christmas_lights

Gry pod choinką

Gry komputerowe to wspaniały prezent dla każdego gracza. Elegancki, łatwy do zapakowania i gwarantujący uśmiech na twarzy obdarowanego. Pamiętam jak w podstawówce pisząc list do Świętego Mikołaja wycinałem obrazki z okładkami gier, prosząc brodatego o konkretny tytuł.

Minęło jednak dobre 10 lat, a gry stały się stałym gościem pod choinkami. Warto z tego powodu zorientować się co i jak.

Dlaczego wybieramy gry jako prezent?

Są dwa powody dla których gry goszczą pod choinkami graczy. Pierwszy jest dość oczywisty.

Hobbyści uwielbiają dostawać w prezencie rzeczy związane ze swoim hobby. Zawsze jak ktoś nie wiedział, co można mi dać – nowa figurka do pomalowania to był pewnik. W przypadku gier działa to tak samo.

Drugim powodem jest lenistwo współczesnych Mikołajów, którzy chcąc zobaczyć uśmiech na twarzy dziecka idą po najniższej linii oporu, nie zaznajamiając się najczęściej co kładą pod choinkę. Wiedza w tej kwestii to absolutna podstawa.

Tak więc, na co warto zwrócić uwagę?

PEGI

Tak jak filmy, gry również posiadają metryczkę wiekową sugerującą wiek gracza odpowiedni do rozgrywki. Takie oznaczenie znajduje się najczęściej w prawym bądź lewym dolnym rogu przedniej okładki i na środku tylnej.

Warto potraktować te znaczki tak jak film, a więc jeśli nasz gracz ma 8 lat, raczej nie pokażemy mu filmu 18+ prawda?

Jeżeli gracz ma 15-16 lat, film z 18-tką nie zabije go i tak samo będzie z grami.

Treści dodatkowe

Tuż przy znaczku PEGI znajduje się informacja o treściach, które można uznać za problematyczne, a które są zawarte w grze. Mamy tu do wyboru 8 znaczków od przemocy zaczynając, a na erotyce i dyskryminacji rasowej kończąc.

Tu warto zastosować podobne przełożenie jak w przypadku filmów. Czy pokazałbym graczowi film w którym występuje przemoc i erotyka? Warto jednak spojrzeć szerzej na temat, ponieważ dyskryminacja rasowa może oznaczać poruszanie problematyki segregacji, a nie wyzywanie się od „białasów” i „czarnuchów”.

pegi_ratings_system

Okładka

Mówi się, że nie należy oceniać książki po okładce, ale to właśnie ona w pierwszej kolejności sugeruje nam treść. Dokładnie tak samo jest w grach. Jeżeli na okładce znajduje się wielki robot z karabinem maszynowym, to najprawdopodobniej gra będzie dotyczyć wielkich robotów z karabinami maszynowymi. Pokusiłbym się nawet o stwierdzenie, że będą z nich strzelać, więc mamy do czynienia z tak zwaną „strzelanką” Od razu zbieramy garść cennych informacji.

Obejrzyjmy trailer i gameplay

Każde studio gier komputerowych umieszcza w sieci całą masę materiałów promocyjnych dzięki którym możemy rozwiać wszelkie wątpliwości co do proponowanej rozgrywki. Odpalamy sobie zwiastun gry, lub tak zwany gameplay, czyli nagranie z trwającej zabawy. W ten sposób mamy już właściwie wszystkie informacje do podjęcia decyzji. Czy chcemy takie treści przedstawiać swojemu graczowi, czy też nie.

Rodzaj rozgrywki. Jedno czy wieloosobowa?

Warto zwrócić uwagę nie tylko na treść, ale również rodzaj proponowanej zabawy. Wiele gier nie tylko pozwala nam na rozrywkę sieciową ale również w dwóch i więcej graczy przy jednym komputerze. Jest to zabawa o wiele ciekawsze niż samemu. Lepiej spędzić czas na rozrywce w towarzystwie, choć istniej wiele gier pozwalających na rozrywkę tylko dla jednego gracza i również nie ma w tym nic złego

Święta i po świętach

Wiele reklam pokazuje nam ten niezwykły moment, kiedy każdy dorwie się do swoich prezentów i może zacząć się nimi „bawić”. Pamiętam jak dostawałem zestawy klocków LEGO i składałem je od razu przy choince. Gdy dostałem kamerkę, również zaczynałem bawić się jej opcjami już przy drzewku. Pamiętam, że gdy prezentem była gra komputerowa, chciałem jak najszybciej uciec do komputera by sprawdzić swój prezent. W tym momencie kończyła się moja integracja z rodziną.

Warto ten jeden dzień w roku posiedzieć razem kilka chwil dłużej, czego serdecznie wszystkim życzę z okazji nadchodzących świąt. christmas-family

znncra

„Ograniczenia rodzą się tylko w naszych głowach” – Rozmowa z Pawłem Szramką

Na swoim blogu będę zamieszczał wywiady z ludźmi,  którzy w moim odczuciu odnieśli duży sukces.

Nasz cykl rozpoczyna Paweł Szramka. Kiedyś żołnierz zawodowy, obecnie poseł na sejm z ugrupowania Kukiz 15, który ma 26 lat i osiągnął sukces, na jaki wielu działaczy społecznych pracuje całymi latami.

Pomijając preferencje partyjne i politykę, uważam coś takiego za wielki sukces. Polityka jest domeną starszego pokolenia i wieloletnich partii, a przynajmniej taka panuje opinia. Jakie więc szanse miał młody działacz w dopiero powstającym ugrupowaniu założonym przez muzyka?

Zapraszam do lektury.

– Młody polityk startujący ze świeżo powstałego ruchu obywatelskiego prowadzonego przez muzyka. Czułeś takie głosy na sobie?

Oczywiście, że tak, jednak najczęściej były to głosy osób, które po prostu od lat głosowały cały czas na tych samych ludzi i nie wierzyły, że można w tym kraju cokolwiek zmienić. Znałem Pawła Kukiza już od kilku lat i widziałem jak wiele poświęcił dla dobra sprawy. Wiele osób twierdziło, że Kukiz „idzie do władzy dla kasy”. Jest to irracjonalne, ponieważ obecną pensję potrafił zarobić w jeden wieczór dając koncert. Ponadto po tym jak zaczął walczyć z systemem, ten system zaczął Go niszczyć. W prasie pojawiały się dziwne, nieprawdziwe artykuły szkalujące Jego osobę, odwoływano z Nim koncerty, nawet w Radio ciężko było doczekać się utworów muzyka. Tak dzieje się z wieloma osobami, które przestały być konformistami i zaczęły dostrzegać wady systemu.

– Wcześniej byłeś żołnierzem zawodowym. Kiedy narodziła się myśl o karierze politycznej?

Kariera polityczna to za dużo powiedziane. Tak naprawdę mój start w wyborach był konsekwencją wcześniejszych działań jako społecznika. Nigdy nie myślałem o karierze politycznej, angażowałem się w działania obywatelskie, a konkretnie w ruch, który miał na celu zmianę systemu wyborczego oraz edukację obywateli w tym zakresie.

maxresdefault

– Jak koledzy wojskowi zareagowali na Twoją kandydaturę?

Większość kolegów namawiała mnie do startu już przed tym, zanim sam podjąłem taką decyzję. Korpus szeregowych nigdy nie miał swojego przedstawiciela w Sejmie. Dlatego mój „sukces” był sukcesem całego tego środowiska, gdyż zyskali w parlamencie człowieka, który doskonale rozumie Ich problemy. Mój start wywołał w środowisku wojskowym spore poruszenie a wygrana w wyborach odbiła się dużym echem w wielu jednostkach wojskowych.

– Jako startujący w wyborach miałeś przeciwników o wiele dłuższym stażu wyborczym. Obawiałeś się konkurencji?

Nie obawiałem się, ponieważ miałem „czystą kartę” a dla wielu głosujących to był właśnie największy atut. Nie byłem powiązany żadnymi układami z osobami dotychczas sprawującymi funkcje publiczne. Ponadto młodość, bezpartyjność oraz zaangażowanie w sprawy zwykłych ludzi, pozwoliły mi na przedstawienie swojej osoby nie jako wyrachowanego polityka, ale człowieka, który będzie godnie reprezentował społeczeństwo w Sejmie.

– Jakie szanse dawali Ci znajomi?

Większość chyba tak naprawdę nie zdawała sobie sprawy z tego jaką szansę otrzymałem. Ciężko bowiem wyobrazić sobie sytuację, że kolega z pracy, szkolnej ławki czy po prostu sąsiad za chwilę może znaleźć się w Sejmie i mieć wpływ na sprawy wagi państwowej. Głosy były podzielone, niektórzy wierzyli w wygraną i pomagali angażując się w kampanię a inni mówili, że szkoda na to czasu. Pojawiały się też głosy, abym sobie odpuścił i nie pakował się w to „bagno”, jednak to nie zniechęciło mnie do dalszych działań.

– Pojawili się „życzliwi przyjaciele, którzy zawsze wierzyli w Twój sukces” ?

Pojawienie się takich osób jest chyba nieuniknione. Kłamstwo ma krótkie nogi, jeśli ktoś nie ma szczerych intencji, to wcześniej czy później okaże swoje prawdziwe oblicze. Miałem już wiele sytuacji, w których zawiodłem się na ludziach. Dlatego nauczyłem się tego, że obdarzam swoim zaufaniem konkretną osobę, dopiero gdy na to zasłuży.

hqdefault

– Jak zmieniło się Twoje życie po uzyskaniu mandatu?

Mentalnie jestem tym samym człowiekiem. Czuję jednak ciążący na mnie ogromny bagaż odpowiedzialności. Wyborcy obdarzyli mnie kredytem zaufania, który trzeba spłacić. Swoją postawą, zaangażowaniem oraz realnymi działaniami mam zamiar odpracować ten dług. Dlatego staram się wypełniać swoje obowiązki jak najlepiej, często kosztem braku czasu dla rodziny i znajomych. Znają mnie jednak na tyle dobrze, iż wiedzą, że jak w coś się angażuję to na całego, dlatego przymykają oko na moją częstą nieobecność i wspierają mnie w tym co robię.

– Praca posła to nie jest chodzenie na imprezy i uśmiechanie się, jak wielu sądzi. To sporo ciężkiej pracy?

To w dużej mierze zależy od osobowości posła. Są tacy, którzy angażują się tylko w medialne tematy, aby zawsze być na świeczniku, podczas gdy inni wykonują kawał dobrej roboty po cichu, bez udziału mediów. Pracy jest naprawdę masa, często jestem w sytuacji, w której muszę wybierać między jednym czy drugim wydarzeniem, ponieważ odbywają się równocześnie w innych miejscach. Wtedy ważną rolę odgrywają asystenci, na których również spoczywa wiele obowiązków.

– Czy po uzyskaniu mandatu przechodziłeś szkolenie z sejmowej etykiety, czy wszystkiego uczyłeś się sam?

Zanim zaczęliśmy pracę parlamentarną, wszyscy posłowie odbyli „próbne posiedzenie”, na którym poznawaliśmy zasady funkcjonowania w Sejmie. To była pigułka wiedzy, którą otrzymałem na początek. Następnie zyskiwałem doświadczenie „w praniu” w kolejnych wystąpieniach, posiedzeniach sejmu oraz pracy w terenie.

– Planujesz kandydować w przyszłych wyborach?

Do przyszłych wyborów wiele może się wydarzyć, dlatego nie wybiegam tak daleko w przyszłość. Jestem natomiast pewny, że dalej będę angażował się w różne przedsięwzięcia. Jestem typem społecznika, któremu ciężko odwrócić głowę w drugą stronę, gdy widzę, że trzeba wziąć sprawy w swoje ręce.

2015-10-29_1446129741

– Wiele osób uważa, że w małym mieście nic się nie da zrobić. Jakie jest Twoje zdanie na ten temat?

To nieprawda, czasem właśnie w mniejszej miejscowości, łatwiej znaleźć osoby, które są gotowe do działania. Wszystkie ograniczenia rodzą się tylko w naszych głowach, jeśli się ich wyzbędziemy to możemy zrobić naprawdę wiele. Nie każdy od razu odkryje w sobie żyłkę społecznika, ale wystarczy mały impuls, jedna osoba, która wyciągnie inne z szarej rzeczywistości i wspólnie zaczną robić rzeczy, które dla reszty społeczeństwa wydają się być niemożliwe.

– Czy młodzi ludzie mogą realizować swoje marzenia?

Polska to trudny kraj dla młodych ludzi. Często problemy dnia codziennego, sytuacja rodzinna sprawiają, że trzeba te marzenia odłożyć na bok. Tylko od nas samych zależy, czy będziemy w stanie powrócić do nich, gdy pojawi się szansa, aby je zrealizować. Należy jednak uważać, żeby nie przegapić tego momentu i nie odkładać realizacji marzeń w nieskończoność.

– Twoja rada dla młodych, którzy stawiają przed sobą wielkie cele?

Musimy przede wszystkim pamiętać, że nikt nie wyręczy nas w realizacji postawionych sobie celów, sami musimy dostatecznie pracować, by je osiągnąć. Nic w życiu nie przychodzi samo, czasem jest ciężko, ale nie należy się poddawać. Musimy pamiętać, że im trudniej przyszło nam osiągnięcie pewnego celu, tym większa będzie satysfakcja, gdy już go zrealizujemy.

Z Pawłem Szramką możecie jeszcze porozmawiać na facebooku: https://www.facebook.com/profile.php?id=100001868113295&fref=ts

Oraz na stronie internetowej: http://pawelszramka.pl/

14370162_318500415171025_3850099113333807458_n

Nowości, zmiany, zapowiedzi i podziękowania

W ostatnim czasie sporo się u mnie działo dlatego nieco zbiorę do przysłowiowej kupy co następuje

 

Wrócę do bloga… i nie tylko

Strasznie wszystkich przepraszam za zaniedbanie wpisów na blogu. W przyszłości nastąpi zmiana strony, ale dołożę wszelkich starań żeby przynajmniej raz w tygodniu, pojawił się nowy artykuł na blogu. Nie wiem, czy to dobrze czy też źle, czy ktoś czytał moje wpisy, ale szkoda by było, żeby to tak sobie umarło. Tak więc niedługo kolejne artykuły 😉

Niedługo rozpocznę serię wywiadów z młodymi ludźmi sukcesu których osobiście podziwiam, a których historię warto poznać. Z ich doświadczeń można się niejednego nauczyć.

Planuję też nagrać trochę materiałów video. Kiedyś w czasach swojej mrocznej przeszłości robiłem nawet vloga, cieszącego się szczątkowym zainteresowaniem. Zobaczymy co z tego teraz będzie.

Zamieszczę na pewno kilka recenzji gier i materiałów około gamingowych. Od razu jednak dodam, nie zamierzam rozpoczynać kariery lets’playera

 

Jeżdżę tu i tam

Jak się okazuje moje prelekcje i spotkania autorskie cieszą się coraz większym zainteresowaniem. Odwiedziłem już Twierdzę w Giżycku, Copernicon w Toruniu i całą masę miast w całej Polsce co z resztą nie umknęło wam uwadze na fanpage’u facebookowym, który zalewam zdjęciami ze spotkań.

No ale jak tu nie wrzucić zdjęcia, jak wspaniali ludzie chcieli wysłuchać co miałem do powiedzenia, nie wygwizdali, zadawali pytania, a potem jeszcze ustawili się do zdjęcia. Uwielbiam moją pracę.

 

Odpowiadam na pytania

Bardzo często słyszę te same pytania na które postaram się od razu zbiorczo odpowiedzieć:

W co obecnie gram: Nadal w Mass Effect 3 i Total War: Warhammer. Przymierzam się do Overwatcha. Można mnie też czasami spotkać na Legue of Legends, ale jak powtarzam na każdym spotkaniu, do tej gry potrzebny jest team. Napisz do mnie na facebooku – ustawimy się na grę.

Nad czym teraz pracujesz: Do wydawnictwa wysłałem już kolejną książkę. Co to będzie i kiedy, nie mogę zdradzić. Ale nie jest to jeszcze fantastyka.

Co z tą fantastyką: Mam już 170 tysięcy znaków czyli na oko 1/3 książki. Staram się jak mogę, codziennie dopisuję kolejne strony. O czym ona będzie? Streszczając w jednym zdaniu „O tym jak Bobrowate stworki ocaliły Cesarstwo ludzi, przed inwazją Szarańczy z księżyca za pomocą wielkiego robota” – będzie grubo. Obiecuję.

Czy wpadniesz do mojej szkoły: Wpadnę. Jak chcesz, żebym się pojawił u Ciebie w szkole, napisz do mnie, ja pogadam z dyrekcją, znajdziemy jakiś termin.

 

Na koniec

Obserwuję coraz większy ruch na facebooku, za co chciałem wszystkim serdecznie podziękować. Wiem że zabrzmię jak typowa szafiarka ale jesteście kochani 🙂

PEGI_18

TV GRY marudzi na PEGI – serio?

Płacz i lament graczy, którym ograniczają dostęp do krwi i cyfrowych piersi

O co chodzi?

TV GRY umieściło na swoim kanale filmik atakujący system PEGI podważajac jego potrzebę, a wręcz Jordan Dębowski (bo tak nazywa się prowadzący) twierdzi, że kontrola wieku i cenzura psują gry.

Dla lepszego obeznania w temacie:

Czuję się w obowiązku skomentować nieco filmik największej telewizji dotyczącej gier komputerowych w Polsce.

Powoływanie się na prawne artykuły

W żargonie dziennikarskim, nazywa się to „instrukcja, jak zrobić bombę”. Jordan Dębowski w programie mówi nam o tym, że sprzedawca w sklepie nie ma prawa nie sprzedać nam gry, bo PEGI jest tylko sygestią, a nie egzekwowanym prawem. To nie jest podpowiedź, dla 16-latków, ale 7-latków. Nie martwcie się kochane dzieciakczki, możecie iść śmiało do Media Marktu i kupić sobie GTA V, a jak sprzedawca powie, że wam nie sprzeda, postraszcie go sądem. Edukacja młodzieży: Poziom Expert…

Później dostajemy argument „Jak nie w tym sklepie to w innym dzieciak kupi to GTA”. No po prostu pięknie! W latach 2000 była podobna akcja ze sprzedażą papierosów nieletnim. Sprzedawcy tłumaczyli się „Jak ja mu nie sprzedam to Pani w sklepie obok to zrobi” Nie zmienia to faktu, że z nas samych odpowiedzialność nie spada. Nie ułatwiajmy dostępu do nieodpowiednich produktów.

A na Steamie, dzieciak nie kupi sobie gry, bo nie ma konta bankowego…

Dojrzałe przedstawienie wojny

Prowadzący twierdzi, że studia dzięki wysokiemu PEGI mają spokój z ewentualnymi kłótniami odnośnie negatywnego wpływu gier komputerowych. Otóż nie. Bardzo wiele gier ogranicza dawkę przemocy właśnie po to by nie uzyskać znaczka 18+ ponieważ budzi on kontrowersje na samym starcie wypuszczania gry, a niejednokrotnie pomniejsza rynek zbytu (o czym dziennikarz wspomniał w późniejszej części) Jeżeli 13-latek będzie chciał kupić grę 16+ rodzic przymknie na to oko. 18-tka już wywoła u niego zmieszanie.

To czy gra tworzona jest dla mniej lub bardziej dojrzałego widza z powodów fabularnych, nie ma żadnego związku z ilością przemocy generowanej przez grę. Chodzi o wybuchy, śmierć, wulgaryzmy i tak dalej. Gdybyśmy mieli oceniać dostępność produktu tylko ze względu na złożoność fabuły, Niezniszczalni dostaliby PEGI 7, a nowy MAD MAX Pegi 3 (bo fabularnie to jazda samochodem w tą i z powrotem, a liczy się CO widzimy na ekranie – film miodny btw.)

gry jako sztuka podlega cenzurze.

To może kilka słów czy sztuka powinna być cenzurowana. Jakiś czas temu Milo Moira, na środku placu w jednym z niemieckich miasteczek stojąc na drabinie wpychała sobie kulki z farbą do pochwy, po czym „strzelała” nimi w płutno. Nie zamierzam dyskutować o słuszności tego zachowania, jednak, nie jest to coś, co chciałbym, żeby widziało moje dziecko (nie mam jeszcze dzieci, ale wiecie o co mi chodzi).

Tak samo gry możemy, a wręcz powinniśmy nazywać sztuką, ale jest sztuka wysoka i sztuka niska. Choć Dead Space jest fenomenalną grą z niezwykłą fabułą, nie pokazałbym tej gry dziecku i ograniczenia wiekowe mają tutaj słuszność.

A czy zmiana treści gry ma również uzasadnienie?

Jordan Dębowski przytacza przykład gry Tokyo Mirrage System, gdzie stroje bohaterek zostały ugrzecznione, a kilka wątków wyciszonych. Gra opowiada o japońskim show biznesie i bardzo wyraźnie jest w niej zaznaczona seksualizacja młodych dziewczynek.

Czy gracze naprawdę są aż tak niedojrzali, że będą się wściekać z powodu zasłoniętych cyfrowych piersi i majtek? Mnie się wydaje, że nie, a przynajmniej taką mam nadzieję.

„Niestety na zachodzie golizna nie jest tak ok, jak w Japoni…” – Naprawdę Panie Dębowski tęskni Pan za majtkami 12-latki zasłoniętymi w tej grze?

Albo totalna kontrola, albo znieść ją zupełnie

Dziennikarz wychodzi z bardzo konkretnym pomysłem rozwiązania światowego problemu sprzedaży gier nieletnim.

No to tak:

Zniesienie kontroli nie wchodzi w grę. Granie w GTA V to jak oglądanie filmu porno. Dorosłemu dostarczy sporo radości i nie wpłynie na niego szczególnie źle. Dzieciakowi może zrobić sieczkę z mózgu. Nie oszukujmy się istnieje wiele gier brutalnych, erotycznych i przerażających, do których niedojrzały widz nie powinien mieć dostępu Dodatkowo sam fakt, ich istnienia sprawia, że gry komputerowe zaczynają być odbierane (wreszcie) jako pełnoprawne medium, a nie „zabawka dla dzieci i niedojrzałych facetów”

Kontrola jest pro-rodzinna i pro-społeczna, a działa tylko przeciwko niedojrzałym graczom szukającym wrażeń przekraczających ich wiek i zdolność poznania. Myślę, że ich liczba nie jest tak duża, żebyśmy podporządkowali pod nią standardy moralne całego świata gier.

PEGI nie jest skierowane przeciwko nastoletnim graczom, a przeciwko młodemu pokoleniu, które za szybko stara się wszystkiego spróbować.

Dlatego doradzam spojrzenie na sprawę z odrobinę szerszej perspektywy.

13528103_1071422559604977_1999742872471423818_o

LARP – Live Action Role Play

W minioną sobotę, w trakcie wygłaszanego przeze mnie kazania ku chwale Pana Metalu zostałem zamordowany przez snajperskiego najemnika… nie zwariowałem… tak działają LARP-y

Co to w ogóle jest?

Larp to rodzaj gry terenowej w której odgrywamy postać, jej charakter, sposób bycia oraz jej cele. Można powiedzieć, że to film na żywo. Mistrz gry, czyli reżyser całej zabawy wręcza Ci kartkę opisującą kim jesteś, czym się zajmujesz i jakie masz zadanie.

Przykładowo, ja byłem kaznodzieją Bractwa Metalu. Moim zadaniem było zachęcić 3 osoby (czyli innych graczy) do wstąpienia w szeregi kościoła.

Niestety, ponieważ zginąłem, nie udało mi się wypełnić zadania.

Jak by się to dziwne mogło nie wydawać na pierwszy rzut oka, jest to naprawdę wspaniała zabawa. Na kilka godzin wcielamy się w zupełnie inną postać z fantastycznego świata.

13558889_1071423282938238_7157277623369628557_o

Przygotowanie

Uczestnicy zabawy przygotowują przebrania i charakteryzację, dzięki której mogą jeszcze lepiej wczuć się w klimat stworzonego świata jak i swojej postaci. Spiczaste uszy, miecze, tarcze, magiczne płaszcze i długie brody, to tylko niektóre elementy pozwalające nam poczuć się jak w Tolkienowskiej prozie.

Ja na przykład jako kaznodzieja post-apokaliptycznego świata rodem z filmowego Mad Maxa, nosiłem czarną szatę z wielkim okrągłym dyskiem (to chyba była tarcza hamulcowa) na szyi. Najemnicy przywdziali wojskowe moro przeplatane ochraniaczami, a szamanka to sztuka sama w sobie.

13576686_1071423009604932_4726261597774607060_o

Dlaczego warto wziąć udział?

Z mojego punktu widzenia, jest to wspaniały mechanizm socjalizacji. Nie siedzimy przed komputerem, rozmawiamy z ludźmi, poznajemy nowych, ponieważ w LARP-ach uczestniczy wiele osób (sam poznałem przynajmniej 10 nowych). Zamiast więc grać jakimś magiem na ekranie komputera, możemy nim się stać, przynajmniej na te kilka godzin.

Dodatkowo rozwijamy umiejętności miękkie, niezbędne w codziennym życiu. Grę aktorską, gestykulację, pracę głosem. Gdy szamanka krzyknęła na mnie „ani kroku dalej” naprawdę struchlałem!

Uczymy się też mniej chwalebnych rzeczy, jak knowania, czy zdrady, ale biorąc pod uwagę jak lubimy oglądać seriale o sporach politycznych, fajnie czasami wejść w rolę takiego intryganta.

13606853_1071423402938226_245281915159700244_n

Zabawa dla dużych dzieci

Wiele osób patrzy na zabawy miłośników fantastyki jak na niedojrzała formę rozrywki, bo bal przebierańców skończył się w podstawówce. Wydaje mi się jednak, że jest to bardzo fajna opcja by spędzić miło popołudnie. Fakt nie jest to tak popularne jak wegetacja przed telewizorem przez całą niedzielę, wymaga to od nas pewnego zaangażowania, ale z własnego doświadczenia mogę powiedzieć, że naprawdę warto.

Olsztyński LARP był dziełem Akademickiego Klubu Miłośników Fantastyki „Olifant”

Jeszcze raz dziękuję Bartoszowi Olszewskiemu i Konradowi Nowakowi, za zaproszenie, udostępnienie zdjęć, a wszystkim larpowiczom za wspaniale spędzone popołudnie!

photo-1433878455169-4698e60005b1

Apel Wakacyjny

Rozpoczęły się wakacje. Uczniowie szkół mają mnóstwo wolnego czasu, co jest ich wielkim przywilejem i… zmorą.

Jak patrzę na edukację na przestrzeni lat, to właśnie te dwa miesiące wakacyjne stanowią największe wyzwanie dla młodzieży. To właśnie wtedy szkoła nie funkcjonuje, koła zainteresowań są zawieszone, nawet domy kultury, biblioteki a nawet całe miasta obniżają swoją działalność do niezbędnego minimum. Są oczywiście organizowane różnego rodzaju imprezy wakacyjne, ale określenie „Sezon Ogórkowy” znikąd się nie wzięło.

I co tu robić?

Wcale się nie dziwię młodszym, że spędzają całe wakacje przed komputerem, skoro wielu „dorosłych” nie potrafi sensownie zaplanować dwutygodniowego urlopu… a co tu mówić o dwóch miesiącach.

Młodzi są w o tyle gorszej sytuacji, że nie planują remontów, obrządzania działki, najczęściej są skazani na komunikację międzymiastową i mają o wiele bardziej ograniczony budżet. Paradoksalnie pracujący dorośli mają lepiej. W końcu dorosłym nikt nie zabroni spędzić urlopu na biwaku w lesie. Dzieciak może usłyszeć nie: bo kleszcze, lisy, żule, sekta i Czupakabra.

Trudno więc zdecydować się na inną opcję niż ten komputer. Tani, dostępny o każdej porze dnia i nocy, bez względu na pogodę i terminy urlopowe kolegów.

Wyzwanie

Zobacz co masz przed sobą. Dwa miesiące… niczego. Żadnej szkoły trajkoczącej o zadaniach domowych i klasówkach. Żadnych korepetycji podnoszących twoje stopnie z przedmiotów których nie cierpisz. Posprzątać pokój, nakarmić psa, zrobić zakupy, to najczęstsze nastoletnie obowiązki na wakacje.

To teraz uważaj. Możesz w tym czasie zrobić cokolwiek chcesz. Ba! Możesz osiągnąć w te 2 miesiące więcej niż przez ostatnie 10 i to w tym kierunku którym tylko chcesz.

Pożycz gitarę i zacznij uczyć się grać na niej. Grając codziennie przez godzinę, pod koniec wakacji będziesz potrafił zagrać kilka szlagierów, nie tylko „Nothing Else Matter”. Vloging? Możesz poświęcić długie godziny na planowanie kontentu, treści programów i w końcu nagrywanie. Nikogo nie ma w domu, nikt Ci nie będzie przeszkadzać, a jeśli tak… idź w plener z kamerą! Chcesz pisać książki? Może w dwa miesiące nie napiszesz całej powieści, ale to dość czasu na ładnych kilka rozdziałów.

Zrób krótką listę rzeczy, które chcesz osiągnąć w wakacje. Nawet niech to będzie tylko jeden punkt. Dzień po dniu wypełniaj wpis co zrobiłeś w tym kierunku, a jeżeli nie zrobiłeś nic to dlaczego.

To się nie powtórzy

Spytaj dorosłych co można zrobić w wakacje. 60 dni bez pracy z zapewnionym wiktem i opierunkiem. Większość odpowie zwięźle: Wszystko. Pokolenie naszych rodziców patrzy z nostalgią na ten miniony czas, ponieważ obecnie muszą kombinować by uszczknąć chociażby godzinę tylko dla siebie w ciągu tygodnia, a młodzież otrzymuje w prezencie całe 60 dni i brak instrukcji co z tym czasem zrobić.

Nie pozwól więc by wakacyjny czas był więzieniem monotonii. Działaj. Cokolwiek chcesz zrobić, działaj. Masz mnóstwo czasu, wykorzystaj go. Na kolejną szansę, będziesz czekać 10 miesięcy.

photo-1457305237443-44c3d5a30b89

Cyfrowa kultura

Gry komputerowe to nie tylko wielki uzależniasz i pochłaniacz czasu. To również nośnik wspaniałej historii, śmiało konkurujący z filmem i książką.

Fabuła

Oczywiście gry komputerowe potrafią być proste jak budowa rosyjskiego czołgu, ale nie należy wrzucać wszystkich do tego samego worka. Są bowiem tytuły, które z powodzeniem wycisną łzy u każdego. Jako fanboy Mass Effecta nie mogę nie powołać się na tę serię, przy której kulminacyjnym punkcie płakałem jak bóbr, kapiąc na klawiaturę, grożąc zwarciem laptopa. Dawno nie oglądałem filmu który poruszyłby mnie w podobnym stopniu.

Wynika to z tego, że gry komputerowe pozwalają nam wcielić się w postać przez co emocje są bliższe tym prawdziwym, niż w telewizorze, czy książce. Tam mamy głównego bohatera. W grze to my nim jesteśmy. To nasi przyjaciele poświęcają życia, to my walczymy za sprawę z góry skazaną na porażkę, przeżywamy rozterki i konflikty wewnętrzne.

Nie-kopiowalna emocja

Twórcy gier nauczyli się tworzyć fabułę na zasadzie smaczków, które są niemożliwe do skopiowania w jakimkolwiek innym medium. Tutaj za dobry przykład może posłużyć kultowy już Portal. Latamy po planszach bawimy się portal-gunem, miły komputer obiecał nam nawet ciastko. Wszystko jest fajnie, puki nie natrafiamy na fragment mapy, gdzie wyryty krwią napis brzmi „Ciastko to kłamstwo”. Każdy kto grał w Portal potwierdzi, że moment ten resetuje mózg.

Ale gra nie skupia się wokół tego tematu. Dalej bawimy się portal-gunem, przechodząc kolejne plansze, co rusz odkrywając podobne „wiadomości” które zaczynają tworzyć linię fabularną. Jest to historia, która jest absolutnie nie do opowiedzenia za pomocą książki czy filmu… no bo jak?

cakeisalie

Poziom wyżej niż konkurencja

Nasza ulubiona cyfrowa rozrywka w wielu aspektach okazuje się być lepsza, choć jeszcze nie tak popularna. Kolejnym przykładem na warsztacie będzie Heavy Rain, gra kryminalna, będąca interaktywnym filmem. Czytałem kilka kryminałów (nawet tych Norweskich) i nie wciągnęły mnie one tak jak dramat przeżywany przez Nathana, głównego bohatera wyżej wspomnianej historii.

Zabieg jest tu podobny jak w przypadku Mass Effecta, gdzie przeżywamy historię z pierwszej osoby, ale nie tylko dlatego. Heavy Rain jak i wiele obecnych gier proponuje nam tak zwaną „nieliniową fabułę” co oznacza, że zakończenie gry jest bezpośrednio powiązane z wyborami gracza. W konsekwencji… kręcimy swój własny film. Nathan może rozwikłać zagadkę i uratować syna, albo… zostać oskarżonym o jego śmierć. A są to dwie z naprawdę wielu opcji!

Kierunek Rozwoju gier

Mam szczerą nadzieję, że gry zaczną coraz lepiej rozwijać się właśnie w stronę fabularnego rozwoju, ponieważ są w stanie przekazać fabułę odmienną do tej znanej z filmów i książek. W ten sposób udowadniamy też, że gry komputerowe to nie tylko krew na ekranie i uzależnienie. To też wspaniała historia

photo-1461770354136-8f58567b617a

Prawo nienawiści do pracy

Jak tylko przeszedłem na wolny zawód, czy też Freelancing jak kto woli, zacząłem zmagać się z problemami charakterystycznymi dla tej grupy zawodowej. Największym problemem okazuje się jednak to, że… lubię swoją pracę.

Nie cierpisz… nie pracujesz

W Polsce etyka zawodowa leży i kwiczy. Nigdy nie usłyszałem od współpracowników w jakiejkolwiek firmie nie pracowałem, że naprawdę lubią swoją pracę. Wieczne narzekanie… szef niedobry, pensja niska, godziny złe, obowiązków dużo, no ale co zrobisz… nic nie zrobisz…

W Polsce działa to jednak jak bardzo dobry PR. Skoro narzekam, znaczy to, że naprawdę ciężko pracuję. No bo przecież praca nie sprawia przyjemności, bo wtedy musiałaby być naszą pasją, a przynajmniej musielibyśmy ją lubić. Tfu!

Nie lubimy pracy, nie wolno nam wręcz jej lubić. Możemy żądać wtedy dużych pieniędzy za wykonywaną robotę, mamy na to społeczne przyzwolenie, bo nie dość, że robimy coś dobrze, to jeszcze katujemy się robiąc to. Jako dziennikarz widziałem wielu operatorów kamer wyglądających jakby kręcili za karę (nie mówcie tylko „kamerowali” ) a przecież nikt nad nimi z batem nie stoi. Dobrych operatorów-pasjonatów też spotkałem, ale wiecie o co mi chodzi.

Czas pracy = Czas pasji

W tym jest największy problem higieny pracy, bo jeżeli praca sprawia nam przyjemność to jak liczyć jej czas? Jeśli jest to jednocześnie nasza pasja, to nic dziwnego, że prawdziwi pasjonaci potrafią „pracować” po 12 godzin dziennie. Trzeba naprawdę kochać swoje zajęcie lub szczerze nienawidzić własnego życia by dopuścić do takiej sytuacji.

Osobiście potrafię „pracować” w niedzielę, w środku nocy, przez długie godziny, zapominając o posiłkach i przerwach. Dlaczego?

Bo kocham to co robię. I chyba w tym jest sekret pracy

By przetrwać, nie by żyć

Zauważyłem, że bardzo wiele młodych osób patrzy na życie właśnie w takich kategoriach. Zarobić wystarczająco by przetrwać. By jeździć dobrym samochodem, mieć dom i masę innych rzeczy. Ich marzenie nie polega na „być” i „robić” lecz posiadać i to właśnie dlatego zamykają się w ciasnych, szarych biurach, z dożywotnim wyrokiem dla własnych pasji.

Jak strasznie potrafi wyglądać życie w takim momencie? Śpimy 8 godziny, pracujemy 8 (wielu z nas o wiele więcej ale przyjmijmy 8) to już mamy 16 prawda? Ale przecież nie idziemy do pracy minutę po obudzeniu. Przynajmniej godzinę zajmuje nam przygotowanie i godzinę powrót. Mamy już 18. Jakiekolwiek obowiązki? Zakupy? Telefon od znajomego? Sprzątanie? Urzędy? Kolejne 2 godziny, uczciwie rzecz ujmując. Zostają nam 4 godzinny dziennie na zrobienie czegokolwiek, na co mamy ochotę.

Nie chodzi mi tu o coachingowy bełkot w stylu „wykorzystaj te 4 godziny jak tylko możesz” nie o to chodzi. Wydzierżawiamy codziennie 10 godzin swojego życia, by zdobyć pieniądze na 4 godziny życia po swojemu. Nawet kredyt we frankach nie ma takiego procentu.

Polski Gniew

Dlatego jesteśmy tak sfrustrowani, tak wściekli na cały wszechświat. Pracujemy w miejscu którego nie cierpimy tylko po to by przeżyć kilka godzin w taki sposób jaki chcemy. Jest to u nas nagminne. BA! W taki sposób przygotowujemy już młode pokolenia do pracy. Znajdź pracę dobrze płatną, która pozwoli Ci spełniać swoje marzenia. Brzmi znajomo?

Pytanie drodzy dorośli i nauczyciele… Kto wam powiedział, że praca naszych marzeń nie może być dobrze płatna?

Ci wszyscy artyści, aktorzy, reżyserzy, dziennikarze, pasjonaci życia robią to wszystko do portfolio, tylko dlatego, że LUBIĄ to co robią? Nigdy w życiu! Kasują za to grube pieniądze, dlatego, że są dobrzy w tym co robią, a są w tym dobrzy, dlatego że jest to ich pasją.

W życiu tak nie jest

To chyba najczęstsze co się słyszy. W życiu wcale tak nie jest. Tylko nieliczni pracują w swoim wymarzonym zawodzie i robią to co lubią. Jest to absolutna prawda, zgadzam się z tym w stu procentach. Jest to piekielne wyzwanie, ale ludzie naprawdę to robią. Przemierzają pół świata za swoją pracą. Nie śpią całymi dniami, by po wielu próbach i porażkach inni mogli powiedzieć „takiemu to dobrze, ma fajną pracę i jeszcze mu za to płacą”

Życie stawia przed nami różne wyzwania i weryfikuje nasze marzenia, ale szczerze powiedziawszy… czy sensem życia nie powinno być właśnie zrealizowanie tych marzeń? Czy nie do tego przygotowujemy się przez ponad 18 lat edukacji szkolnej, rodzinnej i osobistej? By żyć tak jak to sobie zaplanowaliśmy?

13339483_263451274009273_2445855217942735158_n

96 %

Wielokrotnie powtarzałem na wykładach, że pokonanie nałogu grania pozwoliło mi zrealizować znaczną większość życiowych marzeń. Ostatnio posunąłem się jeszcze krok do przodu.

Najtrudniejszy procent

Od ładnych kilku miesięcy prowadzę własną działalność gospodarczą. Wydawać by się mogło, że będzie to spełnienie, ale w moim własnym rozumowaniu nie było to jeszcze „TO”. Uporczywie dążyłem do czegoś innego co mogłem nazwać wolnym zawodem, czy nawet „Życiem ze swojej pasji”

Tak więc słowo czynem się stało.

Marzenie które określałem „życiem ze swoich marzeń” stało się faktem. Latam dronem, jestem dziennikarzem, zajmuję się coachingiem i spotkaniami autorskimi. Piszę kolejne książki, jeżdżę po całej Polsce, odwiedzam fascynujące miejsca, poznaję jeszcze bardziej fascynujących ludzi.

Przez wiele lat myślałem, że tego nie da się zrobić, że książki – Jasne. Dron – Oczywiście, jednak to wszystko w znaczeniu hobbystycznym, ewentualnie dorobkowym.

Nie chodzi tu jednak o pieniądze. Chodzi przede wszystkim o czas.

Etyka Pracy

Dopiero teraz pojąłem jak niezwykłym uczuciem jest życie ze swojej pasji i ze swoją pasją za pan brat. Wstaję rano i myślę o tym, o rozwoju, obowiązkach i planach.

Wróciłem ostatnio z trzydniowej wycieczki w Radzyniu Podlaskim, o czym z resztą meldowałem na facebooku. Każdego dnia spałem po 6 godzin (w gruncie rzeczy z własnej winy) rozmawiałem, prowadziłem spotkania, jechałem dziesiątki kilometrów… i ani na chwilę nie pomyślałem, że jestem w pracy! Czułem się wręcz jak na wakacjach!

W Polsce mamy problem z uznaniem czegoś za pracę, jeśli sprawia nam to przyjemność. Jeśli po 8 godzinach mam chęć robić jeszcze cokolwiek innego – nie pracuję. Praca bowiem ma za zadanie doprowadzić mnie do stanu kompletnego wycieńczenia fizycznego i psychicznego. Nie spotkałem jeszcze człowieka, który nie narzekałby na swoją pracę, no chyba, że sam sobie jest szefem. Chodzi jednak o to, że ten szef czerpie przyjemność i pasję ze swojej pracy a nie „siedzi na kierowniczym stanowisku”. Taki też będzie narzekał.

Każdym oddechem czuję nowy przypływ energii. Piszę, jeżdżę, rozmawiam… Naprawdę myślałem, że jest to niemożliwe! Tym bardziej cieszę się, że mogę dodać kolejną jedynkę do swojego bilansu.

IMG_20160510_200731

Po co mi modelarstwo

Ostatnio przy (prawie) zakończonym projekcie zacząłem się zastanawiać czemu właściwie zajmuję się modelarstwem i co ono mi dało.

Absolutny brak talentu

Na wstępie muszę jednak powiedzieć, że nigdy nie przejawiałem żadnego zamiłowania do farb pędzli i szeroko pojętej sztuki. Na plastyce nie wybijałem się, nie rzeźbiłem, nie malowałem. Kiedyś rysowałem komiksy, ale powiedzmy, że to było bardzo dawno temu i… nie, rysować też nie potrafię. Po części dlatego wybrałem beletrystykę. Wydawało mi się, że przekazanie swojej opowieści za pomocą pióra będzie prostsze niż ołówkiem.

Jakież więc było więc zaskoczenie, gdy kupiłem sobie zestaw 10-ciu figurek i kilka farbek.

Tybetańska cierpliwość

Modelarze to ludzie bardzo trudni do wyprowadzenia z równowagi. Spędzamy kilka godzin w jednej pozycji nad jednym modelem. Z punktu widzenia widza jest to szalenie nudne. Z naszej, jest ciekawe, choć skoków adrenaliny nie ma (chyba, że rozlejesz farbę na biurko)

Jako dzieciak z niespożytą energią nauczyłem się panować nad nią, wyciszać się i skupiać na jednej czynności. Malowanie jednego modelu potrafi zabrać dziesiątki godzin, dlatego był to niesamowity sprawdzian dla owej cierpliwości. Oczywiście nie wyglądało to tak, że z jedną paczką modeli stałem się mnichem Shao-Lin, ale z czasem potrafiłem malować coraz dłużej.

Zegarmistrzowska Precyzja

Oczywisty punkt. Spróbuj namalować źrenice figurce, która ma może 6 cm wysokości. Przez wiele lat jest to dla człowieka praktycznie niemożliwe, ale ręce nabywają nowych umiejętności, podobnie jak oczy. Za szczególnie nigdy w życiu mi się to nie przydało, no chyba, że będę musiał nawlec nitkę na igłę. Nie mniej jednak umiejętność jest.

Bibliotekarskie Wyciszenie

Emocje, zwłaszcza te gwałtowne napędzają nas do działania. Zdarza się jednak, że potrzebujemy wyciszyć się, pozbierać myśli. Nigdy nic mnie tak nie uspokajało, jak praca przy biurku nad modelem z muzyką lecącą w tle. Myślę, że można porównać to do wędkarstwa, gdy nawet gdy nic nie złapiemy… i tak miło spędzamy czas.

Artystycznie planowanie

Jest taka dziwna magia w tym hobby. Widzimy jakiś nowy ciekawy model i zaczynamy myśleć „ale bym go pomalował” Jesteśmy ciekawi samego wyzwania, bo modele są skonstruowane w najróżniejszy sposób. Jedne są proste i łatwe, inne mają wybite ornamenty milimetrowej szerokości. Niejednokrotnie łapię się na myśleniu „tu bym położył taką warstwę a tu zrobił taki efekt” Nie każde hobby niesie to za sobą.

Absolutna Satysfakcja

Trudno uznać samo ślęczenie nad modelem za ciekawą czynność. Siedzisz w tej samej pozycji przez kilka godzin, z pędzelkiem grubości zapałki i smarujesz kolejne cienkie warstwy farby. Nie jest to najciekawsze zajęcie na świecie, to prawda i bardzo wiele razy zastanawiałem się, dlaczego właściwie to robię. Bolą palce, oczy, czasami kręgosłup i kark, w pokoju śmierdzi chemią, nieraz przeciąłem się skalpelem, poparzyłem klejem i poplamiłem spodnie niezmywalną farbą.

W czym tkwi tajemnica tego hobby? W samym modelu. Kiedy po kilkudziesięciu godzinach pracy patrzę na model, mogę powiedzieć „ja to zrobiłem” i muszę powiedzieć, że jestem piekielnie dumny z każdej kolejnej pracy. Każdy taki model jest manifestacją pracy cierpliwości i artyzmu.

Do tego można pojechać na zawody modelarskie (będę w ten weekend w Olsztynie, życzcie mi szczęścia) i wygrać medal za najlepszy model w odpowiedniej kategorii. Nie ma naprawdę lepszego uczucia jak moment w którym doceniają naszą pasję. Dla tej chwili przy modelu warto spędzić każdą sekundę.