IMG_20160510_200731

Po co mi modelarstwo

Ostatnio przy (prawie) zakończonym projekcie zacząłem się zastanawiać czemu właściwie zajmuję się modelarstwem i co ono mi dało.

Absolutny brak talentu

Na wstępie muszę jednak powiedzieć, że nigdy nie przejawiałem żadnego zamiłowania do farb pędzli i szeroko pojętej sztuki. Na plastyce nie wybijałem się, nie rzeźbiłem, nie malowałem. Kiedyś rysowałem komiksy, ale powiedzmy, że to było bardzo dawno temu i… nie, rysować też nie potrafię. Po części dlatego wybrałem beletrystykę. Wydawało mi się, że przekazanie swojej opowieści za pomocą pióra będzie prostsze niż ołówkiem.

Jakież więc było więc zaskoczenie, gdy kupiłem sobie zestaw 10-ciu figurek i kilka farbek.

Tybetańska cierpliwość

Modelarze to ludzie bardzo trudni do wyprowadzenia z równowagi. Spędzamy kilka godzin w jednej pozycji nad jednym modelem. Z punktu widzenia widza jest to szalenie nudne. Z naszej, jest ciekawe, choć skoków adrenaliny nie ma (chyba, że rozlejesz farbę na biurko)

Jako dzieciak z niespożytą energią nauczyłem się panować nad nią, wyciszać się i skupiać na jednej czynności. Malowanie jednego modelu potrafi zabrać dziesiątki godzin, dlatego był to niesamowity sprawdzian dla owej cierpliwości. Oczywiście nie wyglądało to tak, że z jedną paczką modeli stałem się mnichem Shao-Lin, ale z czasem potrafiłem malować coraz dłużej.

Zegarmistrzowska Precyzja

Oczywisty punkt. Spróbuj namalować źrenice figurce, która ma może 6 cm wysokości. Przez wiele lat jest to dla człowieka praktycznie niemożliwe, ale ręce nabywają nowych umiejętności, podobnie jak oczy. Za szczególnie nigdy w życiu mi się to nie przydało, no chyba, że będę musiał nawlec nitkę na igłę. Nie mniej jednak umiejętność jest.

Bibliotekarskie Wyciszenie

Emocje, zwłaszcza te gwałtowne napędzają nas do działania. Zdarza się jednak, że potrzebujemy wyciszyć się, pozbierać myśli. Nigdy nic mnie tak nie uspokajało, jak praca przy biurku nad modelem z muzyką lecącą w tle. Myślę, że można porównać to do wędkarstwa, gdy nawet gdy nic nie złapiemy… i tak miło spędzamy czas.

Artystycznie planowanie

Jest taka dziwna magia w tym hobby. Widzimy jakiś nowy ciekawy model i zaczynamy myśleć „ale bym go pomalował” Jesteśmy ciekawi samego wyzwania, bo modele są skonstruowane w najróżniejszy sposób. Jedne są proste i łatwe, inne mają wybite ornamenty milimetrowej szerokości. Niejednokrotnie łapię się na myśleniu „tu bym położył taką warstwę a tu zrobił taki efekt” Nie każde hobby niesie to za sobą.

Absolutna Satysfakcja

Trudno uznać samo ślęczenie nad modelem za ciekawą czynność. Siedzisz w tej samej pozycji przez kilka godzin, z pędzelkiem grubości zapałki i smarujesz kolejne cienkie warstwy farby. Nie jest to najciekawsze zajęcie na świecie, to prawda i bardzo wiele razy zastanawiałem się, dlaczego właściwie to robię. Bolą palce, oczy, czasami kręgosłup i kark, w pokoju śmierdzi chemią, nieraz przeciąłem się skalpelem, poparzyłem klejem i poplamiłem spodnie niezmywalną farbą.

W czym tkwi tajemnica tego hobby? W samym modelu. Kiedy po kilkudziesięciu godzinach pracy patrzę na model, mogę powiedzieć „ja to zrobiłem” i muszę powiedzieć, że jestem piekielnie dumny z każdej kolejnej pracy. Każdy taki model jest manifestacją pracy cierpliwości i artyzmu.

Do tego można pojechać na zawody modelarskie (będę w ten weekend w Olsztynie, życzcie mi szczęścia) i wygrać medal za najlepszy model w odpowiedniej kategorii. Nie ma naprawdę lepszego uczucia jak moment w którym doceniają naszą pasję. Dla tej chwili przy modelu warto spędzić każdą sekundę.

photo-1417551047620-471daaad5a65

Życie jest ciężkie

To okrzyk bojowy większości „dorosłych” motywujących młodzież szkolną i studencką do działania. Życie dorosłe jest ciężkie, po prostu okropne! Jak dorośniesz to dopiero zobaczysz co to są problemy. Słuchając tego niczym mantry… szukam tej potworności

Powszechne niezrozumienie

Właściwie to trudno zrozumieć motywację dorosłych opowiadających młodym, że „ciesz się życiem teraz bo PÓŹNIEJ to już jest życie dorosłe”. Nasuwa się też wniosek, że pozostałe nam 60-70 lat życia to marazm, żałość niedola i halucynacje z niedożywienia. Nic dziwnego, że młodzi nie widzą dla siebie miejsca na świecie…

Ostatnio popytałem dorosłych (nie ludzi po 18 roku życia, ale ludzi nie będących na utrzymaniu rodziców) dlaczego to życie jest takie ciężkie. Postaram się troszeczkę obalić ich argumenty.

…bo musisz sam zarabiać na siebie

Rzeczywiście jest to dość spore zaskoczenie, że rodzice po hodowaniu jednostki społecznej przez niemal ćwierć wieku, nie chcą tego robić przez pozostałe trzy ćwiartki i cóż… musimy zakasać rękawy.

Nie wiem co ludzie chcieliby robić gdyby nie pracowali? Leżeć na kanapie przez cały dzień? Z zarabianiem pieniędzy wiążą się też pozytywy. To przede wszystkim możliwość kupienia sobie tych wszystkich drogich i absurdalnych rzeczy na które mieliśmy kiedyś ochotę. Jeżeli będę chciał kupić sobie model Smauga do pomalowania, którego koszt wynosi najniższą krajową i choć jest mi absolutnie niepotrzebny do życia, mogę zaoszczędzić trochę grosza i go sobie kupić. A potem przekonywać sam siebie, że był to dobry zakup. Ale mogę to zrobić!

…bo musisz pracować

No bo skąd indziej wziąć pieniądze, prawda? Można co prawda wyłudzać od krewnych i przyjaciół, ale oni też nie są studnią bez dna. Trzeba więc udać się do zakładu pracy i zrobić wymianę „moje 8 godzin życia za twoje pieniądze, sześć razy w tygodniu”.

Jest to argument ludzi, którzy niestety nie lubią swojej pracy. Jest to powiem szczerze dramat, bo można się coachingowo tłumaczyć, że „zawsze jest wyjście z sytuacji”, ale prawda jest taka, że jak masz kredyt, dziecko i zobowiązania finansowe na 3000 zł a Twoja wymarzona praca da Ci 1500… kalkulacja na 12-godzinną taśmę jest dość prosta.

Myślę jednak, że choć jest to poważny problem, weźmy pod uwagę, że do wejścia w dorosłość przygotowujemy się dobre 18 lat. To całkiem sporo czasu, żeby zastanowić się co chcemy robić w życiu i zacząć to robić odpowiednio wcześnie.

…bo wszystko jest na Twojej głowie

Wiecie co jest na głowie dorosłego? Płacenie rachunków, które wykonujemy obecnie mailowo za pomocą trzech kliknięć raz w miesiącu. Płacenie rat, abonamentów i podatków, które działają praktycznie w ten sam sposób. Rozliczanie PIT-u raz na rok Kupowania jedzenia, żebyśmy nie umarli z głodu, pamiętanie o tym, żeby raz w czas po pracy zajechać jeszcze do sklepu po bułki i mleko. Posprzątać, gdy kołdra kurzu przykryje wszystko w mieszkaniu, pozmywać naczynia, poodkurzać, wstawić pranie.

Zasadniczo są to obowiązki, które najczęściej wykonują za nas matki. Wieloletnie wygodnictwo daje nam o sobie znać i zamiast powiedzieć „potrzebuję praczko-kucharko-sprzątaczki” lepiej powiedzieć, że „życie jest ciężkie”

Jednak i tu nie można bagatelizować. Zdarzają się problemy naprawdę duże i trudne, z którymi niestety musimy się wziąć za bary. Popsuty samochód, wypadek, utrata pracy, awaria w domu, choroba a nawet śmierć bliskiej osoby. Istnieją tragedie w tym życiu, ale nie definiują one życia dorosłego jako ciężkie, dlatego że mogą zdarzyć się tak samo w życiu młodzieńczym. Nie uciekniemy od nich, nie ważne ile lat mamy.

…bo nie możesz się rozwijać

Największa bzdura jaką słyszałem w całym swoim życiu. Wielu dorosłych uważa, że rozwój osobisty jest możliwy tylko w momencie życia na cudzym garnuszku, a życie samo w sobie jest tak absorbujące, że nie ma w nim miejsca na rozwój.

Jak strasznie musi wyglądać wtedy życie? Budzę się po to, by zarobić pieniądze, po to, żeby przeżyć kolejny dzień. To jest cel na 50 lat? Przeżyć aż do emerytury?

Nie zawsze jest czas na rozwój. Czasami są takie dni, tygodnie a nawet miesiące kiedy faktycznie trudno o wolną chwilę, ale jeżeli mamy czas na internet i telewizję – mamy czas na rozwój. Jeżeli chcemy przeczytać książkę, nie musimy wciągnąć jej jednego dnia. Można to zrobić małymi kroczkami, prawda?

Kowal swojego losu

Przede wszystkim naprawdę jesteśmy swoim własnym sterem i żaglem. Możemy zrobić wszystko co chcemy, ukierunkować swoją energię, czas, pieniądze i umiejętności w kierunku jaki tylko sobie wymarzymy. To się tak mówi, ale jeżeli nawet kończę pracę, odrobię wszystkie prace domowe i zostaną mi jakieś 2 godziny to mogę wykorzystać ten czas jak tylko chcę. Malować, pisać, śpiewać, tańczyć, pić, palić, oglądać telewizję… Nikt na siłę mnie nie przywiąże, ani nie da mi po łapach

Dlatego też uważam, że życie może i bywa ciężkie, ale jak pasjonujące przy tym potrafi się stać.

overwatch

Erotyka w grach komputerowych

Seks wylewa się z filmów i seriali. Mamy go coraz więcej nawet w książkach. Gry komputerowe nie stanowią tu wyjątku, choć o nich najwięcej się mówi.

Niezrozumiały dekolt

Bezmiernie głupim argumentem jest to, że gry są napakowane golizną i przez to deprawują młodzież. Co drugi film w kinie posiada podtekst seksualny, roznegliżowane aktorki i wybicepsowanych aktorów. Obecnie jednym z najlepiej sprzedających się działów literatury jest erotyka. Praworządni tego świata upatrzyli sobie na cel gry komputerowe.

Wygląda to tak. Erotyka w grach to rzeczywisty problem, ale nie udawajmy jednocześnie, że nie ma go w telewizji i innych mediach.

Overwatch

Niewielką aferą internetową odbiła się zapowiedź gry Overwatch, studia Blizzard. Gracze uważają, że ubrania przylegające do ciała uwydatniające pośladki są przesadzone. Mówię niewielką, ponieważ daleko jeszcze do skandalu GTA: San Andreas, ale zawsze to jakiś hejt na gry, prawda?

Ciekawe jest to, że to właśnie gracze opowiedzieli się przeciwko przeseksualizowanym postaciom. Oznacza to pewną ewolucję w stronę dojrzałości graczy, co niezmiernie cieszy. Nie piersiami a rozgrywką przekonujcie graczy szanowne studia…

Ciekawi mnie jednak, że uwydatniony tyłek z Overwatch zebrał tak wielki rozgłos, podczas gdy grafiki kobiet w Legue of Legends nie należą do najgrzeczniejszych, a gra posiada PEGI 12. Zmianom zaczęły ulegać obrazki przedstawiające postacie, robią się coraz mniej wyzywające, choć młodzi erotomani nadal będą mieli na czym zawiesić oko.

Co powoduje Erotyka w grach

Najprościej? Radość wizualną. Jako faceci (a większość graczy w dalszym ciągu stanowią faceci) lubimy sobie popatrzyć na ładne panie, najlepiej jeszcze skąpo ubrane. To tani chwyt na naszą prymitywną naturę… nie mniej jednak bardzo skuteczny.

Gorzej, że potrafi doprowadzić to do wypaczeń. 18-latego po prostu pogapi się na cyfrowy biust. Ale co z 9-latkiem, który ogląda tylko taki typ kobiet? Zaczyna myśleć, że tylko takie istnieją, lub co gorsza, tylko takie go interesują.

To nie jest wina gier

Chciałoby się prawda, kochani rodzice? Nie… to nie jest wina gier komputerowych, tylko nastawienia społecznego. Jeżeli 9-ciolatek będzie oglądać roznegliżowane panie, to go to wypaczy bez względu na to, czy zobaczy je przed telewizorem, komputerem, komiksem czy… w książce.

Wiele książek, na przykład Wiedźmin Sapkowskiego, bujnie opisuje erotykę. Upatruję w tym po części sukces historii o zabójcy potworów.

Kontrola

Tak jak zasłaniamy dzieciom oczy na brzydkich scenach w telewizji, tak powinniśmy zasłonić oczy kiedy grają. Po prostu musimy być uważni na poziom erotyki dostający się do młodych ludzi. Problemem medium gier nie jest to, że wpływają w większym stopniu, lecz znikomy brak kontroli rodzicielskiej.

Gracze reagują

Cieszą reakcje graczy (normalnych graczy, nie nerdów) którzy atakują przesadną erotykę w grach. Wiedzą czym to grozi, bo sami przez to przeszli. Być może dzięki temu za kilka lat będziemy mieć wyrobione standardy podobnie jak w przypadku telewizji, choć nie rozpoczynając drugiego wątku… tam wysokiego standardu też nie ma…

Krytyczny Trener

photo-1441986380878-c4248f5b8b5b

W swojej dziennikarskiej pracy na co dzień spotykam się z trenerami wszelakiej klasy i dyscypliny. Od trenerów sportowych, po nauczycieli. Bardzo często zauważam problem na gruncie motywacyjnym.

Zawsze Źle

Nie dotyczy to oczywiście wszystkich trenerów, ale zauważyłem, że duża ich część (tak 8/10) po rozegranym turnieju, czy też konkursie negatywnie wypowiada się o swojej drużynie, nawet jeśli wygrają wynikiem w stylu 3:1 bo przecież wpadł ten jeden.

Trenerzy w trakcie zwycięstw i porażek krytykują zawodników. Niejednokrotnie usłyszałem, że „mecz mógł się podobać widzom” co znaczyło „mnie to nie wystarczy”

Wszystko fajnie, tylko tego słuchają też zawodnicy. Dążenie do perfekcji jest bardzo ważne, ale stała krytyka, naprawdę nikomu jeszcze nie pomogła. Ilu ludzi zrezygnowało ze swoich pasji, bo nie mogli zadowolić swojgo mentora? To przykre, lecz niestety prawdziwe.

Nie tylko sport

Sytuacja ta powtarza się nie tylko na zawodach. Dzieciaki niejednokrotnie przynosząc wywalczoną w bólach dobrą ocenę słyszą „dlaczego nie celującą”. Jako wystarczająco młody, żeby pamiętać i odpowiednio stary, żeby komentować – to NAPRAWDĘ nikomu jeszcze nie pomogło. Młody człowiek, który poświęci wiele godzin na sprawdzian i dostanie z niego 4 nie zmotywuje się do pracy słysząc „stać Cię na więcej”. On dobrze o tym wie. Pamięta, że istnieje jeszcze 5 i 6, ale jeśli do tej pory dostawał 2…

Nie głaszcz, ale doceń

Czasami mam wrażenie, że dorośli, zapomnieli nie tylko jak to było w szkole, ale również, jak funkcjonuje życie. Jeżeli szef w pracy na każde nasze staranie odpowie „Mogłoby być lepiej” prędzej czy później odpuścimy temat lub zmienimy pracę.

Młody człowiek nie ma możliwości zmiany szkoły więc po prostu zrezygnuje. Nie chodzi oczywiście o chwalenie najmniejszego sukcesu, zagłaskanie na śmierć, ale ta pochwała naprawdę dużo znaczy… właściwie dla wszystkich.

Właściwie to nie ubędzie nam jak kogoś pochwalimy. Co się stanie? Ktoś poczuje się lepiej? Może poczuje się lepszy, niż był do tej pory? Uwierzy w siebie? Zacznie robić coś jeszcze większego?

Oczywiście to niełatwe, bo mamy głęboko zakorzenione pokłady zawiści i zazdrości, które co jakiś czas lubią o sobie przypominać, zwłaszcza w obliczu cudzego sukcesu.

Nie zabijaj marzeń

Jeżeli masz kogoś skrytykować: rada ode mnie – nie rób tego. Mówienie „nie dokazuj, nie dokazuj, nie jest z Ciebie znowu taki cud” nie pomaga. Nic z tego nie masz, poza pewnością, że ta osoba zmaleje, lub zostawi swoje marzenia, tylko po co Ci to? Jaki możesz mieć w tym cel?

Absolutnie nie krytykuj wysiłków ludzi młodych. Daj im odczuć, że robią coś ciekawego, coś pasjonującego. W pewnym momencie mózg im podpowie „starasz się = krytyka = cierpienie = odpuść”

Uzależnienie od gier komputerowych– skąd i dlaczego

photo-1446669052213-5dcff53f1f3f

Terapeuci głowią się i troją jak zakwalifikować i jak leczyć. Podobnie rodzice i gracze. Znamy skutek, ale jaka jest przyczyna?

Ucieczka

Nie jest tajemnicą, że uzależnienie jest sposobem na wyrwanie się od nieprzyjemnej rzeczywistości. Powody tego potrafią być najróżniejsze: brak akceptacji, niespełnione aspiracje, głęboko zakorzenione frustracje i fobie mające swój początek w czasach dziecięcych. Czasami są to inne rozwód rodziców, alkoholizm w rodzinie, strata bliskiej osoby, o jedne przykre słowo za dużo.

Bez względu na to czy jest to narkomania, czy też gry komputerowe, ćpun szuka ucieczki przed problemami rzeczywistości. W przypadku znanych nam używek mamy wyraźny moment wejścia w stan upojenia. Jak to jest z grami?

Gry komputerowe nie otępiają nas ani nie otumaniają tak jak np. Alkohol. Możemy wejść w świat gier i nadal pozostaniemy świadomi tego co się wokół nas dzieje. Świadomi problemów życia codziennego. One nigdzie nie odpływają.

Gramy więc dużo więcej, żeby zatracić się w świecie wirtualnym. Wiem jak archaicznie to brzmi, ale jak gramy przez 3 godziny w MMO, to zaczynamy myśleć kategoriami gry, jakie przedmioty zdobyć, gdzie musimy iść, co nowego osiągnąć. Dopiero wtedy załącza się stan haju, tylko w porównaniu z innymi używkami nadal pozostaniemy świadomi. Ba! W trakcie gry mózg będzie pracował na najwyższych obrotach. To nie będzie otępienie lecz „prze-ostrzenie”. Skupiamy się na bardzo małej części większego obrazka.

Gry komputerowe a hazard

Wielokrotnie słyszałem od terapeutów, że gry bardzo przypominają uzależnienie od hazardu. Trudno odmówić tu podobieństwa. Przyciąga nas wizja łatwego zwycięstwa. W przypadku jednorękiego bandyty – realne wzbogacenie się. W przypadku gier – pozycja społeczna.

Na tym jednak podobieństwa się kończą. Hazardem może zainteresować się każdy. Słabość do łatwych pieniędzy jest w nas po prostu zakorzeniona. Nie istnieje jednak hazardowy autorytet, ktoś kto „jest świetny w ruletkę”. W hazardzie liczy się poza tym ta jedna chwila, ten moment gdy śliwki przeskakują z brzoskwinkami, dając nam szansę na potrójną siódemkę i wygranie dużych sum.

W grach komputerowych istnieje cała społeczność graczy, którzy promują to niezwykłe hobby. Uzależniony gracz nie myśli o pieniądzach jakie może dostać grając, nawet nie ocierają się one o jego motywację.

Gracz gra, żeby poczuć się lepszy. Doceniony i poważany. W MMO nie musimy mieć jakiś niestworzonych umiejętności. Wystarczy, że będziemy grać wystarczająco długo i wszystkiego się nauczymy. Haj utrzymuje się nie tylko w świecie gry. To przestaje być chwilowa działka, lecz permanentne podłączenie. To z tego, że rodzice i przyjaciele powiedzą nam, że jesteśmy do niczego? TAM nas potrzebują! TAM jesteśmy kimś. Tak przynajmniej nam się wydaje.

„Dobre” uzależnienie

Gry komputerowe potrafią wytworzyć w nas poczucie dumy z powodu pokonanego bossa, czy osiągnięcia wysokiego wyniku. Żaden alkoholik czy ćpun, po tygodniu istnienia poza horyzontem zdarzeń, nie powie „to było naprawdę super!”

Raczej pojawi się „co ja robię” lub „moje życie jest naprawdę popaprane”

Gracz tego nie widzi, nie że nie przyjmuje do wiadomości, ale po prostu nie widzi. Nic mu nie umknęło, jak chodził do pracy tak chodzi. Jest może trochę grubszy, czy nieogolony, ale który facet nie jest? Ma kiepskie życie, ale kto takiego nie ma w Polsce? Wszystko w normie, mogę grać dalej.

Przynajmniej tam mam jakąś rozrywkę

Dlaczego?

Wiele osób uważa, że wystarczy detoks. Jesteśmy uzależnieni od substancji, w tym przypadku od urządzenia – trzeba sie go pozbyć, żeby oczyścić organizm. Choć abstynencja przynajmniej na początku jest wskazana, to na dłuższą metę jest niemożliwa. Musimy korzystać z komputera. Maile, sklepy, portale społecznościowe. Funkcjonowanie bez komputera w obecnym świecie nie jest wcale takie proste.

Uważam, że trzeba przede wszystkim nauczyć się kontroli i władzy. Jeżeli ktoś boi się ludzi, to zamknięcie się w domu, nie jest najlepszym wyjściem. Pracoholik też nie może nie pracować, z czegoś jednak trzeba żyć. Uważam dlatego, że uzależnienie od gier komputerowych, jest trudniejszym zagadnieniem niż się na pierwszy rzut oka wydaje.

Pyrkon – kamień milowy w uzależnieniu od gier

pyrkon

W miniony weekend odwiedziłem Poznańskie Targi Fantastyki, czyli tak zwany Pyrkon. Jeżdżę tam już ładnych kilka lat, ale pierwszy raz byłem prelegentem. Efekt tych kilku dni przeszedł moje najśmielsze oczekiwania.

Co to w ogóle jest Pyrkon?

Dla niewtajemniczonych, powiem tylko, że jest to impreza obowiązkowa dla każdego sympatyka gier komputerowych, fantastyki, komiksów, japońskiej animacji. Można powiedzieć, że to taki Woodstock dla geeków. Starszy, młodszy… każdy znajdzie coś dla siebie. Mamy konkursy, wykłady, spotkania z ciekawymi ludźmi i tak przez trzy dni. Do tego masa sklepików z najróżniejszymi gadżetami. Bez problemu można tu przepuścić średnią krajową na pamiątki.

Wracając do sedna

W trakcie Pyrkonu zaprezentowałem wykład pod tytułem „Uzależnienie od Gier Komputerowych” organizatorom konwentu sam pomysł tej prelekcji spodobał się tak bardzo, że dostałem status Prelegenta Zaproszonego.

Mimo wszystko strasznie się bałem. Pyrkon to w 100% gracze, a teraz ma na scenę wyjść gość, który mówi, że gry potrafią uzależnić, a wielogodzinne granie może zmarnować życie… Byłem więc gotowy na wszystko… tylko nie to co zobaczyłem!

Morze Graczy

Sala była wypełniona po brzegi! Myślę, że siedziało wtedy na niej jakieś 250, może nawet 300 osób. Byłem w szoku! Graczy aż tak interesowała ta tematyka!

IMG_20160409_110023

Zacząłem bardzo ostrożnie. O wyobrażeniu gier komputerowych, jak postrzega je społeczeństwo, problemie z nieprzestrzeganiem wieku grającego… wszystko było ok. Potem zacząłem mówić o tym, że gry potrafią uzależnić, zwłaszcza gry internetowe. Że grając 4-5 godzin dziennie zaniedbujemy siebie, swoje otoczenie i bliskich.

Chwila ciszy.

W głowie słyszałem ostrzone widły na których mnie wyniosą…

  • No tak! – zakrzyknęli z sali – 5 godzin dziennie to trochę przegięcie!

Mówiłem coraz więcej i więcej, na temat uzależnienia od gier, zdrowego i patologicznego podejścia. Gracze mieli takie samo zdanie!

Problemem, jednak okazywali się… rodzice. Mam wrażenie, że szukają „5 sposobów na rzucenie uzależnienia w 2 tygodnie” a to niestety tak nie działa, co podkreślali sami gracze.

IMG_20160409_105335

Wszyscy na zewnątrz!

Zakończyliśmy prelekcję ożywioną dyskusją i przenieśliśmy się na podwórze. Zaczęliśmy rozmawiać o grach komputerowych, o sprytnie ukrytych uzależniaczach, jakości rozgrywki. Gracze naprawdę to wszystko widzą i wkurza ich to!

Rozmawialiśmy o naszych problemach, że widzimy to, że dużo gramy, a marzenia w tym czasie i plany na przyszłość robią sobie urlop bezterminowy. Wiele osób pytało mnie jak z tym walczyć, jak się zmotywować do pracy nad sobą. Narzekaliśmy na 12-latków klnących w internecie. Śmialiśmy się i żartowaliśmy. Pod koniec zdałem sobie sprawę, że uczestniczyłem w pierwszym spotkaniu AA dla Graczy.

Gracze sami chcą zmiany. Chcą pokazania, że istnieje gracz zdrowy i gracz patologiczny. Nie wszyscy tacy jesteśmy i nie ignorujemy istniejącego problemu. Doświadczenie Pyrkonu było niesamowite. Gracze wystawili rękę na zgodę. Chcą budować dialog.

Co Pyrkon dał mnie samemu?

Jeżeli miałem jeszcze jakieś wątpliwości, to teraz już wiem na pewno. Chcę pomagać graczom. Pokazywać problem i dopingować w zmaganiach. Pomóc jako ktoś, kto rozumie gry komputerowe, wie na czym polega problem.

Żeby nie było więcej „Komputerowych Ćpunów” .

Widząc pozytywne nastawienie środowiska graczy, jestem pewien, że mi się uda.

Znieczulica Rodzicielska

download

Już któryś raz z kolei powtarza mi się ten sam scenariusz. Myślę, że pora na mały apel

Ogromnym zaskoczeniem był dla mnie fakt, że Wydawnictwo Muza zdecydowało się na wydanie „Komputerowego ćpuna” podobne zaskoczenie, przeżyłem po pierwszych telefonach z bibliotek zainteresowanych spotkaniami autorskimi i pogankami edukacyjnymi. Kolejny szok przeżyłem nie dawno, gdy okazało się, że rodzice są zainteresowani książką… ale głównie pod kątem swoich dzieci.

O co chodzi?

Rodzicom do dzisiaj wydaje się, że przyjedzie gość, opowie jak to gry komputerowe są złe, pogrozi i będzie po problemie. Otóż kochani rodzice, trzeba się zainteresować tą młodzieżą, bo kiedy opuszczą a przynajmniej spróbują opuścić świat wirtualny, to na was spoczywa obowiązek pokazania młodym graczom, że świat poza komputerem też jest ciekawy.

W przypadku młodzieży gimnazjalnej i licealnej, nie mam żadnego problemu. To ludzie z którymi można nawiązać bardzo fajną konwersację, nie dadzą sobie wcisnąć jakiegoś kitu no i przede wszystkim, dyskutują. To bardzo ważne, bo skoro dyskutują, to znaczy, że słuchają.

Problem jest przy dzieciach młodszych, zwłaszcza w klasach 1-3. Te dzieci nie są w stanie zrozumieć co to są „konsekwencje w życiu za 15 lat”. 9 latka nie obchodzi to, że GTA 5 jest tytułem nie dla niego, za szczególnie nie wie dlaczego i go to też nie obchodzi. Dlaczego długie granie w gry może szkodzić, skoro Mama pozwala mi grać?

Zwrot na froncie

Zacząłem w tym celu uświadamiać zwłaszcza szkoły podstawowe, że oprócz spotkań z młodzieżą, warto organizować pogadanki z rodzicami. To oni muszą być świadomi zagrożeń. Przecież ten 9-latek musi się czymś zająć przez te 3 godziny, skoro nie będzie siedział przy komputerze.

Rodzice powiedzą „to co mam teraz wymyślać mu jeszcze rozrywki?”

Pozwolę sobie coś uświadomić.

GTA 5 czyli tytuł bardzo popularny zwłaszcza wśród młodzieży szkolnej to tytuł nieodpowiedni dla dzieci. Włączanie dziecku takiej gry to jak włączenie mu filmu pornograficznego. Mamy spokój na kilka godzin? Pewnie! Dzieciak będzie zapatrzony w ekran jak miło. Zostanie mu sieczka w głowie? Trochę większa niż w przypadku GTA, ale porównywalna.

Rodzic musi się interesować. Zacząłem przekonywać nawet młodych ludzi „nie masz co robić? Idź do mamy powiedz: Mamo nudzę się” jeżeli nie znajdzie Ci ciekawego zajęcia powiedz „jak się nie pobawimy, będę grać na komputerze”

Apel

W tym najmłodszym środowisku, w klasach 1-3 to właśnie rodzice wyznaczają ilość zabaw, pracy, tempo życia i obowiązki. Dopiero kształtują się pewne zachowania myślowe i jeżeli już w tym wieku przyzwyczaimy się do 3-4 godzinnego przesiadywania nad grami, to za 15 lat będziemy mieć kolejnego „Komputerowego Ćpuna”

W szkołach brakuje coacha

download

Świat się coraz bardziej zmienia, więc niewykluczone, że w przyszłości obok szkolnego pedagoga usiądzie trener osobowości, zachęcający do realizacji marzeń.

Skąd mnie to wzięło?

Oglądałem ostatnio zabawy taneczne w miejskim domu kultury. Oczywiste było to, że młodsze dzieci skakały i wydurniały się, a starsze były bardziej z dystansowane. Powiemy: no starszy się wstydzi. Oczywista oczywistość, ale dlaczego się wstydzi?

Co zmienia się w życiu dziecka, że w wieku 5-6 lat tańczy i występuje bez większych krępacji, a w wieku 7-8 trudno niejednokrotnie wyciągnąć takiego na scenę. Jedyne co odróżnia dwójkę z przykładu to szkoła. Jedno już ją poznało, a drugie jeszcze nie.

Czemu tak psioczę?

Mam wrażenie, że z powodu szkoły znaczna część młodzieży zostawia swoje starania w ciemnym koncie. Czasami z powodu nauczycieli. Sam doświadczyłem takich, którzy za szczególnie nie wierzyli w mój dryg do literatury. Dzisiaj jestem dziennikarzem, piszę kilka stron dziennie. Ktoś tu się chyba pomylił…

Dodatkowo mamy uczniów, którzy potrafią zdeptać próby drugiej osoby, a w przypadku niepowodzenia np. Kiepskiego występu na scenie, wręcz ztraumatyzować w nas to przeżycie.

Nie mówię, że szkoła jest złem wcielonym, nawet jeżeli sam najlepiej jej nie wspominam. Wiem, że wiele osób świetnie się w niej bawi i korzysta z furtek tworzonych przez oświatę pełnymi garściami. Czasami jest jednak potrzebny ktoś kto powie dobre słowo, doceni czy… wesprze.

Tu pojawia się Pan Coach

O ile słowa „trener osobisty” i „rozwój personalny” nadal budzą w Polakach rozbawienie, to jednak ich praca a ogół osiąga zamierzony cel. Ludzie znajdujący się pod opieką trenerów, choć płacą za to grube pieniądze, znajdują mentalne zapewnienie w możliwość realizacji swoich marzeń. Zapewnienie, które najczęściej tracą za czasów szkolnych.

Nieprzychylni nauczyciele, koledzy nabijający się z marzeń, rodzice widzący w marzeniu „trudną i ryzykowną inwestycję”

A co jeśli możemy uniknąć tej niepewności, a wręcz możemy zaszczepić choćby szczyptę dodatkowej wiary we własne siły? Taki coach pracujący w szkole, rozmawiający z uczniami na godzinach wychowawczych, którego drzwi od gabinetu są otwarte jak te u Pani pedagog.

Zrozumiała niepewność

Wiem, że część uczniów, a nawet nauczycieli uznałaby to za niedorzeczność, może nawet 2/3 powiedziałyby, że to głupota, ale kogoś z pewnością by się przekonało.

To tak jak ze szkolnymi projektami o dopalaczach, na które zaprasza się uczniów. Część śpi, część śmieje się ze wszystkiego co powie prowadzący, ale jest też mała część, którą ruszą słowa zaproszonego gościa? Może dla nich warto się postarać?

Ostatnio rozmawiałem z pedagogiem prowadzącym podobne zajęcia odnośnie uzależnień. Powiedział: Nigdy nie dowiesz się ilu osobom pomogłeś dzięki takiemu wystąpień, a ilu uratowałeś życie.

Może jednak warto?

Pay to win

photo-1439337153520-7082a56a81f4

Istnieje wiele powodów dla których unikam gier internetowych, jednak w ostatnim czasie poziom rankingowego absurdu sięgnął w niektórych tytułach cyfrowego piekła

Jak było kiedyś

Kiedyś podział gier był dość prosty. Pomimo wszelakich typów, rodzajów rozgrywki i zależności fabularnych, gry komputerowe można było podzielić na dwie duże rodziny: Płatne i bezpłatne. Te pierwsze wypuszczały duże studia. Te drugie studia dopiero raczkujące, lub takie, których celem było tworzenie bezpłatnej rozrywki.

Ostatnio gry podzieliły się na nowe dwie grupy. Wielkość studia przestała mieć znaczenie, podobnie jak cena gry. Istnieją gry bezpłatne, zrzeszające milionowe społeczności i wielkie studia upadające po wtopionej inwestycji.

Obecny trend mówi nam bardzo dużo o psychologii gracza, gdyż dotyczy on jedynie wygrywania. Gry bowiem możemy obecnie podzielić na play to win oraz pay to win.

Jak jest teraz

Gracze są nastawieni na wygrywanie. Nawet w grach nie wykorzystujących internetu pojawił sie zgubny trend tak zwanych „achiwmentów” czyli osiągniąć z rozgrywki. Ile razy trafiliśmy przeciwnika w głowę, ile ukrytych lokacji odkryliśmy. Jak długo graliśmy bez porażki. Wszystko jest notowane, dzięki czemu, a może raczej przez co jesteśmy porównywani z innymi graczami, nawet pozostając off-line. Dlatego też ranking zaczyna dotykać coraz szerszą grupę graczy.

Pay to win, to prawdziwy majstersztyk ekonomiczny, dla wszystkich uzależnionych graczy i po korzystaniu z niego możemy faktycznie poznać tzw. Nerdów, którzy szukają w cyfrowej rozrywce jakiegoś nadnaturalnego spełnienia.

Na czym polega pay to win?

Z angielskiego „płać, by wygrać” znaczy dokładnie to… ni mniej ni więcej. Załóżmy, że kupiliśmy już grę i zaczynamy rozgrywkę z innymi graczami. Im dłużej gramy, tym zdobywamy więcej punktów doświadczenia i możemy wyposażyć się w lepsze przedmioty. W ten sposób doświadczony gracz zawsze rozwala nowicjusza. Nie jest tu ważna umiejętność lecz procent zmarnowanego życia na potrzeby budowania swojego internetowego jestestwa.

Tu jednak pojawia się opcja pay to win. Twórcy gier proponują nowicjuszowi bazar z ekwipunkiem, wcześniej dla niego niedostępnym. Podczas, gdy inni gracze biegają z procą na kamienie, za kilka dolarów możemy sobie kupić międzykontynentalny pocisk balistyczny. Skala porównawcza jest tu dokładnie odwzorowana.

Co się mianowicie wtedy dzieje? Gracz nie-płacący za ulepszenia, nie ma szans z graczem płacącym. W ten sposób narodziło się też pojęcie „wallet warrior” czyli „wojownik portfela”.

Trudno sprzeczać się z ekonomiczna słusznością tworzenia takiego systemu. To podręcznikowy przykład maszynki do robienia pieniędzy, a wszystko za sprawą psychologii gracza.

Do tej pory zachodzę w głowę, o czym myśli wojownik portfela. Jaki jest cel płacenia za to, by być dobrym w jakiejś grze? Przecież to nie ma żadnego logicznego sensu.

Jeżeli gramy dla przyjemności, a za sprawą wojowników portfela, gra przestaje nam ową przyjemność sprawiać, po prostu musimy przesiąść się na inny tytuł. Sorry, taki mamy klimat.

Jeżeli gramy dla zwycięstwa… ale zwycięstwa czego? Cyfrowego medalu? Rozegramy dodatkowe setki godzin, po to sprostać tygodniowym wojownikom portfela, tylko po to by powiedzieć „pokonałem Cię, chociaż nie dołożyłem do tej gry ani złotówki więcej”? Rzeczywiście jest to powód do dumy…

Dziwią mnie sami wojownicy portfela. Załóżmy, że wydamy grube pieniądze, kupimy sobie wszystko, czego dusza zapragnie i będziemy najlepsi na serwerze. Wspaniałe uczucie prawda? Sukces zawdzięczamy tutaj pieniądzom, nie własnym umiejętnościom, więc nie ma nawet mowy o szacunku, którego wielu graczy tak rozpaczliwie szuka w rozgrywkach internetowych.

Po co więc płacić za wygrywanie?

Stąd moja rada na dzisiaj:

Graczu – Daj sobie spokój z pay to win. Nie bądź frajerem.

Rodzicu – Pilnuj karty kredytowej i hasła do internetowego konta.