie kim jest Bueno Ekscelente?) i uciąłem sobie bardzo miłą pogawędkę o serii „Cienie Pojętnych” Adriana Tchakovskiego. Na konwent przyjechał też Bartek Biedrzycki, więc każdy fan polskiego post-apo (w tym także ja) był wniebowzięty.

Całość była jednak bardzo rozstrzelona. Wydział Humanistyczny na Uniwersytecie Warmińsko-Mazurskiej przypomina budynek korporacyjny Dillberta. Gdybym uruchomił Endomondo, z pewnością narobiłbym kilka kilometrów.

11224832_525230437639284_9142647862552309117_n

Wieczna Zimna Wojna

W kuluarach między wierszami dowiedziałem się o konfliktach jakie trzęsą gronem fantastów w Olsztynie. Pokłóceni są dosłownie wszyscy! Planszówkowcy, RPG-owcy, nawet bitewniaki. W mieście istnieje kilka grup zbierających po 100-200 osób i nie współpracują ze sobą w żaden sposób.

Z tego też powodu Olsztyńskie konwenty nie mogą wbić się na pułap cztero-cyfrowej liczby odwiedzających, bo każda grupa sądzi, że „zrobi to lepiej samemu”

Moje zdanie w tej kwestii jest takie, jak chwalebnego Johna Snowa, próbującego zjednoczyć Dzikich i Wrony. Oby nie spotkał mnie podobny los (sorry za spoiler!), ale wydaje mi się, że należałoby usiąść przy jednym stoliku, wypić kilka piw i porozmawiać o przyszłości Olsztyna.

12139940_524719064357088_9198898046841294046_o

Podsumowując

Jako uczestnik i prelegent śmiało mogę powiedzieć: Bardzo fajny konwent. Nie jest to oczywiście Pyrkon, ani Awangarda. Olsztynowi nadal daleko również do mniejszych grup takich jak Copernicon, ale widać, że towarzystwo naprawdę się stara i z imprezy na imprezę jest coraz lepiej.

Z tego co mi wiadomo kolejny duży konwent w Olsztynie odbędzie się w maju, tak więc od razu zapraszam wszystkich! Śledźcie internety i sprawdzajcie kalendarze. Coś mi mówi, że będzie warto.

Więcej o Olsztyńskiej formacji konwentowej możecie przeczytać na ich fanpage: https://www.facebook.com/dnifantastykiolsztyn?fref=ts

Strefa Kibica #1 Zapoznanie się z wariactwem to nie taka prosta sprawa

download 2

W związku z tym, że moja książka „Ćpun Komputerowy” skierowana jest zarówno do graczy jak i ich otoczenia, czyli kibiców. Dlatego będę też kierował artykuły właśnie do tej części: rodziców, rodzeństwa, partnerów.

Osób związanych z graniem przez graczy.

Będąc ostatnio na Olsztyńskich Dniach Fantastyki spotkałem młodego chłopaka (na oko 8-9 lat) który miał nieprawdopodobną wiedzę o komiksach. Sam się nimi interesuję, ale ten on zaginał wszystkich swoją wiedzą. Żadnego Iron Mana i Hulka! Kim jest Ultraman? Jakie serie komiksowe już się pojawiły? O czym jest seria Ziemia Jeden? Kto jest kanonicznym synem Batmana?

Zdałem sobie sprawę, że trudno mi ogarnąć pasję tego chłopaka i wtedy pomyślałem: Skoro mnie, fanowi komiksów jest trudno zrozumieć takie zagadnienia, jak ma je pojąć rodzic, który się nimi w ogóle nie interesuje? Pierwszy raz byłem w stanie usprawiedliwić rodziców za ich niewiedzę w dziedzinie zainteresowań ich dzieci.

Załóżmy, że ojciec lubi piłkę nożną, zna drużyny piłkarskie i rozkładówkę tabeli ligowej. Dla niego będzie karkołomnym zadaniem poznanie samych podstaw komiksowych, nie mówiąc już o szczegółach. Ultraman? Lobo? To nie są postacie znane z kinowych super-produkcji. Każdy ma z resztą swoje życie, trudno wymagać od rodzica, żeby czytał komiksy jeśli w ogóle go nie interesują.

A jednak, widziałem błysk w oku chłopaka, gdy mógł porozmawiać o swojej pasji, wykazać się wiedzą i znaleźć wspólny język. Mógł skonfrontować swoje pomysły z innymi pasjonatami. Słowem: zaprosił ich do swojego świata.

Myślę, że to dość niewdzięczne i niesprawiedliwe, ale jeżeli rodzic będzie chciał mieć dobry kontakt ze swoim dzieckiem, musi przynajmniej słuchać wariactw którymi zajmuje się ich pociecha. Może nam się to nie podobać, ale są w takiej sytuacji dwa wyjścia: Albo dziecko, czy nastolatek rozmawia z nami o swojej pasji, albo rozmawia z kimś innym. Kumplami ze szkoły, kumplami z Internetu, albo nie rozmawia wcale

Oczywiście jedno nie wyklucza drugiego. To, że syn, czy córka będzie rozmawiać z przyjaciółmi w szkole o swoich pasjach i marzeniach, nie znaczy, że nie może o nich porozmawiać także z nami.

A warto pamiętać, że zarówno komiksiarz, fantasta, czy gracz komputerowy ma wielką potrzebę wygadania się komukolwiek o swojej pasji, bo niewiele jest osób zajmujących się tą samą tematyką.

Myślę, że jest to jedna z tych ról rodzica, która jest bardzo trudna, ale nagroda „być częścią jej/jego świata” również jest coś warta, prawda?