Miesięczne archiwum: Wrzesień 2015

Nie znoszę Nerdów

download

Jest to jeden z głównych powodów dla którego napisałem książkę „Komputerowy Ćpun”

 

Uwielbiam gry komputerowe. Uwielbiam też graczy, którzy na każdym kroku udowadniają, jak wspaniałą rozrywką są gry. Osiągają sukces za sukcesem, posiadają niezwykłe umiejętności, odkrywają w sobie wielkie talenty i wiele z tych rzeczy zawdzięczają grom komputerowym.

Uwielbiamy naszą rozrywkę, która świetnie wygląda, wzrusza nas do łez, czasami przeraża, czasami bawi, ale przede wszystkim zapewnia wrażenia jakich nie jest w stanie zapewnić telewizja, której żaden gracz nie ogląda, a na którą patrzymy z politowaniem godnym zamierzchłej technologii.

Jesteśmy ludźmi spoza pudełka. Myślimy kreatywnie, w szerokiej perspektywie, nie dajemy się omamić i stawiamy opór światowej indoktrynacji. Spotkaliście kiedyś gracza, który wyszedł z supermarketu z pełnym wózkiem, bo dał się przekonać promocjom?

Niestety jest jeszcze ta ciemna strona gracza.

Nerdy. Nie znoszę ich, być może dlatego, że sam kiedyś byłem nerdem i dobrze wiem jakim myśleniem się kierują. Jeżeli miałbym zastąpić słowo nerd polskim odpowiednikiem, byłby to… gracz patologiczny.

Nerdy są patologią graczy. Uzależnionymi jednostkami rujnującymi obraz gracza w społeczeństwie z każdym rokiem zdobywający kolejnych „klubowiczów” swojego społecznego odrzucenia.

Jest wiele powodów za które można nie lubić Nerdów. Właściwie trudno ich w ogóle lubić. Są na bakier z higieną osobistą. Rzadko używają szamponu, a co dopiero dezodorantu. Beznadziejnie się ubierają i mają kiepskie maniery, przez co wstyd pokazać się z nimi w towarzystwie. Potrafią zrobić sobie konkurs bąków, bekania, albo wyłączyć się z rozmowy przeglądając internet na telefonie. Są zadufani w sobie i patrzą na wszystkich z góry. Z powodu opóźnionej inicjacji seksualnej (30 lat to trochę późno) nie potrafią normalnie rozmawiać z płcią przeciwną, nie mówiąc już o zachowywaniu się w jej otoczeniu.

Ale nie jest to w nich najgorsze. To wszystko można znieść, zwłaszcza kiedy jesteśmy „normalnymi graczami” i wybaczamy drobne odchyły znajomych.

Najgorsza jest jednak ta wieczna pycha. Patologiczny gracz uważa się za lepszego od innych. Mądrzejszego, zajmującego się ciekawszymi sprawami. Tym samym uważa wszystkich dookoła za nudziarzy i kretynów. Szydzi z kobiet, sportowców, nauczycieli i każdej mniejszości etnicznej, religijnej czy orientacji seksualnej z której tylko jest w stanie szydzić.

Nie potrafią przyznać racji i docenić drugiego człowieka. O nie, nigdy nie pochwalą nikogo, choćby ich najbliższy przyjaciel osiągnął spektakularny sukces, którym mógłby zdzielić swojego nerdowego przyjaciela prosto w twarz.

Pierwsi wątpią, depczą i naigrywają się z marzeń kolegów, nawet innych nerdów, by choć trochę, na chwilę poczuć się mniej frajersko, bo jak ktoś upadnie na dno, a my staniemy mu na plecach, będziemy te kilka centymetrów wyżej.

Nie każdy jest silny psychicznie. Większość nerdów jest wręcz mizernie słaba. Widać to za każdym razem, gdy w grupie znajdzie się ktoś odrobinę bardziej wygadany, kto dotnie komuś tekstem. Nerd boi się patrzeć w oczy rozmówcy. Mówi pod nosem, nie otwierając ust z rękoma skrzyżowanymi na piersi. Jak ktoś taki ma przetrwać naigrywanie się ze swoich marzeń?

Bo Nerd ma marzenia. Wielkie i wspaniałe, do których skrycie dąży, wrażliwe jak przebiśniegi. Boi się ich, bo pokazują jego słabość, wrażliwość i wątpliwą wiarę w samego siebie. I inne Nerdy gdy tylko dowiedzą się o tym marzeniu, nie ważne czy to będzie napisanie książki, rysowanie komiksów, malowanie obrazów, bycie piosenkarzem czy biznesmenem zaczną atakować swojego najlepszego przyjaciela odciągając go od tego pomysłu. Będą szydzić z niego, że to co teraz robi jest kiepskie. Oczywiście, że jest! Nikt od początku nie zrobił nic dobrze, uczymy się przecież na błędach. Ale Nerd z marzeniami tego nie wie, dlatego zignoruje swoje marzenie.

Przeżyłem dokładnie to samo. Nabijanie się moich najlepszych kumpli z moich opowiadań, artykułów, marzeń o byciu pisarzem, vlogerem, do licha, śmiali się nawet z tego, że mam dziewczynę (teraz już narzeczoną). Na wiele miesięcy przestałem pisać. Nigdy więcej nie wysłałem, ani nie pokazałem im żadnego tekstu. Przestałem vlogować bezpowrotnie. Bardzo długo nie wiedzieli o moich dziennikarskich próbach.

W końcu jednak pomyślałem, że mam gdzieś to co o mnie mówią i o moich marzeniach. Postanowiłem sięgnąć po nie pomimo ich negatywnego nastawienia. Nie mogę powiedzieć, że mnie nie złamali, ale udało mi się pozbierać.

Wiem jednak, że są tacy, którzy nie mieli tyle… szczęścia? Silnej woli? Mieli gorszych prześladowców? Jak by tego nie nazwać są tacy, których marzenia zostały stracone bezpowrotnie. Zapomnieli o nich przez zdanie speców od noszenia tych samych gaci przez tydzień. Zawsze kiedy byłem na spotkaniu z nerdami i widziałem takiego „marzyciela” wypytywałem go o jego plany i postępy. Wiedziałem, że chce się wygadać komuś kto wierzy w niego, a przynajmniej tak mu się wydaje. Nie zawsze znajdzie się jednak taka osoba.

Nie znoszę nerdów właśnie za ich umiejętność do niszczenia cudzych marzeń.

Hawking to dupek

x900

Do takiego wniosku doszedłem oglądając film o jego życiu, czy też życiu jego żony, trudno powiedzieć. Już wyjaśniam o co mi chodzi.

Film „Teoria Wszystkiego” przedstawia historię Stephena Hawkinga, jednego z największych geniuszy naszych czasów. Film jest dość trudny w odbiorze, ponieważ wcale nie jest łatwo streścić w kilku zdaniach teorię powstania kosmosu językiem, który zrozumie każdy pożeracz popcornu. W ten sposób wychodząc z kina właściwie nie wiedziałem, z jakiej racji Hawking jest geniuszem, no bo niby mówi o czarnych dziurach, to jest genialne, potem się z tego wycofuje, ma nowy pomysł, jeszcze lepiej, brawo brawo, masz tu nobla, tytuł szlachecki i prywatną pielęgniarkę.

Intelektualna modelka

Kiedyś w „Jak pisać” Stephena Kinga przeczytałem o zjawisku intelektualnej modelki, gdzie osoba zawdzięcza swój sukces temu, że taka się po prostu urodziła. Skoro ktoś urodził się ładny, może też urodzić się mądry. Znacznie lepiej kumać jakieś zagadnienia, mieć bogatszą wyobraźnię, nie wiem. King stawiał za przykład Hamingway’a, ja postawię za przykład Hawkinga.

No więc w filmie jest taka scena, kiedy profesor Lupin daje studentom „strasznie trudne zadania nad którym spędzicie całą noc, a i tak ich nie rozwiążecie. Mieli na to bodajże tydzień, nie pamiętam. W każdym razie każdy z uczniów rozwiązał maks trzy zadania, a Hawking sześć, siedem na osiem możliwych… w czasie jazdy pociągiem na uczelnie.

Z czego wynikał jego sukces? Rozumiał lepiej zagadnienie, ale dlaczego? Nie poświęcił zadaniom wielu godzin, tak jak jego koledzy. On je po prostu rozumiał. Był po prostu mądry i szybciej je rozgryzł. Jego sukces nie pochodził z ciężkiej pracy lecz wielkiego geniuszu. Podobnie jak modelka zawdzięcza swój sukces odpowiednim kościom policzkowym, tak Hawking (przynajmniej w filmie) pokazuje, że swój sukces zawdzięcza odpowiedniej liczbie szarych komórek w głowie. Gratuluję zwycięstwa na loterii genetycznej.

Biedna Żona

Przejdźmy jednak do tematu żony Hawkinga, która również miała aspiracje naukowe. Z powodu pogłębiającej się choroby męża i dorastających dzieci, postanowiła przerwać karierę naukową (w ogóle jakąkolwiek karierę) i zająć się trzymaniem tego wszystkiego w ryzach. Ale nie Stephen. On nadal siedział w swoim fotelu na kółkach i dumał na temat czarnych dziur, kosmosu i innych takich. Jane Hawking prała, sprzątała, gotowała, przewijała dzieci, płaciła rachunki, rozmawiała ze wszystkimi możliwymi urzędnikami i nosiła męża na własnych plecach. On w tym czasie po prostu sobie myślał.

Nie chcę wyjść na nieczułego, ale chyba są jakieś zajęcia, którymi może się zająć sparaliżowany człowiek, żeby pomóc swojej rodzinie. Chyba była jakaś renta, albo rodzaj pracy, którą Stephen Hawking mógł się parać. Chciał być naukowcem i w ogóle, kumam, ale skazał swoją żonę na porzucenie własnych pasji i marzeń, żeby samemu się wybić. To najgorszy przypadek emocjonalnej pijawki jaki widziałem w całym swoim życiu. Gdy wreszcie został doceniony w gronie naukowców ze Stanów Zjednoczonych, głównie dzięki żonie, on podziękował jej… rozwodem! Naprawdę? Oddała Ci wszystko co miała, nawet własne marzenia, a ty się z nią rozwodzisz?

the-theory-of-everything-toronto-film-festival

W życiu nie tak to działa

Ciekawy jestem co by na to powiedziała moja narzeczona. Cześć kochanie, słuchaj bo ja bym chciał zostać wielkim pisarzem nie? Taki trochę Tolkien. No więc będę siedział w domu i pisał. Nie, nie zarobię za dużo, może coś skapnie mi z uczelni (jeśli bym na niej wykładał). Nie, nie będę sprzątał, ani gotował, ale mogę zrobić Ci gromadkę dzieci, pasuje? Ale wiesz kochanie, będę wielkim i sławnym pisarzem, a wtedy to dopiero będzie!

Nie mogę tego przeżyć. Rozumiem, że trzeba gonić za marzeniami i w ogóle, ale jak można postawić drugą osobę w takiej sytuacji, żeby poświęciła dla nas własne pasje i marzenia?

Może gdyby był lepszy dla swojej żony, może gdyby nie musiała zajmować się wszystkim dookoła, została by również znanym naukowcem? Z pewnością Stephen Hawking nie osiągnąłby tak wielkiego sukcesu, ale czy w zamian za swój sukces mamy prawo pogrążyć tych, których kochamy i co najważniejsze tych, którzy nas kochają?